REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Zanosiło się na sensację, ale łodzianie mają Robaka
 
Piątek, 9. października 2020, godz. 21:50

W pierwszym meczu ósmej kolejki Fortuna I ligi Widzew wygrał z Sandecją Nowy Sącz 2:1(1:1). Ponieważ goście zajmują ostatnie miejsce w tabeli i dotąd notowali same porażki, można stwierdzić, że zwyciężył faworyt. 

Wykrzesanie z takiego spotkania emocji jest sporą sztuką. A jednak gospodarze postarali się o nadanie dramaturgii. Jakby pamiętali, że w Łodzi jest Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa Telewizyjna i Teatralna. Potwierdzili jednak przy tym, że są beniaminkiem, bo poziom był marny. 
REKLAMA


Początek zapowiadał, że ekipa RTS szybko udowodni kto będzie rządził na tym stadionie. Dwa kornery zapowiadały atak non stop gospodarzy. Tymczasem już w 6. minucie goście objęli prowadzenie po kontrataku, podczas którego defensywa Widzewa popełniła serial żenujących błędów. Dośrodkowanie z prawej Adriana Danka wykorzystał 20-letni Kamil Ogorzały, właściwie wpychając piłkę do pustej bramki z najbliższej odległości. W roli widzów wystąpili niestety: Filip Becht, Krystian Nowak, Łukasz Kosakiewicz i bramkarz Miłosz Mleczko.

Gol zrobił wrażenie na gospodarzach. Pierwszy celny strzał oddał Fundambu dopiero w 24. minucie. 5 minut później ten sam zawodnik nie wykorzystał wybornej sytuacji po główce Dawida Szufryna.  Z czasem optyczna przewaga łodzian rosła. Okazji bramkowych też było sporo.

Dopiero w 35 minucie Marcin Robak pięknym strzałem głową po podaniu z prawej Kosakiewicza wyrównał. W końcówce tej części gry obie strony mogły objąć prowadzenie. W 43 min Kosakiewicz uratował zdołał w polu bramkowym wyprzedzić Ogorzałego. W 45 min. Dominik Kun znokautował potężnym strzałem Dziwniela, który nie doszedł do siebie podczas i został zmieniony w przerwie.

Już na początku drugiej połowy sprawy potoczyły się korzystnie dla gospodarzy. W pojedynku dwóch kapitanów zwycięsko wyszedł Robak, wykorzystując asystę Kuna. Dawid Szufryn przewrócił się, a Marcin silnym strzałem w tzw. krótki róg pokonał Dawida Pietrzkiewicza, który spodziewał się innego uderzenia. Trzeci go w tym sezonie Robaka zapewnił prowadzenie i umożliwił realizację planu utrzymania korzystnego wyniku. Widzew robił to nieudolnie. 

Goście mieli co najmniej trzy dogodne okazje do wyrównania i Mleczko może mówić o szczęściu. W 59 min spudłował Portugalczyk Viktor, w 70 min Damian Chmiel z bliska strzelił wzdłuż bramki, a ten sam zawodnik w 89 min nie wykorzystał błędu Nowaka, a strzał z 4 metrów Mandrysza też był niecelny. 
Zmiany w łódzkiej ekipie były dokonane zbyt późno, a kilka okazji do podwyższenia prowadzenia zostało zmarnowanych.

W sumie sympatycy RTS mogą się cieszyć trzeciego zwycięstwa, ale jego styl pozostawia wiele do życzenia, a wkład poszczególnych zawodników w dopisanie 3 punktów jest wręcz nieporównywalny. 

To było zarazem trzecie spotkanie w Łodzi, w którym drużyna trenera Dobiego traci gol jako pierwsza. Przypomnę ciąg dalszy: z ŁKS przegrała, z Zagłębiem Sosnowiec zdołała zremisować, a teraz z Sandecją nie tylko wyrównała, ale zwyciężyła. Optymiści podsumują to jako postęp w grze. Pesymiści jako brak postępu, bo pozwolenie na 0:1 na własnym stadionie jest dowodem słabości. Realiści powinni wyciągnąć z tego wnioski.

Widzew - Sandecja Nowy Sącz 2:1 (1:1)

Gole: Marcin Robak 35, 52 - Kamil Ogorzały 6 min.

Widzew: Mleczko – Kosakiewicz, Nowak, Tanżyna, Becht (73, Stępiński) – Mucha (80, Ojamaa),  Możdżeń (68, Poczobut) – Michalski, Fundambu (73, Ameyaw), Kun (79, Mąka) – Robak. 

Sandecja: Pietrzkiewicz – Danek, Szufryn, Piter-Bućko, Dziwniel (46, Basta) – Małkowski, Walski (83, Rubio), Kasprzak (64, Mandrysz), Sovsić (63, Chmiel), Ogorzały (63, Żołądź) – Victor.

Żółta kartka: Mucha (Widzew).
Sędziował: Artur Ałuszyk (Szczecin).
Widzów: 8447.  
 

Bogusław Kukuć