REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Na co zasługuje Widzew? Na ekstraklasę czy na baraże?
 
Sobota, 21. maja 2022, godz. 11:28

W niedzielę o godz. 12.40 na wypełnionym stadionie w Sercu Łodzi Widzew (59 pkt) podejmował będzie Podbeskidzie (45 pkt). Ten mecz ostatniej kolejki sezonu zasadniczego Fortuna I ligi poprowadzi międzynarodowy sędzia Bartosz Frankowski z Torunia. Zwycięstwo gospodarzy zapewnia powrót legendarnego klubu do ekstraklasy po 8 latach bez względu na rezultaty pozostałych niedzielnych spotkań, które zaczynają się o tej samej godzinie.

Już to poprzednie zdanie nadaje rangę łódzkiemu wydarzeniu, ale zaczniemy jak zwykle od „wątku historycznego”. Będzie to siedemnasty ligowy mecz tych klubów. Dotąd bilans jest równy: po 5 zwycięstw, 6 remisów, gole 19-19. Początkowo grano na zapleczu ekstraklasy i łodzianie byli surowymi nauczycielami. Od rozgrywek 2004/05 nie przegrali żadnego z 9 spotkań z rzędu.
REKLAMA


Inna sprawa, że już w pierwszym wspólnym sezonie widzewiacy wywalczyli czwarte miejsce i prawo gry w barażach, mając tyle samo (58) punktów, ile klub z Bielska-Białej, który był piąty.
Wyniki 7 meczów w ekstraklasie przemawiają za Podbeskidziem, które nie przegrało ani razu z Widzewem, dwukrotnie wiosną zwyciężając na starym stadionie przy al. Piłsudskiego: 1:0 w 2012 roku i 2:1 w 2013 roku. Kamil Wójkowski nawet niedawno przypomniał, że ostatniej porażki na najwyższym szczeblu rozgrywek Widzew doznał dokładnie przed ośmiu laty 22 maja przegrywając w Bielsku-Białej z Podbeskidziem 0:3.

Kiedy przed siedemnastą kolejką obecnych rozgrywek Widzew był liderem liczyliśmy, że 13 listopada znajdzie sposób na „górali” i zrehabilituje się za wspomnianą wpadkę sprzed lat. Niestety: ekipa trenera Janusza Niedźwiedzia przegrała w Bielsku-Białej aż 0:4, tracąc pierwszą lokatę na rzecz Miedzi. Gole wtedy zdobyli: najskuteczniejszy strzelec I ligi Kamil Biliński w 49, 53, 90 oraz dubler Dawid Polkowski w 86 minucie. Po bezbramkowej pierwszej połowie, rywale po przerwie osiągnęli przewagę, a dwa gole strzelili, gdy łodzianie grali w osłabieniu po usunięciu z boiska w 73 min Patryka Stępińskiego za dwie żółte kartki.

Już przypomnienie tych faktów stanowi ostrzeżenie, że skuteczny rewanż nie będzie wcale formalnością. Mimo aż 14 punktów przewagi wiceliderów nad zajmujących ósmą lokatę gośćmi. Zresztą Podbeskidzie nie straciło definitywnie szans na baraże, choć rywali łodzian urządza tylko zwycięstwo przy korzystnych dla nich wynikach Sandecji i Chrobrego.

W przerwie zimowej miejsce w czołowej szóste spadkowiczów z ekstraklasy wydawało się pewne, bo zajmowali czwartą lokatę z 7-punktową stratą do drugiego Widzewa. Jednak serial 11 z rzędu meczów bez wygranej był jedną większych niespodzianek Fortuna I ligi. Zwłaszcza, że zimowe transfery Podbeskidzia budziły respekt (podobnie zresztą jak Widzewa).

Po przegranej ze Stomilem 0:1 u siebie „górale” 26 kwietnia zmienili trenera. Został nim 52-letni Mirosław Smyła. Były szkoleniowiec m.in. Korony jest jedynym trenerem pierwszoligowym, pod wodzą którego zespół wygrał wszystkie mecze wyjazdowe: w Nowym Sączu 1:0 i w 32. kolejce w Głogowie 3:1. Gorsze wyniki osiągał grając w Bielsku, gdzie Podbeskidzie nie zwyciężyło wiosną żadnego meczu, nie radząc sobie z likwidowaniem szybkich kontrataków gości. Mimo, że z pierwszoligowymi „potentatami” grało świetnie drugie połowy, notując z Miedzią i Arką remisy 1:1. Ewidentną wpadką obecnego trenera niedzielnych rywali RTS była pierwszomajowa porażka u siebie z Zagłębiem 0:2.
 
W niedzielę Widzew staje przed zadaniem, które ma przesądzić o tym, czy będzie to dobry sezon następców czterokrotnych mistrzów Polski. Innymi słowy: ma świetną pozycję wyjściową do tego by udowodnić, że zasługuje na ekstraklasę, a nie tylko na loteryjne baraże. Przecież podejmuje zespół, grający słabiej od ekipy RTS i mający 6 zwycięstw mniej i 2 porażki więcej od ekipy trenera Janusza Niedźwiedzia. Z licznego grona pierwszoligowców (nawet spadkowiczów) tylko Chrobremu nie udało się zdobyć punktu z „góralami”. Gdyby ta krótka lista wydłużyła się o Widzew, to byłby wielki wstyd.

Liczymy, że największa pierwszoligowa widownia obejrzy mecz, który ją ucieszy. Choćby dobrym wynikiem. Ma prawo tego oczekiwać, gdyż stresowała się wcześniej nie tylko tej wiosny, gdy jej ulubieńcy przegrali wiosną w Sercu Łodzi aż cztery mecze. Również po reaktywacji poprzednie wejścia na drugoligowy czy pierwszoligowy poziom nie były radosne, a raczej nerwowe. Powrót do ekstraklasy powinien przebiegać w atmosferze piłkarskiego święta legendarnego klubu.

Jest jeszcze jeden aspekt, ważny dla samych piłkarzy zmęczonych trudną wiosną. Niech to będzie ostatni mecz tego sezonu. Zarówno dla Widzewa jak i Podbeskidzia. Niech wydłuży krótkie wakacje z rodzinami (często zagranicznymi) oraz z dziewczynami. Przynajmniej Polacy niech zanucą stary przebój „Ta ostatnia niedziela, jutro się rozstaniemy…”, a nie będą czekać na mecz nr 35, czyli półfinał barażowy.

Bogusław Kukuć