REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Miłym spacerkiem Legia doszła do 1/8 finału Pucharu Polski
 
Środa, 25. listopada 2020, godz. 21:37

Czternastym klubem, który awansował do 1/8 finału Fortuna Pucharu Polski jest Legia, która w środowym zaległym meczu w Łodzi pokonała Widzew 1:0. Gospodarze nie podjęli walki i spotkanie w żadnym momencie nie przypominało konfrontacji sprzed roku, gdy warszawska drużyna wygrała po zaciętym, ciekawym, wręcz dramatycznym meczu 3:2. Aktualni mistrzowie Polski polepszyli znakomity pucharowy bilans z RTS do ośmiu zwycięstw. Czyli wygrywali zawsze. Ale nigdy tak łatwo.

Nie było wątpliwości kto był faworytem. Przecież Legia broni mistrzostwa Polski i jest aktualnym liderem ekstraklasy, a RTS drużyną drugiej dziesiątki pierwszoligowców. Lecz liczyliśmy, że choćby z uwagi na szczególny klubowy dzień i w imię pięknej tradycji wcześniejszych hitów Widzew-Legia, gospodarze postarają się udowodnić, że zmniejszają dystans do czołówki krajowej. Podobnie jak w Niecieczy: nie tyle martwi porażka, ile styl, w jakim następcy czterokrotnych mistrzów Polski są ogrywani.
REKLAMA


Decydujący gol padł już w 6. minucie. Podaną niefrasobliwie w poprzek boiska przez Fundambu piłkę przejęli goście. Przeprowadzili szybki kontratak, po którym Michał Karbownik pomysłowo podał do Mateusza Cholewiaka, który wykorzystał błąd krycia Krystiana Nowaka i strzelił w tzw. długi róg, zdobywając prowadzenia. Okazało się, że był to jedyny groźny strzał w meczu. Zarówno Cezary Miszta w bramce Legii, jak i bramkarz łodzian Miłosz Mleczko nie mieli okazji do interwencji.

Goście umiejętnie szanowali wynik, oszczędzali siły, lepiej operowali podaniami. Warszawskie praczki będą zdziwione, że drużyna przyjechała po meczu z suchymi kostiumami. Wyglądało tak jakby trener Czesław Michniewicz przyjechał do Łodzi na rozbieganie pomeczowe z Cracovią. Mimo, że jego zespół prowadził i nie miał problemów z rozbijaniem anemicznych ataków łodzian, to jednak od początku drugiej połowy zmienił dwóch zawodników. Wkrótce kolejnych.

Enkeleid Dobi zwlekał z korektami składu, co staje się regułą. Gdyby wynik był choćby remisowy, a tym bardziej gdyby łodzianie prowadzili, to byłoby to zrozumiałe. Ale nie w sytuacji niekorzystnego rezultatu i słabej formy większości piłkarzy. W efekcie zmiennicy zaliczyli symboliczne minutówki, a obraz gry kompletnie się nie zmienił. Śmiesznie wygląda bilans tzw. celnych strzałów, bo było to turlanie piłki, a nie uderzenia. Jedyny korner Widzew wykonywał w 36 minucie, a Legia miała 4 rogi dopiero w ostatnim kwadransie. To także mówie wiele.

Na dobrą sprawę Widzew zademonstrował tylko jedną groźną widowiskową akcję. W 41 minucie Marcin Robak wyłuskał piłkę rywalom i dalekim, precyzyjnym podaniem obsłużył Dominika Kuna. Ten sprytnie zwiódł obrońcę i stworzył sytuację sam na sam z bramkarzem Łukaszowi Kosakiewiczowi. Ten jakby zapomniał, że w swoim drugim meczu w ekstraklasie w barwach Korony strzelił gola legionistom przy Łazienkowskiej i kielczanie zremisowali 1:1. Teraz nie trafił nawet w bramkę.
    
Może nawet dobrze, że tak słaby obustronnie mecz rozgrywany był bez udziału publiczności, bo była to antyreklama futbolu. Oczywiście obowiązuje zasada „Zwycięzców się nie sądzi” i dlatego Legia wraca do stolicy nie zmęczona w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, jakim był awans. A my w Łodzi zostajemy z problemami. 

Transmisję meczu w Polsacie Sport oglądali zapewne z zaciekawieniem piłkarze i sztaby szkoleniowe najbliższych rywali ligowych obu zespołów. W niedzielę Legia zmierzy się w stolicy z Piastem, a Widzew podejmował będzie Arkę. Po tym, co zademonstrowali warszawiacy i łodzianie w środowym meczu pucharowym, nie będę zdziwiony, gdy goście znów wygrają: gliwiczanie w ekstraklasie, a gdynianie w I lidze.
  
1/16 finału Pucharu Polski:

Widzew – Legia 0:1 (0:1)


Gol: Mateusz Cholewiak (6 min)

Widzew: Mleczko – Kosakiewicz, Nowak, Grudniewski, Stępiński – Mucha, Możdżeń – Kun (81, Ojamaa), Fundambu (69, Mąka), Prochownik (57, Ameyaw) – Robak (81, Czubak) 

Legia: Miszta – Stolarski, Wieteska, Jędrzejczyk, Rocha – Valencia (46, Wszołek), Martins, Kapustka, Karbownik (46, Slisz), Cholewiak (61, Luquinhas) – Lopes (61, Pekhart)

Żółte kartki: Mucha, Nowak – Slisz. 

Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).

Mecz bez udziału publiczności. 

Bogusław Kukuć