REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po remisie w Łęcznej
 
Poniedziałek, 19. października 2020, godz. 16:30

Pierwszy w tym sezonie bezbramkowy remis ekipy RTS wymyka się spod jednoznacznych ocen. Rozumiem rozczarowanych, ale chyba plusy ekipy gości przeważają. Choć beniaminek z Lubelszczyzny,  jako jedyny obok lidera z Alei Unii, utrzymał miano niepokonanych, to jednak Widzew złamał regułę zwycięstw gospodarzy w Łęcznej, a do tego po raz trzeci w tegorocznych rozgrywkach łodzianie nie stracili gola. To zarazem jedenasty z rzędu mecz ligowy z Górnikiem, którego widzewiacy nie przegrali. Także trener rywali Kamil Kiereś nie poprawił słabego bilansu 7 spotkań z Widzewem (teraz 4 remisy, 3 porażki). 

O ile gospodarze mieli do dyspozycji podstawowy skład, to jednak goście grali bez swojego najskuteczniejszego napastnika i kapitana zespołu. Któryś z internautów porównał brak Robaka w obecnym Widzewie do braku Lewandowskiego w reprezentacji Polski. Wcale bym się nie wyśmiewał z tej analogii. To była ważna przyczyna braku bramki, strzelonej przez gości. Doświadczeni boczni obrońcy gospodarzy Leandro i Sasin nie byli bowiem dobrze dysponowani. 
REKLAMA


Minusem łodzian był brak eskalacji zagrożenia bramki rywali po kornerach i wolnych. W wydaniu RTS te znamiona przewagi są tylko wprowadzeniem piłki do gry. Tylu stałych fragmentów w jednym meczu Widzew dawno nie wykonywał. 

Na koniec wstępu nie mogę ukryć zdziwienia, że Enkeleid Dobi dokonał w trakcie meczu tylko dwóch zmian w 80-tych minutach. Dotąd 6 razy korzystał z 16 piłkarzy, 2 razy z 15 zawodników, a w Łęcznej poprzestał na trzynastce. Nadal nie zadebiutował w I lidze Robert Prochownik, choć absencja Robaka i Czubaka oraz długa rekonwalescencja Kity stwarzały taką okazję. Zwłaszcza, że odpowiedzialni za ofensywę w wyjściowym jedenastce w minionej kolejce nie potrafili strzelić gola. 
 
Miłosz Mleczko - 5. To siódmy występ ligowy w bramce RTS tego bramkarza wypożyczonego latem z Lecha. Zdecydowanie najlepszy. Trzy interwencje tego 21-latka pozwoliły łodzianom zachować czyste konto strat bramkowych. Najbardziej spektakularna była obrona strzału głową Mizierskiego po rogu w 19 minucie. Dzięki temu po raz pierwszy w tym sezonie Widzew wrócił do Łodzi bez straty gola. Jeśli ktoś z tego meczu beniaminków znajdzie się w Jedenastce Kolejki to właśnie Miłosz.
 
Łukasz Kosakiewicz - 3. Już w 48 sekundzie uderzony łokciem w szczękę przez Krykuna. Nie przeszkodziło mu w poprawnej grze w defensywie. Nie wynikało nic groźnego z 10 kornerów łodzian i licznych wolnych wykonywanych przez Łukasza. Ostatni z nich, w doliczonym czasie z przewagą zawodnika, był antyreklamą futbolu i szczytem nieporadności.
 
Krystian Nowak - 3. Po kartkowej pauzie i słabszych występach potrafił się skoncentrować. Był znacznie solidniejszy w obronie. Podwójna dobitka piłki sparowanej przez Gostomskiego w 70 minucie powinna zakończyć się golem. Ponoć Krystian poślizgnął się na mokrej murawie. 
 
Daniel Tanżyna - 4. Przypomniał sobie wreszcie, że bywał już zdecydowanym liderem defensywy RTS. W ważnym momencie. Bez solidnego, twardego stopera w spotkaniu w Łęcznej nie da się uniknąć porażki. O ile wygrana tam łodzian 2:1 w marcu była nieco szczęśliwa dla gości, o tyle sobotni remis był wręcz pechowy. Przecież Widzew skończył bez straty gola i przeważał przez większość meczu. 
 
Patryk Stępiński - 3. Po powrocie do Widzewa rozegrał dopiero drugi pełny mecz. O pierwszym w Głogowie lepiej nie wspominać. Był zadziwiająco spokojny, nie dał się ogrywać i dobrze czytał ataki gospodarzy. Jakby przypomniał, że pomógł wprowadzić do ekstraklasy Wisłę Płock w 2016 roku i Wartę Poznań w 2020 roku. Może uda mu się ta sztuka także z Widzewem. 
 
Mateusz Możdżeń – 3. Wobec absencji Robaka był w sobotę kapitanem Widzewa. Po raz drugi w tym sezonie grał cały mecz. W 31 minucie strzelał lewą nogą zza szesnastki, ale nie zaskoczył bramkarza. Cały czas czekamy na więcej kreatywności ofensywnej z jego strony.
 
Patryk Mucha - 3. Ma spory udział w tym, że Widzew posiadał piłkę przez 62 procent czasu gry. Pracowicie czyścił przedpole przed parą stoperów. W akcjach ofensywnych był mniej widoczny, choć jego strzał w 70 minucie sprawił problemy Gostomskiemu, który wybił piłkę na róg. 
 
Michael Ameyaw - 3. Po raz pierwszy po powrocie z Bytowa z wypożyczenia zaliczył pełne spotkanie. Wariant wyboru tego 20-latka jako „regulaminowego” młodzieżowca uważam za udany. Był aktywny, walczył, wytrzymał mecz kondycyjnie. Wypadł lepiej niż młodzieżowiec gospodarzy Karol Struski. 

Merveille Fundambu - 2. Po raz pierwszy ekipa RTS wystąpiła bez klasycznego napastnika. To jest główny powód czwartego meczu sezonu bez strzelonego gola. Nawet gdyby widzewski Kongijczyk oszukał obrońców rywali jakimś zaskakującym zagraniem (a to potrafi robić), to komu miał podawać? Jako pierwszy z łodzian strzelił zza pola karnego (w 17 minucie obok słupka). Próbował też w 60. minucie. Stać go na znacznie więcej.
  
Dominik Kun - 2. Był aktywny i pracowity. Także nie miał komu podawać piłek. W poprzednim meczu trafił do Jedenastki Kolejki m.in. za świetne prostopadłe podanie do Robaka i w efekcie był gol przesądzający o zwycięstwie łodzian. 

Mateusz Michalski - 3. Mógł już strzelić gola w 3 minucie, kiedy nie był pilnowany na 9 metrów od bramki Gostomskiego. Nie trafił dobrze w piłkę. Wobec braku Robaka był najbardziej wysuniętym do przodu widzewiakiem. Lecz widać, że ciągnie go na prawą flankę. Nie można mu odmówić zaangażowania, szukania gry. Mateusz zapomniał też jak się zdobywa bramki. 

Daniel Mąka – niesklasyfikowany, grał zbyt krótko. Znów był dublerem w ostatnich 10 minutach. Daniel został kopnięty z tyłu przez Krykuna, ukaranego czerwoną kartką. Dzięki temu łodzianie mieli przewagę zawodnika, lecz nie potrafili tego wykorzystać. Także Mąka nie trafił w piłkę znajdując się na dobrej pozycji w 88 minucie.
 
Henrik Ojamaa - niesklasyfikowany. Widać, że już tylko trener Dobi wierzy, że Estończyk jest w stanie pomóc zespołowi i przypomnieć, że przed laty był mistrzem Polski.

Bogusław Kukuć