REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po remisie w Legnicy
 
Sobota, 7. listopada 2020, godz. 08:50

Po raz drugi z rzędu w tym sezonie Widzew wrócił do Łodzi z punktem. Wydawać by się mogło, że są to solidne rezultaty, bo grał na stadionach, gdzie gospodarze dotąd nie przegrali ani razu (czyli w Łęcznej i teraz w Legnicy). A jednak rozumiem w pełni tych sympatyków RTS, co nie biją braw. Zaprzepaszczone bowiem zostały wyśmienite okazje do odniesienia dwóch wygranych poza Łodzią. 

Łodzianie byli bliżsi zwycięstw zarówno nad Łęczną jak i w piątek nad Miedzią. Gdyby wygrali obydwa te spotkania, to szanse na miejsce w czołowej szóstce tabeli (tzw. barażowe) znacznie by się przybliżyła. Przed trzema tygodniami narzekaliśmy na niemoc strzelecką (czyli za zero z przodu) i chwaliliśmy zespół za czyste konto strat bramkowych (czyli za zero z tyłu). Po piątkowym występie takie podejście jest błędne. Przecież ekipa RTS stworzyła wiele dogodnych sytuacji bramkowych, z których wykorzystano  jedną do zdobycia prowadzenia. Defensywa gości radziła sobie z chaotycznymi atakami Miedzi w całym meczu, ale niestety odnotowała poważny błąd w doliczonym czasie gry, pozwalając gospodarzom na uniknięcie pierwszej porażki u siebie. Przy okazji burząc system własnych ocen. 
REKLAMA


Mecz w Legnicy miał dramaturgię, lecz stał piłkarsko na słabym poziomie. Łodzian tłumaczyć mogą: długi brak meczów i wręcz treningów oraz stresy związane z atakiem pandemii, których wyrazem były dodatnie wyniki badań wielu piłkarzy na obecność przeklętego wirusa. Wiele istotnych zmian personalnych wynikało właśnie z konsekwencji „czasu zarazy”, choćby brak kapitana Marcina Robaka. Tej wyliczanki przyczyn braku zwycięstwa nie wypada jednak wydłużać. Zwłaszcza dodając do tego „sos braku szczęścia”.  

Przypominam, że jest to futbol zawodowy, który cechuje rodzaj bezwzględności i wyrachowania. Zwłaszcza w klubie, który ma odbudować dawną świetność. Tymczasem ekipa RTS udowodniła w Legnicy, że jest zaledwie tegorocznym beniaminkiem i praktycznie nie grozi jej spadek. A to nie są cele na ten sezon. Dlatego w tytule sprawozdania meczowego zawarłem określenie „frajerski remis”. 

Miłosz Mleczko - 1. Poprzedni mecz w Łęcznej tego bramkarza oceniłem na piątkę. Gdyby w Legnicy grano równe 90 minut, to stałbym przed dylematem czy dostanie trójkę (ze średniej ocen zespołu) czy czwórkę (za czwarty w Widzewie występ bez straty gola). Przecież gospodarze nie przeprowadzili żadnego groźnego ataku. Niestety. Okazja do pierwszej interwencji Miłosza nadeszła w doliczonym czasie gry. Można się sprzeczać tylko, czy był najważniejszym sprawcą nieszczęścia gości. Mógł się zachować znacznie lepiej, zarówno przy interwencji rękoma, jak i nogami. Czarny humor przyrównujący bramkarza do sapera ma jednak sens.

Łukasz Kosakiewicz - 3. Jedyny zawodnik Widzewa grający pełnych 10 kolejek. To był jeden z lepszych występów tego obrońcy w tym sezonie. Zaliczył asystę przy golu Bechta. Niestety. Sam nie wykorzystał dogodnej okazji bramkowej. Do tego seriale kornerów i wolnych, w jego wykonaniu, nie mają tak szczęśliwego finału jak nawet w słabej tego dnia Miedzi.  
 
Michał Grudniewski - 3. To drugi pełny mecz tego stopera w łódzkim klubie. Po pierwszym z Niepołomic wracał bez punktu,  po drugim z Legnicy już z punktem. Jakiś progres jest. Tym bardziej, że formacja defensywna gości nie dała się oszukać legniczanom do 93 minuty. 
 
Daniel Tanżyna - 3. W ilości wygranych główek był bezkonkurencyjny. Z pilnowania wicelidera strzelców Zapolnika też się wywiązał, co ułatwiała wspólna gra tego duetu w GKS Tychy. Także stadion przy Hetmańskiej Daniel znał dobrze, bo występował w klubie w Legnicy w latach 2012-2014. Gdyby nie wyrównujący gol gospodarzy, to nota szefa widzewskiej defensywy byłaby znacznie wyższa.  
 
Patryk Stępiński - 3. Nie będzie gwiazdorem futbolu. Ale spokojem i unikaniem błędów w kryciu też można wiele osiągnąć. Może nawet dotrwać do czasu, gdy będzie znów obrońcą w ekstraklasie w barwach RTS, czyli w klubie w którym debiutował na tym szczeblu jako junior.
 
Patryk Mucha – 2. Myślałem, że kwestia rozgrywania meczu na Dolnym Śląsku, sprawi, że Patryk będzie bardziej się starał przypomnieć w rejonach, w których grał do czasu przyjścia do Widzewa. Tymczasem był to słabszy niż zwykle występ tego pomocnika. 
 
Bartłomiej Poczobut - 2. Trzymam zakład, że Bartek w przedszkolu psuł zabawki kolegom. W Legnicy ofiarnie przerywał ataki gospodarzy. Stracił sporo zdrowia i rywale też cierpieli. To nie było widowiskowe, ale futbol potrzebuje wiedzących, co po hiszpańsku znaczy „no pasaran”. Czyli „nie przejdą”. Powrócił do pierwszej jedenastki po nieszczęsnym występie przeciw ŁKS.   
 
Mateusz Michalski - 2. Po reaktywacji Widzewa Mateusz jest najskuteczniejszym strzelcem klubu z alei Piłsudskiego. W poprzednim sezonie grał w pierwszoligowym Radomiaku strzelił 6 goli, bez karnych. Po powrocie do RTS żadnego. To poważne oskarżenie dla zawodników ofensywnych. Nawet jak ładnie biegają.

Merveille Fundambu - 1. To był najsłabszy mecz Kongijczyka po przyjściu do Widzewa. Żałuję, że nie notowałem strat tego utalentowanego zawodnika. Byłaby to gęsto zapisana kartka. Notę obniża zmarnowana najlepsza sytuacja bramkowa w 47 minucie. Po podaniu Mąki nie był atakowany przez nikogo i miał przed sobą tylko bramkarza gospodarzy. Mógł zrobić wszystko, tylko nie strzelić wprost w debiutującego i spanikowanego Grobelnego. Trener wykazał dużo cierpliwości pozwalając grać Fundambu aż 80 minut. 13 listopada ten piłkarz będzie obchodził 21-sze urodziny. Może uczci je lepszym wtorkowym meczem z GKS Bełchatów w Łodzi.  
  
Daniel Mąka - 2. Dopiero w dziesiątej kolejce rozpoczynał mecz w wyjściowym składzie. Przed przerwą był widoczny także z tego względu, że głównie za faule na tym rutyniarzu kartkami karano zawodników gospodarzy. Na początku drugiej połowy miał szanse na wysoką notę za podanie do Fundambu, który zaprzepaścił najlepszą okazję bramkową w tym meczu. Na dłużej Danielowi nie starczyło już sił. 

Robert Prochownik - 2. Osiemnastolatek wreszcie doczekał się debiutu w pierwszej lidze i to w wyjściowej jedenastce. Bieganiem i aktywnością absorbował defensywę rywali, co miało znaczenie, bo łodzianie przed przerwą głównie się bronili.  

Filip Becht – 4. Przyznaję, że mnie zaskoczył. Nigdy nie przypuszczałem, że po 10 kolejkach pierwszoligowych ten nastolatek będzie wraz z czterema kolegami drugim po Marcinie Robaku strzelcem zespołu RTS. Strzał bez przyjęcia lewą nogą z takiej odległości przyniósł łodzianom prowadzenie. W tej sytuacji nagradzam tego dublera najwyższą notą w zespole. 
 
Dominik Kun - 3. Dał bardzo dobrą zmianę. Imponował aktywnością. A mógł zostać nawet piłkarzem meczu, gdyby jego strzał w słupek w 87 minucie był odrobinę bardziej precyzyjny. Byłoby wtedy dwubramkowe prowadzenie, przesądzające o wygranej łodzian. Tylko ten pomocnik może mówić o braku szczęścia w tym meczu.

Mateusz Możdżeń -  niesklasyfikowany. Zwykle w przypadkach wejścia w końcówkach piszemy „grał zbyt krótko”.  Teraz nie możemy, bo ten znany pomocnik nie grał wcale i zastanawiam się ile raz kopnął piłkę. Zaprezentował się najsłabiej z dublerów.

Bogusław Kukuć