REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Zbigniew Wyciszkiewicz wspomina derby Łodzi
 
Piątek, 22. października 2021, godz. 08:54

Jak oceniają derby Łodzi piłkarze, którzy przed laty rozgrywali te wyjątkowe spotkania i co sądzą o niedzielnym meczu Widzew – ŁKS oraz szansach łodzian na powrót do ekstraklasy? – spytaliśmy 52-letniego dziś Zbigniewa Wyciszkiewicza. Dlaczego właśnie jego?
 
REKLAMA

Kiedy w portalu widzewiak.pl przypominałem sylwetki Jedenastki Stulecia Widzewa, wybranej przez kibiców tego klubu, zamieściłem uzasadnienie, które wyjaśniało wybór: „To jedyny piłkarz na świecie, który zdobył mistrzostwo Polski w dwóch łódzkich klubach (w Widzewie 1996, 1997 oraz w ŁKS 1998). Zarazem może być symbolem dominacji łodzian w polskim futbolu końcówki XX wieku…. To właśnie Zbyszek razem z Markiem Koniarkiem wystąpili we wszystkich 34 meczach mistrzowskiego sezonu 1995/1996, w którym Widzew nie przegrał żadnego meczu. Wtedy Koniarek strzelił 29 goli, a Wyciszkiewicz zdobył 10 bramek. Do tego obaj dołożyli po 3 występy bez porażki w następnym sezonie, kiedy łodzianie obronili tytuł. Razem daje to 37 meczów z rzędu bez przegranej w ekstraklasie. Nie znam podobnego przypadku w historii na tym szczeblu rozgrywek”.

Wypada też przypomnieć, że derby Łodzi „Wycisz” zaliczył w barwach Widzewa 8 razy (w latach 1993-1997) oraz 5 razy jako piłkarz ŁKS ( w latach 1998-2000).

- Pamiętasz swoje pierwsze derby Łodzi?

- Debiutowałem w ekstraklasie w Widzewie w sierpniu 1992 roku w wygranym 1:0 meczu w Bytomiu z Szombierkami. Z ŁKS graliśmy w piątej kolejce przy Alei Unii. Oglądałem ten mecz z ławki rezerwowych i takich nerwów nikomu nie życzę. Zwłaszcza, że było 20 tysięcy ludzi, a ewolucja wyniku była niesamowita. Po 7 minutach było 2:2, a skończyło się 3:3. Zagrałem natomiast cały mecz w rewanżu, który wygraliśmy 2:0, po golach Leszka Iwanickiego w drugiej połowie. Kolejne derby też przy Piłsudskiego Widzew przegrał i do dziś nie wiem czy mieliśmy kiedyś tak dużą przewagę, jak w tym spotkaniu. ŁKS nie mógł wyjść za połowę. Tuż przed przerwą Cebula wygrał jakąś przebitkę, podał do świętej pamięci Jacka Płuciennika i ten strzelił jedynego gola. Nie udało się wyrównać i pamiętam jak Władysław Stachurski nas pocieszał, że to taka sama porażka jak inne. Ale szybko się przekonał, że derby mają inną wagę w futbolu. Ogółem w Widzewie grałem derby 8 razy: 3 razy wygrywając, 3 razy remisując i zaliczając 2 przegrane. Ta druga porażka też była przy Piłsudskiego i także nie mogliśmy strzelić gola. W końcówce Danielewicz z kontrataku przelobował Maćka Szczęsnego. Byliśmy tak zestresowani, trzy dni później przegraliśmy też 0:1 w Olsztynie. Ale mistrzostwo obroniliśmy.

- W następnym sezonie zostałeś też mistrzem Polski, ale jako zawodnik ŁKS. Jak wspominasz mecze przeciw byłym kolegom i trenerowi Franciszkowi Smudzie?

- Odczuwałem dodatkową presję fanów Widzewa, ale starałem się coś udowodnić Smudzie. Na widzewskim stadionie zremisowaliśmy 0:0, lecz później cztery następne derby z moim udziałem ŁKS już przegrał. Także smak zwycięstwa w tym szczególnym meczu znam tylko z Widzewa.

- Było kilku zawodników, którzy grali derby w obu łódzkich klubach. Ale w „świętej wojnie miasta Łodzi” tylko ty strzeliłeś gole dla obu stron.

- Co ciekawe, obydwa na stadionie przy Alei Unii, i tylko żałuję, że żadna z tych bramek nie dała zwycięstwa. W sezonie 1996/97, kiedy Widzew został mistrzem bez porażki, bliscy przegranej byliśmy przy Alei Unii, bo ŁKS przeważał i prowadził po główce Saganowskiego od 7 minuty. Tuż przed przerwą Citko zdobył się na akcję ofensywną, którą zapewne w swoim stylu chciałby sam zakończyć. Ale znalazł się już przy linii końcowej. Krzyczałem, by mi podał. Dostałem piłką od Marka i pokonałem Krzyształowicza. Widzew dotrwał z remisem 1:1.         
W 1999 roku, kiedy grałem w ŁKS, widzewiacy prowadzili już 2:0 po szybkich golach Kiełbowicza i też tuż przed przerwą uczyniłem ten mecz ciekawszym. Zdobyłem kontaktową bramkę. W starciu z bramkarzem Matuszkiem doznałem kontuzji i zastąpił mnie Krysiak. Pauzowałem później kilka kolejek. Do dziś mam dziurę w nodze i to jest „derbowa pamiątka”. To także jeden z dowodów, że derby to mecz walki. Później gole strzelili Zając i Wieszczycki i zakończyło się wygraną Widzewa 3:2.

- W piłkarskim CV derby Łodzi ma zapisane wiele gwiazd polskiego futbolu, z medalistami mistrzostw świata włącznie. Można byłoby z tego stworzyć istny Dream Team. Widzew i ŁKS prowadzili, świetni trenerzy. Twoim zdaniem, który z nich był najlepszy?

- Imponujący bilans ma trener Władysław Żmuda, który zaliczył 9 razy derby i żadnego z tych spotkań nie przegrał, wygrywając 6. Pamiętam jak starannie przygotowywał Widzew do tych meczów. Bardzo dobrze mi się pracowało z Władysławem Stachurskim, który później, gdy był krótko selekcjonerem dał mi szanse trzech występów w reprezentacji m.in. na stadionie Widzewa ze Słowenią. Dziś wyznaję zasadę, że od każdego trenera można się czegoś nauczyć. Nawet od złego, bo wtedy wiesz, jak nie należy trenować. Podczas zabawy z dzieciakami na Orliku czy wcześniej pracy z młodzieżą w Rzgowie o tym pamiętam.
 
- Masz co wspominać po latach.


- W końcu ubiegłego wieku to łódzkie kluby rządziły w polskim futbolu. Sam grałem w mistrzowskich drużynach Widzewa oraz ŁKS. Czas wtedy odmierzały właśnie derby Łodzi, mecze z Legią i europejskie puchary. W Drugim Wielkim Widzewie załapałem się np. na Broendby i Ligę Mistrzów 1996. A później w ŁKS też spijałem śmietankę po tytule, kiedy grałem na Old Trafford przy 51 tysiącach kibiców z Manchester United, trenowanym przez Aleksa Fergusona, a w rewanżu pilnowałem Davida Beckhama i skończyło się remisem 0:0, choć już nie grali np. Kłos czy Trzeciak.

- A czego oczekujesz po niedzielnym meczu Widzewa z ŁKS?

- Typowanie konkretnego wyniku w takich spotkaniach jest trudne, zwłaszcza jak się nie widziało choćby w telewizji wszystkich spotkań tych drużyn. Rezultat zależy wiele nie tylko od umiejętności piłkarskich, ale też psychiki, bo presja jest wyjątkowa. Wiadomo, że Widzew jest wyraźnym liderem, wystartował świetnie, widać dobrą robotę sztabu szkoleniowego z nowym trenerem Januszem Niedźwiedziem. Ale ŁKS mimo finansowo-zdrowotnych problemów, ma ciekawy skład, a wobec kartkowych wykluczeń Hanouska i Letniowskiego, bardziej kreatywną drugą linię, na czele z Pirulo. Obydwa zespoły grając w dziesiątkę ostatnio obroniły trudne zwycięstwa po 1:0 z innymi pretendentami Koroną i Arką. Zapowiada się ciekawy mecz. A typowanie konkretnego rezultatu wręcz ryzykowne. Do czołówki wróciło groźne Podbeskidzie, po wygraniu 4:2 zaległego meczu w Olsztynie. Bez względu na wynik spotkania przy Piłsudskiego uważam, że są duże szanse na powrót do ekstraklasy obu łódzkich klubów i prawdziwe derby już w przyszłym sezonie.

Bogusław Kukuć