REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po porażce z Radomiakiem
 
Poniedziałek, 31. sierpnia 2020, godz. 08:27

Trzy z rzędu ligowe przegrane Widzewa są czymś wyjątkowym. Ostatnio zdarzyło się to w sezonie 2014/2015, kiedy łodzianie zajęli przedostatnie miejsce i na ponowny występ na zapleczu ekstraklasy czekali aż 5 lat. Dlatego sądziliśmy, że ekipa RTS stanie na głowie, by zmazać fatalną plamę jaką były dwie z porażki po 0:1 na zakończenie rozgrywek drugoligowych.

Udowodnienie, że wejście do Fortuna I ligi nie było splotem szczęśliwych przypadków, było jakby nakazem chwili. 
REKLAMA

Okazja była wyśmienita, bo w sobotę Radomiak grał nie u siebie, a przy prawie pustych trybunach w Pruszkowie. Do tego można było mieć nadzieję, że przed nowym trenerem będzie chciał się pokazać z najlepszej strony zarówno trzon zespołu z poprzedniego sezonu, jak i nowo pozyskani zawodnicy.

Ta wizja sprawdzała się tylko w pierwszej połowie, zakończonej prowadzeniem łodzian 1:0. Czym tłumaczyć kompromitację gości od pierwszych sekund po przerwie?

Pewien wpływ na wstydliwe 1:4 miał zapewne fakt, że w porównaniu do poprzedniego meczu ligowego ze Zniczem grało aż 9 innych widzewiaków. W fatalnej dyspozycji powrócili do pierwszej jedenastki „etatowi” piłkarze bramkarz Pawłowski i prawy obrońca Kosakiewicz (wtedy odsunięci za kartki). Po dłuższym rozstaniu z RTS grali pomocnicy Ameyaw oraz Michalski. Piątka nowych dostała szanse rzeczywistego ligowego debiutu w widzewskiej drużynie (Mikulić i Fundambu w wyjściowym składzie oraz Czubak, Kun i Mucha jako dublerzy po przerwie). Brak zgrania jest w tej sytuacji zrozumiały, a zapowiadany na sobotę sparing z Rakowem bardzo wskazany.

Tylko czym tłumaczyć fakt, że rywale, mający krótszą przerwę letnią i tak samo dużo korekt w składzie, zdołali tak skutecznie wkomponować nowych zawodników i stworzyć rozumiejący się zespół, potrafiący przełamać słabość z pierwszej połowy?
 
Na koniec przykrego dla kibiców RTS wstępu coś humorystycznego (jak ktoś lubi czarny humor). Obserwując treningi najmłodszych grup piłkarzy na Orliku przy Krochmalnej zauważyłem, że trenerzy przykładają wagę do podań i strzałów także lewą nogą. Jakby przewidywali, że z pięciu goli, jakie padły w sobotę w Pruszkowie, jeden był strzelony głową, a pozostałe cztery po uderzeniach lewą nogą. Ten ewenement wskazuje na to, że pierwszoligowa inauguracja Widzewa była wyjątkowa także pod tym względem. Może dlatego zaskoczony Pawłowski niektóre bramki puszczał między nogami, bo był przyzwyczajony do strzałów prawą nogą.
     
Wojciech Pawłowski – 1. Skala ocen 1-5 nie pozwala sprawiedliwie ocenić najsłabszego występu tego bramkarza w czasie gry w Widzewie (noty zero za cały mecz się nie stawia). W zasadzie tylko strzał Leandro był trudny do obrony. Pozostałe trzy bramki rywali nie miały prawa paść.

Łukasz Kosakiewicz – 1. Wyższe noty Łukasza budowane są zwłaszcza na licznych asystach po wolnych i kornerach (których w Pruszkowie prawie nie wykonywano) oraz innych działaniach typowych raczej dla szybkiego prawego pomocnika. Sobotni mecz potwierdził, że jako obrońca sobie nie radzi. Miał spory udział w kluczowych golach meczu wyrównującym i zapewniającym prowadzenie Radomiakowi 2:1.
     
Sebastian Rudol – 2.  Mógł nieco inaczej ratować sytuację w drugiej minucie po przerwie. Poza tym nie popełnił większych błędów, walczył, dobrze się ustawiał. W końcówce pierwszej połowy skasował groźny kontratak Leandro. Z pewnością duet stoperów był najlepszy w dziurawej defensywie gości.
          
Daniel Tanżyna  – 2. Przy stracie aż 4 goli w przegranym meczu żaden obrońca nie powinien mieć zbyt wysokiej noty. Zwłaszcza, że skoro udało mu się naprawić błąd Mikulicia i dogonić Leandro, to jednak nie powinien pozwolić Brazylijczykowi na oddanie takiego strzału. Mógł zostać bohaterem meczu, gdyby w 21 minucie podwyższył prowadzenie strzałem głową z wybornej pozycji. 

Petar Mikulić – 1. Wybór Chorwata do wyjściowej jedenastki RTS był największym zaskoczeniem. Ten obrońca popełnił sporo błędów już w pierwszej połowie, a do tego grał zbyt nerwowo i nieodpowiedzialnie. W strefie bronionej przez dwudziestolatka powstawały wolne przestrzenie, które przypominały lądowisko dla helikopterów, a nie mecz piłkarski. Powinien być zmieniony w przerwie, ale trenera chyba zmylił korzystny rezultat w tej fazie spotkania. 

Michael Ameyaw – 2. Przed przerwą należał do najlepszych na boisku. Był aktywny, waleczny, grał do przodu, nie bał się dryblingu. Szkoda, że po świetnym prostopadłym podaniu Robaka zdecydował się na lobowanie wybiegającego bramkarza w 42 minucie. Nie ozdobił powrotu do rodzinnej Łodzi bramką. Może to sprawiło, że zmieniony został po godzinie gry. Ale udowodnił, że jest potrzebny Widzewowi.
    
Mateusz Możdżeń – 3. Postawa tego pomocnika przed przerwą zapowiada, że kryzys formy ma za sobą. W tej części gry błysnął świetną asystą przy golu Robaka (stąd punktowa premia) i kilka razy nie fingował gry obronnej, ale ją realizował. Po przerwie już był bezradny, jak reszta drużyny.
 
Bartłomiej Poczobut – 1. Jedyny pomocnik, który grał cały mecz. Ze względu na długie ogranie w drużynie miał zapewne pełnić rolę łącznika między defensywą i atakiem. Przed przerwą jakoś to wyglądało. W drugiej połowie Radomiak zdominował środek boiska i nie pozwolił łodzianom odebrać inicjatywy. Czego jak czego, ale automatyzmu gry łodzian, zupełnie brakowało.
 
Henrik Ojamaa – 1. Zaczął aktywnie i jego akcje rywale powstrzymywali z najwyższym trudem. Mimo tego w 3 minucie jego otwierające podanie dotarło do Fundambu, a po strzale Estończyka Kochalski wybił piłkę na róg. Notę obniża zaprzepaszczona okazja bramkowa po podaniu Ameyawa w 27 min. Od tego momentu sprawiał wrażenie jakby rozmyślał o najbliższym meczu Estonia – Gruzja w Tallinie, gdzie się urodził. Zmiana była wręcz spóźniona.
  
Merveille Fundambu – 3. Nie speszył się tym, że walczył przeciw byłym kolegom, z którymi grał razem jeszcze w lipcu. Nieustępliwość, dynamika i umiejętność utrzymywania się przy piłce mimo ostrych ataków rywali, robiły wrażenie. Gra przy tym zespołowo (podanie do Robaka w 36 min było wyborne). Poza tym jako jedyny z łodzian w 57 minucie silnie strzelił zza szesnastki (centymetry koło słupka). Po odejściu Radwańskiego nikt nawet nie usiłuje uderzać z dystansu. Na szczęście uraz, jakiego doznał w 70 minucie, okazał się mniej groźny. Jeszcze będziemy oklaskiwać tego dwudziestolatka.
 
Marcin Robak  – 3. Efektownie pokazał, co znaczy rutyna, wieloletnia bramkostrzelność i opaska kapitana. Gol, strzelony z woleja lewą nogą był majstersztykiem technicznym, zapewnił prowadzenie łodzianom. Łodzianie nie potrafili wykorzystać tej przewagi psychologicznej i pozwolili na przejęcie inicjatywy gospodarzom. Robak też nie zdołał skończyć dwóch groźnych kontrataków w 36 i 54 minucie, gdy as łodzian nie zdołał oszukać stopera Mateusza Cichockiego. 

Karol Czubak – 1. To jeden z „rodzynków drugoligowych” poprzedniego sezonu. Transfer tego młodzieżowca także mnie ucieszył i liczyłem, że zobaczę „gola na dzień dobry” Karola. I tak się stało. Tyle, że postarali się o to dwaj debiutujący Karole rywali (Angielski i Kozak). Widzewski Karol nie dostał żadnego podania, z którego mógłby zrobić użytek. Kiedy wszedł na boisko, koledzy (zamiast walczyć do końca) przeżywali niepowodzenie. A napastnicy z reguły finalizują akcje pozostałych formacji. Miejmy nadzieje, że w Głogowie Karol dostanie więcej szans na gole. Wygląda mi na twardziela.
    
Dominik Kun – 1. Lewa strona Widzewa prezentowała się w sobotę znacznie gorzej niż prawa. Współpracy i wymienności funkcji między obrońcą i pomocnikiem właściwie nie było. Wejście ogranego w Pogoni Szczecin i Wiśle Płock oraz klubach I ligi piłkarza nie poprawiło sytuacji. Do tego speszył się przegranymi kilkoma dryblingami.

Mateusz Michalski – 1.  Zmienił Możdżenia. Ale nie przekonuje jakoś mnie wizja Mateusza jako kreatora gry w  środku drugiej linii. Zwłaszcza, że z zabieraniem piłki rywalom zwykle miał problemy. Lepiej wypadał, gdy na skrzydle to rywale starali się dogonić tego szybkiego piłkarza.
   
Patryk Mucha – 1. Zmienił kontuzjowanego Fundambu. To kolejny debiutant, który grał prawie dwa kwadranse. Nie pomógł dojść do siebie kolegom po dwóch ciosach, jakie dostali na początku drugiej połowy. Zadaniem dublerów jest zmiana niekorzystnego obrazu gry. W sobotę ta sztuka się widzewiakom nie udała.

Bogusław Kukuć