REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Czerwona kartka potwierdziła zasadność aspiracji Widzewa
 
Niedziela, 28. marca 2021, godz. 16:40

W jedynym niedzielnym meczu Fortuna I ligi w  Łodzi Widzew pokonał GKS Jastrzębie 2:0. Z takim rozstrzygnięciem powszechnie się liczono, gdyż ekipa RTS i Sandecja są jedynymi pierwszoligowcami bez porażki w tym roku.  Nic nie zapowiadało jednak tego, co działo się w drugiej połowie spotkania przy al. Piłsudskiego.

Przed przerwą gospodarze nie potrafili przejąć inicjatywy, a nawet poważniej zagrozić bramce rywali. Może z wyjątkiem 28 minuty, gdy po podaniu Marcina Robaka spudłował z 15 metrów Mateusz Michalski. W tej fazie meczu kornery wykonywali wyłącznie goście. GKS groźnie kontrował, choć często wpadał w pułapki ofsajdowe. Jeden ze spalonych uszedł uwadze arbitra i 25 minucie tylko znakomita interwencja Jakuba Wrąbla uratowała łodzian po strzale Daniela Szczepana. W 33 minucie po wolnym Ferugi instynktowna obrona strzału głową z bliska Szczepana kreowała bramkarza RTS na bohatera spotkania.
REKLAMA


Sympatycy gospodarzy mieli większe powody do obaw o wynik, gdy w ostatniej minucie pierwszej połowy w zupełnie niegroźnej sytuacji na środku boiska Marek Hanousek sfaulował Tomasza Bielaka i ujrzał drugą żółtą kartkę. Można do tego podejść dowcipnie, bo dopiero w Polsce widać było, że Czesi nie przepadają za Słowakami. Ale sytuacja w widzewskim obozie była daleka od humorystycznej. To przecież nie pierwszy mecz, którym jeszcze przed przerwą Widzew w Łodzi musi grać w dziesiątkę (wcześniej z Zagłębiem Sosnowiec i Radomiakiem). Pokrzepieniu serc sprzyjało przypomnienie, że obu tych spotkań gospodarze nie przegrali i kończyli remisami 1:1.

Tym razem doczekaliśmy się występu, który wreszcie uzasadnia aspiracje powrotu Widzewa po 7 latach do ekstraklasy. Grając w dziesiątkę ekipa RTS ośmieszyła gości. Nie tylko nie pozwoliła im na strzelenie gola, w czym znów kilka razy pomógł Wrąbel (piąty raz z czystym kontem strat bramkowych w 7 tegorocznych meczach).

Już w 51 minucie po wolnym Patryka Stępińskiego Daniel Tanżyna strzelił nogą i piłka po koźle wpadła w górny róg bramki Grzegorza Drazika. Był to pierwszy gol stopera łodzian w tym sezonie. Szok w ekipie GKS był potężny. Zaskoczenie było tym większe, że dziesiątka łodzian wcale nie zamierzała tylko bronić korzystnego rezultatu. Dopiero w 53 min Widzew wywalczył pierwszy korner i nadal nacierał.

W 63 minucie Michael Ameyaw zakończył odważny rajd prawą flanką perfekcyjną asystą. Podania nie zdołał przeciąć Szymon Zalewski i Mateusz Michalski (na zdjęciu) podwyższył prowadzenie łodzian. On także strzelił pierwszego gola po powrocie do Widzewa. Korekty składu goście na niewiele się zdały. Łodzianie nie rezygnowali z ataków. W 74 min Michalski piętą umieścił nawet umieścił piłkę w siatce, ale sędzia nie uznał gola. W 84 min po czwartym rogu gospodarzy  także strzelający lewą nogą Tanżyna był bliski szczęścia.

Warto dodać, że dublerzy Widzewa okazali się lepsi od zmienników GKS. Goście próbowali nawet w przedłużonym czasie zdobyć choć honorowego gola, ale by tak się stało trzeba pokonać bramkarza. A Wrąbel tego dnia był nie do pokonania. Razem to sprawiło, że po raz pierwszy łódzki beniaminek będzie miał dodatni bilans bramkowy (22-21). Olbrzymie straty w tej klasyfikacji zostały również odrobione. Teraz jest 12 spotkań, by jeszcze je poprawić.
 
Po meczu jednym z najszczęśliwszych zawodników zwycięskiej drużyny był Daniel Tanżyna:  - Dla mnie i Mateusza Michalskiego to był szczególny mecz, bo w środę trener założył się z nami o dobry obiad, że jeśli ja strzelę gola, to Mateusz też. No i trener "wykrakał" i będzie musiał ten obiad postawić, bo mamy na to dużo świadków w szatni – zdradził zdobywca pierwszej bramki -  Co do samego spotkania, pierwsza połowa w naszym wykonaniu była senna i lepsze sytuacje stworzyli sobie goście z Jastrzębia, ale na wysokości zadania stanął nasz bramkarz. Później pojawiła się ta czerwona kartka i dziwnie się to wszystko się potoczyło. W dziesięciu pokazaliśmy jednak charakter, jaki kibice chcieliby tu oglądać. W drugiej połowie zagraliśmy naprawdę dobre zawody. Utrzymywaliśmy się przy piłce i prezentowaliśmy się lepiej. Może to jest trochę na wyrost, ale ta czerwona kartka nas obudziła i pokazała, że jest w nas moc. W jednej sytuacji byłem pewny, że mam przyjętą piłkę, ale gdzieś mi odskoczyła i rywal oddał groźny strzał. Najważniejsze, że zagraliśmy znowu na zero z tyłu. To jest zasługa naszego bramkarza i całego zespołu, bo dobrze bronimy jako drużyna i to napawa optymizmem przed kolejnymi meczami - zakończył uśmiechnięty stoper RTS.
       
W efekcie po 23 kolejkach Widzew po raz pierwszy w tym sezonie awansował na siódme miejsce. Była to trzecia kolejna wygrana drużyny trenera Enkeleida Dobiego (wszystkie bez straty gola). To drugi z rzędu mecz, w którym RTS zdobył komplet 6 punktów (wcześniej ze Stomilem). W następnej kolejce w sobotę 3 kwietnia o godz. 16 Widzew zagra w Sosnowcu z tamtejszym Zagłębiem.
     
Widzew – GKS Jastrzębie 2:0 (0:0)

Gole: Daniel Tanżyna (51 min), Mateusz Michalski (67 min)

Widzew: Wrąbel – Stępiński, Grudniewski, Tanżyna, Gach – Michalski (79, Kun), Hanousek, Poczobut (89, Możdżeń), Ameyaw (80, Samiec-Talar) – Kita ( 58, Mucha). Robak  (80, Tomczyk)

GKS Jastrzębie: Drazik – Zalewski (70, Słodowy), Komor, Szcześniak, Witkowski (79, Niewiadomski) – Ali, Bielak (79, Zejdler), Mróz, Feruga (61, Rumin), Jadach (61, Apolinarski) – Szczepan

Żółte kartki: Hanousek, Stępiński – Witkowski.

Czerwona kartka: Hanousek (za drugą żółtą w 45 minucie).
 
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).

Bogusław Kukuć