REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Zamiast zwycięstwa w Legnicy tylko "frajerski remis"
 
Piątek, 6. listopada 2020, godz. 21:02

Obawy kibiców Widzewa przed występem w Legnicy były uzasadnione wieloma względami. Przede wszystkim trzytygodniową przerwą nie tylko w grze, ale także w treningach i brakiem kilku zawodników na czele z kapitanem zespołu Marcinem Robakiem. Do tego dochodził aspekt „historyczny”, czyli dwie porażki łodzian w dwóch meczach na zapleczu ekstraklasy na tym stadionie, w których gospodarze strzelili aż 10 goli. W tym sezonie Miedź nie przegrała u siebie żadnego meczu. Toteż przed spotkaniem remis goście mieli prawo traktować remis jako obiecujący wynik, którym „odczarowali” legnicki obiekt.

Po meczu taka ocena jest nie do utrzymania. Miedź była bowiem najsłabszym zespołem, z jakim zagrała ekipa RTS w pierwszej lidze. Lepiej grały nawet zespoły Stomilu, Sandecji i GKS Jastrzębie, z którymi widzewiacy wygrali. Dość podkreślić, że miejscowi nie oddali żadnego celnego strzału przez 90 minut i nawet nie wypracowali klarownej okazji bramkowej. Wyrównujący gol padł w doliczonym czasie i był konsekwencją kornera. 
REKLAMA


Jak było do przewidzenia, goście zaczęli mecz jedenastką, którą nie grali nawet sparingów. Jako młodzieżowiec wystąpił Robert Prochownik, który debiutował w I lidze. 18-latek był najbardziej wysuniętym zawodnikiem RTS. Starał się, walczył, uczestniczył w dwóch groźnych ofensywnych akcjach, które obnażyły słabość 19-letniego bramkarza Jędrzeja Grobelnego (wypożyczonego z Pogoni Szczecin debiutanta). Ale łodzianie nie wykorzystali okazji i do przerwy gole nie padły. 

Po przerwie Widzew zaatakował energiczniej i defensywa gospodarzy się pogubiła. W 47 min po podaniu Daniela Mąki, który też grał pierwszy raz w tym sezonie w wyjściowej jedenastce, Merveille Fundambu strzelił wprost w bramkarza w sytuacji, które piłkarzom mogą się tylko przyśnić. Był to zresztą najsłabszy występ widzewskiego Kongijczyka w tym sezonie. Zmieniony został zdecydowanie za późno. 

W 83 minucie jego zmiennik Dominik Kun zainicjował atak, po który Łukasz Kosakiewicz podaniem z prawej obsłużył kolejnego zmiennika. Po strzale lewą nogą 19-letniego Filipa Bechta piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki. To pierwszy gol  tego piłkarza w siódmym pierwszoligowym występie. 

Cztery minuty później łodzianie byli bliscy podwyższenia prowadzenia, ale piłka po strzale Kuna odbiła się od słupka. 

Wydawało się, że stracona bramka w tej fazie załamie miejscowych i uczyni gości panami sytuacji. Niestety. Widzewiacy cofnęli się do chaotycznej obrony i pogubili się zupełnie w doliczonym czasie gry. W podobnym stylu Miedź ratowała kilka remisów, a gole na wagę punktu strzelał nawet ich bramkarz Mateusz Hewelt.

Wcześniej przy ośmiu kornerach defensywa łodzian jakoś sobie radziła. Przy dziewiątym rogu błędy, w tym także „bezrobotnego” w tym spotkaniu bramkarza Miłosza Mleczki, były rażące. Zamiana zwycięstwa we "frajerski remis" była kuriozalna. To sztuka zaprzepaścić taką szansę na wyjazdową wygraną, jaką miał w piątek Widzew w Legnicy. 

Miedź Legnica – Widzew 1:1 (0:0)

Gole: Nemanja Mijusković (90+3 min.) – Filip Becht (83 min.).  

Miedź: Grobelny – Zieliński, Biernat, Mijusković, Pinillos (90, Tupaj) – Panka (67, Garuch), Matuszek (73, Purzycki), Tront, Roman (90, Bartkowiak) – Zapolnik, Lehaire (46, Łukowski) 

Widzew: Mleczko – Kosakiewicz, Grudniewski, Tanżyna, Stępiński – Mucha, Poczobut – Michalski, Fundambu (80, Możdżeń), Mąka (70, Kun) – Prochownik (66, Becht)

Żółte kartki: Tront, Mijušković, Matuszek, Panka, Garuch - Michalski, Becht.

Sędziował: Artur Aluszyk (Szczecin).

Mecz bez udziału publiczności.

Bogusław Kukuć