REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Robakowi trzeba pomóc w odnoszeniu zwycięstw
 
Wtorek, 22. grudnia 2020, godz. 07:01

Siedzę w futbolu już tyle lat, ale nie przypominam sobie rozgrywek, w których do wyższej ligi awansował zespół mający więcej straconych goli niż strzelonych. Biorąc to pod uwagę, kluby od ósmej lokaty w dół tabeli Fortuna I ligi sezonu 2020/21 nie zagrają w ekstraklasie. Chyba, że zdołają zmienić swój bilans bramkowy na dodatni. Czyli muszą zdecydowanie wygrywać wiosną. W takiej sytuacji znalazł m.in. trzynasty Widzew.

Łódzki beniaminek zdobył jesienią zaledwie 13 bramek. Mniej ma tylko zajmujący piętnaste miejsce GKS Bełchatów (12) oraz zamykająca stawkę Resovia (10). Z różnicą bramkową 13-18 kariery się nie zrobi. Nawet pamiętając o dwóch zaległych meczach (Koroną i Odrą), przełożonych na przyszły rok. Tym bardziej, że aż w sześciu spotkaniach drużyna z al. Piłsudskiego nie strzeliła gola.
REKLAMA


Latem nie przypuszczałem, że będę rozpoczynał ocenę ataku RTS po rundzie jesiennej od takiego wstępu. Zwłaszcza w sytuacji, gdy nowy trener Enkeleid Dobi zapowiadał z entuzjazmem ofensywną grę i walkę w każdym meczu o zwycięstwo. Skuteczność widzewiaków podczas sparingów sugerowała możliwość realizacji ambitnych planów.

Po pierwszej połowie inauguracyjnej kolejki w Pruszkowie z Radomiakiem bramkostrzelny horoskop zdawał się sprawdzać, bo łodzianie prowadzili 1:0 po golu Marcina Robaka, ale bardziej oddałoby dominację widzewiaków dwu, trzybramkowe prowadzenie. Porażka 1:4 była szokiem i początkiem pasma nieszczęść. 

Po serii 3 porażek z 9 golami straconymi (w tym wrześniowa przegrana 0:2 z ŁKS wobec jeszcze wtedy 5600 kibiców RTS) Widzew był ostatni. Pierwsza wygrana 2:0 u siebie w czwartej kolejce ze Stomilem, po golach przewrotką Fundambu oraz Robaka, była nie tyle przełomem, ile początkiem powolnego marszu w środek tabeli. Nie, jak określał barwnie szkoleniowiec łodzian, „otwarciem autostrady”. Ogółem w tej rundzie Widzew przegrał aż 6 spotkań i nie wszystko da się tłumaczyć skutkami dwukrotnego ataku pandemii. Kraks na „autostradzie” było jak widać sporo, nie licząc takich zakłóceń ruchu, jak remisy w Łodzi z Zagłębiem Sosnowiec czy Bełchatowem. 

Jak prezentował się dorobek widzewskich napastników podczas tej nieudanej rundy? Marcin Robak rozegrał 13 spotkań (8 pełnych, raz był zmiennikiem w meczu z Bełchatowem). Dwukrotny król strzelców ekstraklasy strzelił 6 goli (w tym jednego karnego) i miał jedną asystę.

Debiutujący w I lidze i Widzewie Karol Czubak zaliczył 10 meczów. Rosły dwudziestolatek zagrał tylko jeden cały mecz (z Arką, gdy strzelił pierwszego w karierze gola na tym szczeblu rozgrywek, dającego prowadzenie łodzianom, którzy wygrali ze spadkowiczem z ekstraklasy 2:1).

18-letni Robert Prochownik debiutował w I lidze w Legnicy z Miedzią w dziesiątej kolejce. W tej rundzie grał 5 spotkań (żadnego pełnego, ale był w wyjściowym składzie czterokrotnie). Do tego, wobec kadrowych problemów z wirusem, próbowano z tego młodzieżowca zrobić bocznego pomocnika.

Poważnym osłabieniem Widzewa okazał się brak Przemysława Kity. Ten 27-letni piłkarz był już świetnie zgrany z zespołem w poprzednim sezonie, ale kontuzja, doznana podczas lutowego sparingu z KKS Kalisz w Łodzi, przerwała dobrze zapowiadającą się karierę. Nie doszedł do pełnej sprawności, tracąc właściwie cały 2020 rok. Oby zapowiedzi powrotu od początku rundy wiosennej stały się faktem. Kontuzjowany w tym samym sparingu Krystian Nowak, po półrocznej przerwie, już rozegrał jesienią 11 spotkań ligowych.

Plany „ofensywnej gry” RTS były realizowane topornie. W przodzie operował osamotniony Robak, który 29 listopada ukończył 38 lat. Kapitan łodzian uczcił ten dzień golem, przypominającym, że wiele sezonów jego trafienia były ozdobą na stadionach polskiej ekstraklasy. Cała drużyna rozegrała  wtedy najlepszy mecz roku (z Arką 2:1). Także dlatego, że od początku grał w ataku razem z Czubakiem, co zupełnie rozbiło plany działań obronnych rywali.

We wcześniejszych meczach schemat ataków widzewskich był rozbijany przez obrony przeciwników, bo czytelne podania były kierowane właśnie do kapitana łodzian. Marcin podejmował walkę z rosłymi dryblasami, jeszcze starał wypracowywać okazje kolegom, którzy z reguły marnowali szanse, a także wspierać własną defensywę przy kornerach i wolnych. O tym, że można grać inaczej, nie łatwym do rozszyfrowania schematem, powinno przekonać efektowne trafienie Możdżenia w Tychach w ostatnim meczu, jakim grał w tym roku Widzew. Płynna, zaskakująca akcja, poprzedzająca tę bramkę, miałaby szanse zostać  golem kolejki nawet w ekstraklasie.

W okresie nasilenia pandemii próby zastąpienia Robaka w ataku (wysuniętym Michalskim czy Fundambu) były nieudane. Wtedy w trzech meczach łodzianie strzelili tylko jednego gola, ratującego remis w Legnicy, po którym Becht został istnym „dzieckiem szczęścia”.

Jesień potwierdziła, że Widzew powinien grać w przodzie dwoma napastnikami, czego zresztą domagali się coraz bardziej rozczarowani kibice. Zimowanie na cholernej trzynastej pozycji, z trzynastoma strzelonymi golami na zapleczu ekstraklasy w roku jubileuszu, frustruje całe otoczenie wokół klubu. Taki odważny ofensywny wariant powinien być dopracowany przez sztab szkoleniowy. Kwestią drugoplanową staje się podział zadań w drugiej linii, którą można rozwiązać częstszymi zmianami pomocników, a nie wprowadzaniem na ostatnie dwie minuty Mąki czy Ojamy.

Bogusław Kukuć