REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
40 lat minęło - wspominamy pierwsze mistrzostwo Widzewa sezon 1980/81
 
Czwartek, 10. czerwca 2021, godz. 07:34

14 czerwca mija 40 lat od zdobycia przez Widzew pierwszego mistrzostwa Polski w piłce nożnej. Dlatego sezon 1980/1981 jest tak ważny, gdyż wprowadzał czerwono-biało-czerwonych na prestiżową listę, liczącą dziś 18 klubów, które potrafiły wywalczyć ten tytuł.

Byłem świadkiem tej istnej batalii z pozycji dziennikarza ówczesnego „Głosu Robotniczego”, który miał mocny dział sportowy. Do tego współpracowałem z katowickim „Sportem” będąc sprawozdawcą i dającym pomeczowe noty do klasyfikacji na „Złote Buty” : mój kolega red. Wojciech Filipiak z meczów ŁKS, ja z Widzewa, a nasz szef red. Mieczysław Wójcicki był korespondentem „Przeglądu Sportowego”. W czasach braku internetu, telefonów komórkowych, znaczenie medialne prasy, radia i telewizji były zupełnie inne niż obecnie.
REKLAMA


Lato 1980 było gorące. Także dlatego, że tamten sierpień był ważnym miesiącem w politycznej historii Polski. W Łodzi też były strajki solidarnościowe, w tym MPK i przez 6 dni nie działała komunikacja miejska, a przecież prywatnych samochodów było wiele mniej niż dziś. A jednak na meczach Widzewa na starym stadionie przy Armii Czerwonej 80 (dziś al. Piłsudskiego 138) były komplety publiczności.

Presja na zmiany dała się wyczuć także w widzewskim klubie. Po awansie do ekstraklasy w 1975 roku jego pozycja w polskim futbolu rosła z każdym sezonem. Powołania widzewiaków do reprezentacji, nawet na mundial 1978, wicemistrzostwa 1977, 1979, 1980 już nie dawały pełnej satysfakcji, bo stawiały silną kadrowo drużynę w roli przegranych, gdyż zawsze ktoś wyprzedzał łodzian. Choć klub zdobywał także markę w Europie, to jednak nigdy nie był mistrzem Polski. Ta świadomość męczyła rzutkiego, ambitnego, inteligentnego, prezesa Ludwika Sobolewskiego.

Legendarny prezes klubu był wizjonerem realizującym odważne plany. Prócz wyjątkowo trafnych korekt składu, czyniącymi Widzew silniejszym, zaskakiwał ryzykownymi decyzjami. Choćby tą, by po 11 kolejkach sezonu 1979/80 zastąpić trenera Stanisława Świerka, wtedy zaledwie 31-letnim Jackiem Machcińskim. Choć miał świadomość nie tylko zalet, ale i wad Jacka, którego znał z lat wspólnej pracy w klubie z Leszkiem Jezierskim.

Wiosną 1980 scementowany zespół już pokazał słynny później charakter, na finiszu wygrywając 5 kolejnych spotkań, poczynając od pokonania 1:0 Legii w Łodzi. Ale sensacyjnie skutecznych Szombierek, pod wodzą Huberta Kostki, już nie zdołał wyprzedzić. Lecz kluczowi piłkarze zdobyli pewność, że tym razem się uda. I rzeczywiście. Tytuł w sezonie 1980/81 wywalczono, mimo wielu przeszkód. Można rzec: „Tym bardziej smakował”.

Zaczęło się 16 sierpnia 1980 od wygranej z Lechem w Łodzi aż 3:0, po golach Mirosława Tłokińskiego w 23 oraz Marka Pięty w 26 i 54 minucie. W bramce łodzian zadebiutował Józef Młynarczyk, pozyskany z Odry Opole. W rundzie jesiennej w 14 rozegranych spotkaniach (mecz z Motorem w Lublinie przełożono na marzec ze względu na występy łodzian w europejskich pucharach) ten bramkarz 8 spotkań kończył bez straty gola, a w 6 pozostałych wpuścił po jednej bramce. Wspierała go mocna defensywa (Plich, Żmuda, Grębosz, Możejko).  Czy może dziwić, że Widzew skończył rundę bez porażki?

Z drugiej strony może (zwłaszcza dziś) szokować przypomnienie faktu, że Widzew potrafił łączyć rywalizację o tytuł z rewelacyjnymi osiągnięciami w meczach Pucharu UEFA eliminując słynne firmy Manchester United (1:1 i 0:0) oraz Juventus (3:1 i 1:3 karnymi 4-1). Mecze z Juve oglądało wtedy 40 tys. widzów w Łodzi i 50 tys. w Turynie. Wzbudzało to zazdrość krajowych konkurentów, którzy nie kryli zadowolenia i złośliwości po wpadce w Ipswich (0:5 i 1:0 w łódzkim rewanżu z późniejszym triumfatorem UEFA Cup).

Kiedy wiosną można było skupić uwagę tylko na obronie pozycji lidera przytrafiła się kolejna sprawa, której konsekwencje najbardziej uderzyły w aspiracje mistrzowskie Widzewa. 28 listopada 1980 roku reprezentacja Polski zebrała się w hotelu Vera w Warszawie przed wylotem via Rzym na Maltę na mecz eliminacyjny MŚ 1982. Opis „Afery na Okęciu” pomijam.

Przypomnę tylko, że Józef Młynarczyk miał odpokutować wspólną biesiadę z dziennikarzem telewizyjnym Wojciechem Zielińskim w „Adrii” usunięciem z ekipy udającej się na mecz. Przeciw tej decyzji zaprotestowali najbardziej aktywnie zawodnicy łódzkich klubów Zbigniew Boniek, Stanisław Terlecki i Władysław Żmuda. Widać było, że słowo solidarność w owym czasie nabierało znaczenia. Ostatecznie ekipa wyleciała w komplecie. Ale rozgłos medialny, jaki nadano wydarzeniu, był wyjątkowy. Nagonkę na asów reprezentacji wykorzystano perfidnie do odwrócenia uwagi od kłopotów władz z „Solidarnością” i ważnych problemów, z jakimi borykali się rządzący.

Ówczesny prezes PZPN Marian Ryba wraz z Wiktorem Należytym przylecieli do Rzymu i wrócili do kraju z „Bandą Czworga”, jak „Przegląd Sportowy” określał tych czterech kadrowiczów. Po pokazowym „procesie” zdyskwalifikowano zawodników, a 22 grudnia zwolniono selekcjonera Ryszarda Kuleszę, po zwycięstwie 2:0 na Malcie w pierwszym meczu  eliminacji hiszpańskiego mundialu.

Po takich ciosach personalnych szansę na strącenia Widzewa z pierwszego miejsca zwietrzyły kluby wojskowe Legia i Śląsk, milicyjna wtedy Wisła Kraków, a nawet Szombierki, broniące tytułu. Większość mediów krajowych klaskała wyczynom piłkarskiej centrali, ale z pewnością nie ja, co można sprawdzić w starych rocznikach „GR”.

Nawet prezes, były prokurator wojskowy, generał Marian Ryba starał się w łódzkim Klubie Dziennikarza przy Piotrkowskiej 96, tłumaczyć zasadność kar (Boniek i Terlecki roczna dyskwalifikacja, Żmuda 8-miesięczna, Młynarczyk 8-miesięczna z wykluczeniem z kadry na 2 lata, Smolarek 2 miesiące zawieszeniem na 6 miesięcy). Działania Sobolewskiego oraz protest klubowy wsparł nowy trener reprezentacji Antoni Piechniczek. Najpierw zawieszono wykonanie kary Żmudzie, ale trener Machciński nie mógł do końca rundy rewanżowej korzystać z Młynarczyka i Bońka.

Już zaległy mecz w Lublinie z Motorem był zapowiedzią problemów. Wprawdzie łodzianie prowadzili dwukrotnie, po golach Włodzimierza Smolarka, ale skończyło się remisem 2:2. Pierwszy raz widzewiacy stracili dwa gole. Pamiętam te stresy z odliczaniem punktów przewagi Widzewa nad „peletonem”. Pod wodzą Machińskiego mocno osłabiona kadrowo drużyna wydłużyła serial meczów bez porażki w ekstraklasie do 22 spotkań.

28 marca 1981 roku jako pierwsza pokonała lidera Arka (w Gdyni 2:0), ale już w cztery dni później widzewiacy zremisowali 1:1 u siebie z ŁKS przy nadkomplecie publiczności po golach Smolarka w 10 minucie i Marka Dziuby w 53 minucie.
W Łodzi pokonały widzewiaków tylko broniące mistrzostwa Szombierki (0:2, po golach Grzegorza Kapicy). Jednak w następnej kolejce lider wygrał w Bydgoszczy 2:1, choć przegrywał od 10 minuty. Lecz w końcówce dwa trafienia „Zitki”  Rozborskiego w 74 i 86 minucie zaszokowały 25 tysięcy widzów.     
Najbardziej dramatyczny był mecz 16 maja z Legią w Łodzi. Grupa pseudokibiców warszawskich przerwała ogrodzenie, kordon porządkowych i milicji, wpadając na boisko. Sędzia Jerzy Kacprzak przerwał mecz i wyprowadzono chuligańską grupę uzbrojoną w kastety z połamanych części wagonów kolejowych relacji Warszawa-Łódź Fabryczna. Skończyło się remisem 0:0. Gdyby legioniści wygrali, zrównaliby się punktami z Widzewem (za zwycięstwo przyznawano wówczas dwa punkty). A tak po 25 kolejkach czołówka wyglądała następująco: 1. Widzew – 35, 2.Legia – 33, 3. Wisła – 32 pkt.

Osłabienie wyczerpującym finiszem potwierdza jakby „czarna środa” pretendentów do tytułu: Wisła przegrała w Łodzi z ŁKS 0:1, Legia w stolicy z Motorem 2:3, a w Widzew w Gdyni z Bałtykiem 0:2. W 27.kolejce widzewiacy przegrali po raz piąty i zarazem ostatni w tamtym sezonie. Wobec 30 tysięcy widzów w Krakowie Wisła zwyciężyła 3:2 po zaciętym dobrym meczu. Gole strzelili: Iwan 27 i 85, Kowalik 46, a dla gości Rozborski 33 i Surlit 38 min.  Pokonani grali wtedy bez m.in. Młynarczyka, Żmudy, Grębosza, Możejki, Bońka, Smolarka i Pięty.

Machciński rozwiązywał te istne łamigłówki personalne i do tego zdołał przekonać piłkarzy, że są w stanie utrzymać pozycję lidera i zdobyć pierwsze mistrzostwo w dziejach klubu.
 
W 28.kolejce Widzew wygrał w Łodzi z Motorem 2:1. Prowadzenie zdobył w 10. minucie Paweł Woźniak, dla którego był to pierwszy gol w ekstraklasie. Jeszcze przed przerwą goście wyrównali i w nerwowej końcówce w 81 minucie Mirosław Tłokiński z karnego zdobył zwycięską bramkę na 2:1. W przedostatniej kolejce łodzianie przegrywali w Chorzowie z Ruchem po samobóju Jana Jeżewskiego w 52 minucie, ale Andrzej Grębosz wyrównał na 19 minut przed końcem i skończyło się remisem 1:1.

14 czerwca 1981 roku Widzew grał u siebie mecz z Zagłębiem Sosnowiec. Remis zapewniał łodzianom tytuł mistrzowski, a gościom utrzymanie. Nic dziwnego, że ostatnie spotkanie skończyło się wynikiem 0:0. Chyba nikt nie wierzył, że w tej sytuacji może paść inne rozstrzygnięcie w meczu w Łodzi, skoro zremisowały także druga w tabeli Wisła (w Zabrzu 1:1) i trzecia Legia (w stolicy z Odrą Opole 1:1),  co kosztowało legionistów obsunięcie na piąte miejsce. W czołówce końcowej tabeli sezonu 1980/81 było wyjątkowo tłoczno: 1. Widzew – 39, 2. Wisła Kraków – 37, 3. Szombierki – 36, 4. Śląsk – 36, 5. Legia – 36 pkt. 

Wcześniej tylko trzy razy bezbramkowy rezultat tak bardzo cieszył widzewskich fanów. Mam na myśli łódzkie rewanże z Manchester City w 1977 roku, z Manchester United w 1980 roku i wspomniany „horror” z Legią sprzed miesiąca. W deszczowym meczu kończącym pierwszy mistrzowski sezon Widzewa łodzianie grali w składzie: Klepczyński – Plich, Żmuda, Tłokiński, Możejko – Jeżewski, Rozborski, Lisiak (75, Pięta), Surlit – Sajewicz (70, Jacek), Smolarek.

Tak się złożyło, że byłem świadkiem głośnej rezygnacji Jacka Machcińskiego z funkcji trenera mistrzowskiego Widzewa. Było to w klubowym pokoju prezesa Sobolewskiego. Wyraźnie słyszałem jak prezes apelował „Jacek będziesz tego kiedyś żałował. Zastanów się, co robisz”. Ale Jacek był uparty i miał „charakterek”. Wyszedł do sekretariatu. Wrócił z papierem A-4 i moim długopisem napisał podanie o zwolnienie, które wręczył prezesowi. Pan Ludwik powiedział do mnie: „Kukuć, sam widzisz, co on robi”.
 
Pod wodzą trenera Jacka Machcińskiego pierwszy tytuł mistrza Polski dla Widzewa w sezonie 1980/81 wywalczyło 22 piłkarzy (alfabetycznie): Zbigniew Boniek 11 meczów, 1 gol, Piotr Gajda 5/0, Andrzej Grębosz 24/3, Andrzej Jacek 1/0, Piotr Janisz 1/0, Jan Jeżewski 27/0, Krzysztof Kamiński 2/0, Jerzy Klepczyński 13/0, Janusz Lisiak 6/0, Piotr Mierzwiński 11/0, Józef Młynarczyk 14/0, Andrzej Możejko 25/1, Marek Pięta 22/5, Bogusław Plich 29/0, Piotr Romke 20/0, Zdzisław Rozborski 30/7, Mirosław Sajewicz  9/0, Włodzimierz Smolarek 25/6, Krzysztof Surlit 27/9, Mirosław Tłokiński 29/4, Paweł Woźniak 7/1, Władysław Żmuda 28/1.
 
Jedynym widzewiakiem pierwszej mistrzowskiej drużyny, który grał we wszystkich 30 meczach był Zdzisław Rozborski, a najwięcej goli strzelił Krzysztof Surlit – 9.

Dodam, że po raz trzeci w historii widzewiak zdobył „Złote Buty” redakcji „Sportu” najlepszego piłkarza ekstraklasy. Po Zbigniewie Bońku – 1978 i Stanisławie Burzyńskim – 1979 to trofeum otrzymał Władysław Żmuda. Ten indywidualny sukces reprezentacyjnego stopera, medalisty dwóch mundiali 1974 i 1982, był nagrodą dla postawy całej defensywy Widzewa, która zdobywając swój pierwszy tytuł, straciła najmniej goli (tylko 25) oraz doznała najmniej porażek (zaledwie 5).

Bogusław Kukuć