REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
W środę Legia faworytem, ale RTS może sprawić sensację
 
Wtorek, 24. listopada 2020, godz. 08:36

W środę o godz. 17.40 na stadionie przy al. Piłsudskiego w Łodzi w meczu 1/16 finału Fortuna Pucharu Polski Widzew będzie podejmował Legię. Gospodarze są w środku tabeli I ligi, a goście bronią tytułu mistrzowskiego, są liderami ekstraklasy i do tego wygrali wszystkie siedem spotkań pucharowych z RTS. Pytanie o faworyta jest więc śmieszne.

W „Widzewiaku” wielokrotnie podkreślałem, że klub z Piłsudskiego traktował rywalizację o Puchar Polski po macoszemu i zdobycie trofeum 1985 roku po wygranym karnymi 3-1 w finale z GKS Katowice (na stadionie przy Łazienkowskiej zresztą) jest chwalebnym wyjątkiem. Później już często były pokłady wstydu po wpadkach np. ze Ślęzą Wrocław, Polarem Wrocław, dwukrotnie Wartą Sieradz, Flotą Świnoujście, Stalą Sanok, KS Kutno, a nawet drużyny Franciszka Smudy z Andrespolią jesienią 2017.
REKLAMA


Ta smutna dla kibiców RTS wyliczanka wobec rekordowych, aż 19 triumfów w Pucharze Polski Legii, jakby dodaje gościom pewności siebie. Atutem rywalizacji o to trofeum są jednak wpadki faworytów. Ostatnio nie ma ich dużo, ale np. Śląsk rok po roku w Łodzi odpadał po porażkach już w pierwszej rundzie z drugoligowym wtedy Widzewem i tej jesieni z pierwszoligowcami ŁKS.
 
I takie wpadki notowali także legioniści, których wcale nie tak rzadko eliminowały kluby spoza ekstraklasy. Tak było w ćwierćfinale PP w 1974 roku 1:2 ze Stalą Rzeszów i jesienią  w 1/16 finału z rezerwami ROW Rybnik 2:3, w 1975 roku w 1/8 finału karnymi 3-4 z GKS Jastrzębie, w 1978 roku w 1/8 finału 1:2 z rezerwami Zagłębia Lubin.

Ktoś powie lekceważąco „prehistoria”. Nie tak bardzo, bo w rozgrywkach 2002/2003 w 1/8 finału przy Łazienkowskiej drugoligowy RKS Radomsko wyeliminował Legię wygrywając 1:0 po golu byłego widzewiaka Bogdana Jóźwiaka (w obu klubach grali w tym meczu byli piłkarze RTS: Tomasz Łapiński, Dariusz Dudek, Jacek Magiera, Tomasz Kiełbowicz w Legii oraz Marcin Nowak, Adrian Klepczyński, Rafał Dopierała, Jarosław Lato i Marcin Folc w RKS). Legionistów nie uratowali wtedy tacy piłkarze jak Aleksandar Vuković, Stanko Svitlica czy Marek Saganowski, z którym właśnie Legia rozwiązała umowę za porozumienim stron (pracował w sztabie szkoleniowym od 2016 roku). 13 marca 2019 roku w ćwierćfinale PP w Częstochowie Legia przegrała po dogrywce 1:2 z Rakowem, który grał wówczas na zapleczu ekstraklasy (tak jak dziś Widzew).
  
Środowe spotkanie będzie jakby rewanżem za mecz sprzed roku, gdy w Łodzi także w 1/16 finału PP po ciekawej i zaciętej grze Legia pokonała Widzew 3:2 ( Marcin Robak 58 karny, Artur Jędrzejczyk 73 samobójczy – Jose Kante 48, Paweł Wszołek 51, Igor Lewczuk 84). Widzew: Pawłowski, Kosakiewicz, Rudol, Tanżyna, Kordas – Mąka, Możdżeń, Poczobut (90, Radwański), Mandiangu (58, Gutowski) – Kita (90, Wolsztyński), Robak. Legia: Cierzniak – Wieteska, Lewczuk, Jędrzejczak, Karbownik – Wszołek, Antolić, Martins, Liquinhas -  Novikovas (58, Gwila), Kante (87, Niezgoda).

Wielu z tych piłkarzy wystąpi także w środowym meczu. Trenerzy będą jednak inni: Marcina Kaczmarka zastąpił Enkeleid Dobi oraz Aleksandara Vukovicia już w trakcie sezonu 21 września 50-letni Czesław Michniewicz. Pod wodzą byłego selekcjonera reprezentacji młodzieżowej, a wcześniej m.in. szkoleniowca Widzewa z sezonu 2010/2011, Legia nie przegrała żadnego meczu z polskim klubem, odrobiła spore straty i po zwycięstwie w Krakowie z Cracovią 1:0, została samodzielnym liderem ekstraklasy.

Zarówno Widzew jak i Legia miały problemy z atakiem wirusa. Legioniści znieśli to lepiej, a znaczenie miała także ilość i jakość kadry zawodniczej (w miejsce będących na kwarantannie zajmowali pełnowartościowi piłkarze). Siłę dublerów rywali łodzian zilustruję przykładem. W wygranym w niedzielę meczu z Cracovią nie wystąpił żaden zawodnik następującej jedenastki Legii: Boruc – Stolarski, Wieteska, Rocha, Karbownik – Antolić, Slisz, Cholewiak, Valencia – Kante, Rosołek. Jest niemal pewne, że kilku z nich zobaczymy w meczu z Widzewem.

Michniewiczowi znakomicie wychodzi „żonglerka składem” i wykorzystanie dublerów. Mimo pandemii i powoływania wielu zawodników do reprezentacji różnych szczebli legioniści imponują skutecznością, a zwłaszcza poprawą gry defensywy. W stolicy wygrała po 2:1 z Zagłębiem, Śląskiem i Lechem (w doliczonym czasie). W 4 z rzędu meczach na boiskach rywali Legia nie straciła gola (z Wisłą w Płocku 1:0, z Pogonią w Szczecinie 0:0, z Wartą w Grodzisku Wlkp. 3:0 i z Cracovią w Krakowie 1:0). Błyszczy formą zwłaszcza lewy obrońca Filip Mladenović, zdobywca efektownej bramki z Pasami oraz strzelec gola dla reprezentacji Serbii (plus asysty).
  
Co ciekawe, Michniewicz dał szanse debiutu w ekstraklasie 19-letniemu bramkarzowi. Cezary Miszta zagrał z Wartą oraz Cracovią i zapewne wystąpi w Łodzi. Zastąpienie Artura Boruca rozwiązuje „regulaminowy problem młodzieżowca”. Miszta był wypożyczony do pierwszoligowego Radomiaka w poprzednim sezonie. 

Nie ma co robić z niego herosa, skoro strzelili mu 6 goli w dwóch wygranych po 3:1 meczach trzecioligowych w Łowiczu piłkarze Pelikana (Kuczak, Wrzesiński 2, Wyrozumski, Kieplin i Białas). Dlaczego nie miałby dokonać tego Marcin Robak, Karol Czubak czy Merveille Fundambu? Gdyby ewentualny gol Kongijczyka zadecydował o wyeliminowaniu Legii, to nie wiem tylko, czy zainteresowany karierą tego widzewiaka redaktor Krzysztof Stanowski („Weszło”), byłby zadowolony czy smutny. To przecież przyjaciel Michniewicza, mający w sercu stołeczny klub.

Fakty stawiają warszawiaków w roli drużyny, która „musi” awansować, a zespół łodzian „może” sprawić sensację. Taka pozycja wyjściowa staje się atutem niżej notowanych, bo mogą grać na luzie, bez stresu, związanego z walką o 5-milionową premię za wygrany finał Pucharu Polski 2021. Poza tym Legia nie zawsze musi mieć tyle szczęścia, ile miała w niedzielę w Krakowie. Tam w doliczonym czasie gry za zagranie ręką Czecha Tomasa Pekharta w polu karnym, sędzia Piotr Lasyk z Bytomia nie podyktował karnego. Mimo analizy VAR.

Bogusław Kukuć