REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po remisie z GKS Bełchatów
 
Czwartek, 12. listopada 2020, godz. 08:00

Przed zaległym meczem z GKS Bełchatów w Łodzi w rozmowie w „Widzewiaku” trener Radosław Mroczkowski przestrzegał przed gośćmi i był ciekaw, jak Widzew poradzi sobie z presją w spotkaniu z konkurentem z województwa łódzkiego. Miał nadzieję,  że lepiej niż w meczu z ŁKS.

We wtorek otrzymaliśmy odpowiedź w tej kwestii. Niestety smutną. Wprawdzie gospodarze tym razem nie przegrali, jak wcześniej z lokalnym rywalem, ale podobnie jak w meczu z zespołem z Alei Unii, także nie potrafili strzelić gola. Obraz niemocy ofensywnej drużyny Dobiego jest bowiem porażający.
REKLAMA

 
A przecież po przedsezonowych deklaracjach zapowiadano zdecydowany postęp. Zwłaszcza w ataku. Mogę tylko współczuć kolegom, którzy piszą tzw. minutówki z meczów RTS i sprawozdawcom telewizyjnym ze spotkań łódzkiej drużyny. Są obawy, że mogą nie skończyć roboty, bo zwyczajnie … zasną. Z nudów, bo na boisku nic się nie dzieje. Nigdy nie myślałem, że za klasyka dziennikarstwa uznam kogoś, kto wymyślił wyświechtany zwrot „Na boisku wiało nudą”. Uzasadnione stają się obawy, że nawet po wygraniu batalii z pandemią, nowoczesne stadiony będą świecić pustkami. 

Mimo tego ciągle wierzę, że po sobotnim spotkaniu z Resovią w Łodzi trener RTS zacznie swoją pomeczową konferencję od słów: „Widzę postęp. Wreszcie wygraliśmy”. Ułatwię zadanie Dobiemu i podpowiem nawet trzecie zdanie ”Po miesiącu i 5 dniach”. Liczę, że znów ten szkoleniowiec nie będzie mówił o braku szczęścia oraz o wpływie ataku wirusa na zdrowie i kondycję. Wystarczy, że gadają o tym codziennie premier Mateusz Morawiecki, minister zdrowia Adam Niedzielski oraz ulubieniec mojej żony profesor Krzysztof Simon, ordynator szpitala we Wrocławiu.

Nie jest prawdą, że tylko krytykuję to, co demonstrują obecnie piłkarze legendarnego klubu. Wprost przeciwnie. Mam nawet rodzaj wdzięczności za usprawnienie mojej pracy. Przecież pisząc tytuł do ocen po każdym meczu, od dawna nie muszą zmieniać końcówki tytułu i po słowie „remisie” wstawiam tylko nazwę miejscowości albo kolejnego rywala łodzian.

Miłosz Mleczko - 2. Rozegrał dziewiąty mecz pierwszoligowy w widzewskiej bramce. Czwarty bez straty gola. A jednak oceniony tylko dwójką. Dlaczego? Odpowiedź powinna brzmieć „On wie dlaczego”. Klarownych okazji bramkowych goście nie stworzyli wiele, a w te nieliczne powstały z błędnych decyzji bramkarza. Zwłaszcza ten kuriozalny wybieg w 74 minucie i kartkowy faul, po który piłka posłana na pustą bramkę minimalnie minęła słupek.

Łukasz Kosakiewicz - 2. Jako jedyny w Widzewie zaliczył 11 pełnych spotkań w tym sezonie. Naturalną konsekwencją tego faktu winny być noty powyżej przeciętnej. Zdarza to się jednak rzadko. Głównie po asystach, a przecież goli łodzianie strzelają mało. Przynajmniej do wolnych i kornerów trzeba wykreować konkurenta dla Łukasza. W obronie ratuje się szybkością.
 
Michał Grudniewski - 2. To trzeci pełny mecz tego stopera w łódzkim klubie. Po pierwszym z Niepołomic wracał bez punktu,  po drugim z Legnicy już z punktem.  Wreszcie zagrał spotkanie, w którym Widzew nie stracił gola. Jak tak dalej pójdzie to może wystąpi wreszcie w zwycięskim  meczu RTS. Po starciach z rosłą bełchatowską młodzieżą wyglądał jak po walce MMA. Mógł się zachować inaczej przy niefortunnym wybiegu poza pole karne bramkarza Mleczki. 
 
Daniel Tanżyna - 3. Widać kto rządzi w defensywie łodzian. Nie powinno się chwalić łodzian za wtorkowy mecz. Lecz jest faktem, że obrona gospodarzy nie pozwoliła na pełny blamaż tj. na strzelenie pierwszego gola przez Brunatnych poza Bełchatowem. To tłumaczy notę Daniela, nieco wyższą niż kolegów. 
 
Patryk Stępiński - 2. Przed przerwą wyglądało jakby przejął się zarzutami braku wsparcia akcji ofensywnych łodzian. Próbował współpracować na lewej flance z Prochownikiem. W drugiej połowie już musiał skoncentrować się na defensywnej robocie, bo goście poczuli szansę zwycięstwa.  
 
Patryk Mucha – 2. Drugi z rzędu dość bezbarwny występ tego pomocnika. To sprawiło, że zawodnik pozyskany latem, grający dziewiąty raz w wyjściowej jedenastce, kwadrans przed końcem został zmieniony. 
 
Bartłomiej Poczobut - 2.
Ten widzewski specjalista od destrukcji był stawiany przez kolegów przed zadaniami kończenia kilku składnych ataków strzałami zza pola karnego. Takie uderzenie Bartek kiedyś zamienił w gola. To było w meczu drugoligowym w Łodzi też z GKS, ale z Katowic. Można zanucić „Nic dwa razy się zdarza”.   
 
Daniel Mąka - 2. Kondycyjne problemy Daniela nie zaskakują. Lecz gdy ma więcej sił, z reguły zdobywa się na ciekawsze akcje ofensywne. We wtorek tego nie oglądaliśmy. 

Robert Prochownik - 1. Tym razem osiemnastolatek zagrał na lewej pomocy. Liczyliśmy, że pokaże choćby kilka zagrań, podobnych do tych, które demonstrował w jego wieku po przyjściu do Łodzi Konrad Gutowski. Godzina na to nie wystarczyła. Robert został zmieniony.

Mateusz Michalski - 2. O ile duet bełchatowskich stoperów spisywał się solidnie, o tyle skrajni obrońcy prezentowali się marnie. Niestety szybki rutyniarz nie potrafił tego wykorzystać. Mateusz po powrocie z Radomia, znający od lat widzewskie problemy, nie potrafi nie tylko strzelić gola, ale nawet udanie wkomponować się w zespół, zaskoczyć rywali.

Merveille Fundambu - 3. Zagrał lepiej niż w Legnicy. Nie znaczy, że na miarę oczekiwań i talentu. 13 listopada widzewski Kongijczyk obchodzi 21-sze urodziny. Trzynastka składa się z dwóch cyfr: jedynki (jeden punkt z Bełchatowem pomógł zdobyć) oraz trójki (o tyle punktów dla drużyny musi się postarać w sobotnim meczu z Resovią w Łodzi). Wtedy będzie fajny prezent dla tego zodiakalnego Skorpiona i dla stęsknionych za zwycięstwami kibiców RTS.   

Marcin Robak – 2. Po raz pierwszy po powrocie do Widzewa Marcin był zmiennikiem. Dodajmy: oczekiwanym. Daje to nadzieję, że po zderzeniu czołowym z wirusem i kwarantanną najgorsze jest za ekipą z al. Piłsudskiego. Przymusowa pauza miała jeden walor. Udowodniła jak wiele znaczy kapitan. Bez niego atak łodzian właściwie nie istnieje. Zwłaszcza przy długiej rekonwalescencji Kity i Czubaka. Szkoda tylko, że Robak tuż po wejściu do gry nie zdołał przelobować wybiegającego z bramki Lenarcika. W sobotę w Łodzi z Resovią już takie podania zamieni na gola.

Filip Becht – 2. Po zmianie Prochownika ktoś musiał być młodzieżowcem. Został nim Filip. Zapewne trenerowi marzyła się kopia korekty składu poprzedniego meczu, kiedy ten nastolatek strzelił jedynego gola dla łodzian. Wbrew pozorom szczęście było blisko. Jego dalekie prostopadłe podanie trafiło do Robaka i mogło był wyborną asystą. Przypomniało sztabowi szkoleniowemu Widzewa, że teraz prostopadłe podania są „solą futbolu”.
 
Dominik Kun - 1. Przyznaję, że byłem zaskoczony brakiem w wyjściowym składzie Dominika. Zwłaszcza po dobrym występie w Legnicy. W końcówce meczu z Bełchatowem drugi raz byłem zdziwiony. Tym razem jako dubler kompletnie zawiódł. Zwłaszcza, że w okresie naporu łodzian miał „piłkę meczową”. Odchylony przestrzelił.

Mateusz Możdżeń -  1. Wygląda na to, że czas pandemii ma największy wpływ na dyspozycję Mateusza. W drugim z rzędu meczu jest zmiennikiem, który nic nie zmienia.   

Henrik Ojamaa -  niesklasyfikowany. Grał zbyt krótko. Mierzony w sekundach występ Estończyka mógł nawet przynieść gola po jego akcji prawą stroną.

Bogusław Kukuć