REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Wreszcie ekipa RTS wygrała mecz poza Łodzią
 
Niedziela, 21. marca 2021, godz. 16:55

Ostatni mecz 21. kolejki Fortuna I ligi był pod wieloma względami wyjątkowy dla ekipy RTS. Łodzianie wygrali wreszcie pierwszy mecz na stadionie rywali zwyciężając w Olsztynie Stomil 1:0. Po drugie; drużyna trenera Enkeleida Dobiego wywalczyła  pierwszy komplet 6 punktów z pierwszoligowym rywalem. Po trzecie: Widzew utrzymał miano zespołu bez tegorocznej porażki, co udało się jedynie Sandecji.

W efekcie klub z al. Piłsudskiego znalazł się po raz pierwszy po wejściu do I ligi w pierwszej ósemce tabeli, zmniejszając straty do całej czołówki tabeli, z wyjątkiem Arki.
REKLAMA


Zaczęło się nerwowo dla gości, bo lekkiego urazu przywodziciela podczas rozgrzewki doznał przewidziany w wyjściowej jedenastce Krystian Nowak. Zastąpił go udanie Daniel Tanżyna.

Goście jeszcze nigdy nie rozpoczynali meczu w takim ustawieniu jak w niedzielę. Po raz pierwszy zagrali bez odsuniętego za kartki Łukasza Kosakiewicza, za którego bardzo solidnie zagrał Patryk Stępiński. Po raz pierwszy od początku wystąpił Czech Marek Hanousek. Zatem można było mieć obawy o zgranie zespołu.
Tym bardziej, że był to szósty tegoroczny występ łodzian, a w każdym z nich od początku grało zaledwie dwóch piłkarzy. Są to Jakub Wrąbel i Przemysław Kita. Aby było śmieszniej, obaj ci widzewiacy nie wystąpili w żadnym meczu jesienią. To dowodzi, że w legendarnym klubie wiele się zmieniło. Nie chcę zapeszać, ale widać, że na lepsze.

W Olsztynie od początku inicjatywę miał Widzew. W drużynie gospodarzy w bramce wystąpił niespodziewanie Michał Leszczyński, który grał Stomilu do końca sezonu 2019/20, ale później bronił w Concordii Elbląg i był dwukrotnie testowany latem i zimą w ….Widzewie. W niedzielę był zapracowany i kilka razy ratował olsztynian od utraty gola. M.in. w 17 min po strzale głową Kity zdołał wybić piłkę i ta po odbiciu od słupka wyszła na kolejny róg. W 45 minucie bramkarz znów błysnął refleksem przy strzale głową Marcina Robaka pod poprzeczkę. Okazji bramkowych łodzian było znacznie więcej i nie da się ukryć, że Stomil miał sporo szczęścia.

Symbolem przewagi było aż 9 kornerów, które wykonywali goście do przerwy, wobec żadnego gospodarzy. To ostatnie można traktować jako pozytyw, ale także krytykować. Jak widać w rogach Widzew postępów nie robi.

Drugą połowę gospodarze zaczęli nieco odważniej i nawet w 52 min wywalczyli pierwszy róg. Ale defensywa RTS stanowiła wreszcie monolit i nie dziwi, że Wrąbel z sześciu meczach w Widzewie zachował czyste konto aż w czterech spotkaniach.
54 minuta zadecydowała o losach spotkania. Kontratak łodzian prawą stroną zakończył Kita mocnym uderzeniem sprzed linii końcowej. Bramkarz sparował piłkę przed siebie z Michael Ameyaw skończył akcję z wprawa „zimnego kilera”. To drugi gol urodzonego w Łodzi pomocnika Widzewa. Co ciekawe, obie te bramki widzewski młodzieżowiec zdobył na stadionach rywali  (wcześniej trafił przy Alei Unii z ŁKS). Nadszedł czas na gola przy al. Piłsudskiego.

Po zdobyciu prowadzenia łodzianie nadal kontrolowali grę. Choć czasem można było odnieść wrażenie, że bardziej dbają o to, by utrzymać korzystny rezultat, a nie podwyższyć wynik. Ta uwaga dotyczy także dublerów. Z piątki zmienników RTS najbliższy zmiany wyniku był Paweł Tomczyk. Raz gospodarzy uratował wybiegiem Leszczyński, a w 87 min. napastnik łodzian szybkim odważnym rajdem środkiem boiska „zgubił” już obrońców, ale w ostatnim momencie dał się zablokować.

Sukces Widzewa daje nadzieję, że nie wszystko stracone, bo przecież czołówka w tym roku nie zachwyca. Ale wygranej nie należy przeceniać, bo jest to czwarta z rzędu porażka Dumy Warmii w Olsztynie (wcześniej z Bruk Betem, Tychami i ŁKS). Inna sprawa, że ekipa RTS znalazła się w godnym towarzystwie.

W najbliższej kolejce w niedzielę o godz. 12.40 Widzew będzie podejmował GKS Jastrzębie, który w sobotę przegrał u siebie z Chrobrym 0:1.

W olsztyńskim meczu zagrało aż 32 piłkarzy. Najlepszym z nich był imponujący aktywnością i szukaniem gry Michael Ameyaw.

- Jestem zadowolony przede wszystkim z tego, że drużyna zdobyła trzy punkty, przełamując niemoc na wyjazdach, gdy graliśmy dwunaste czy trzynaste spotkanie bez wygranej – mówi strzelec gola na wagę zwycięstwa. –  Zwycięstwo zawsze cieszy, a to tym bardziej, bo zapowiada się widzewska mini-seria. Teraz chcemy pójść za ciosem i wygrać trzeci mecz z rzędu. Popełniłem wcześniej mały błąd i nie zadedykowałem gola mojej dziewczynie od razu po zdobyciu bramki. Tam okazję to naprawić i dlatego nie ukrywam, że zrobiłem to dla Magdy – kończy Michael Ameyaw.
    
Stomil Olsztyn – Widzew 0:1 (0:0)

Gol: Michael Ameyaw (54 min)

Stomil: Leszczyński – Sierant (82, Szabaciuk), Byrtek, Remisz, Carolina –  Łuczak, Skrzypczak (75, Ogrodowski), Straus (82, Mosakowski), van Huffel (72, Szramka), Hinokio – Szczytowski (75, Kuświk)

Widzew: Wrąbel – Stępiński, Grudniewski, Tanżyna, Gach – Michalski (58, Kun), Hanousek (72, Możdżeń), Poczobut, Ameyaw (75, Samiec-Talar) – Kita ( 71, Tomczyk), Robak (88, Mucha)
 
Żółte kartki: Szczutowski  – Tanżyna.
 
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).

Bogusław Kukuć