REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 197
2 mario74... 185
3 wiesia 184
4 conrado... 181
5 Jazz_1910 179
6 siwy071910 174
7 RTSAdri... 174
8 robert77u 174
9 przemyk79 173
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
To nie jest żaden precedens w dziejach Widzewa
 
Środa, 29. lipca 2020, godz. 09:12

Rozstanie z trenerem Marcinem Kaczmarkiem, pod wodzą którego Widzew wszedł do I ligi bez potrzeby baraży, jest szeroko komentowane nie tylko przez tysiące sympatyków legendarnego klubu. Można nawet stwierdzić, że ta decyzja przykryła ekscesy po meczu ostatniej kolejki ze Zniczem na stadionie przy Piłsudskiego.

Kibice są podzieleni, ale zdecydowana większość przyznaje, że w pierwszym półroczu 2020 zespół RTS prezentował się marnie, a trener nie potrafił opanować ostrego kryzysu sportowego. Uniknięcie baraży było raczej splotem przypadków. Szczęśliwych dla łodzian. Symptomy niemocy faworyta rozgrywek były zauważone i dyskutowane wcześniej, ale klub pozwolił dokończyć robotę szkoleniowcowi, który może dopisać w swoim CV następny awans. Była to decyzja równie elegancka, co ryzykowna.
REKLAMA


Nie można się tylko zgodzić z tym, że decyzja o pożegnaniu szkoleniowca po awansie jest jakimś precedensem w historii Widzewa, dowodem na bezwzględność sterników klubowych.

Przypomnę, że nawet w XXI wieku przeżyliśmy ostry kryzys, którego symbolem była tylko w pewnym stopniu degradacja łodzian z ekstraklasy w 2004 roku. Wtedy, po dwuletniej pracy pod wodzą trenera Stefana Majewskiego, zespół wrócił do grona najlepszych, wyprzedzając ŁKS o 4 pkt oraz Jagiellonię Białystok i Śląsk Wrocław o 6 pkt. Późniejszy selekcjoner reprezentacji i przewodniczący Rady Trenerów PZPN, został pożegnany już po ostatnim meczu sezonu na zapleczu ekstraklasy z Podbeskidziem, zakończonym remisem 2:2. Zastąpił go były piłkarz m.in. RTS wtedy 33-letni Michał Probierz, który utrzymał Widzew w ekstraklasie bez większych problemów. Testując w końcówce sezonu młodzież. 

Podobnie było po batalii o ekstraklasę w 2010 roku. W roku jubileusz stulecia klubu, feta z okazji zdobycia mistrzostwa I ligi po zwycięstwie aż 3:0 nad drugim w tabeli Górnikiem Zabrze, była jeszcze z udziałem byłego selekcjonera i medalisty mistrzostw świata 1982 Pawła Janasa. Ale w następnym sezonie już w ekstraklasie były piłkarz Widzewa i reprezentacji pracował w Polonii Warszawa. Na stanowisku trenera Widzewa zastąpił go wtedy 25 czerwca Andrzej Kretek. Zaczął 7 sierpnia od remisu 1:1 w Łodzi z broniącym wtedy tytułu Lechem Poznań, a tytuły były w stylu „Mistrz jak beniaminek”. 

Jak widać, zmiany trenerów w Widzewie, zwłaszcza te po zakończeniu rozgrywek, a nie w trakcie, nie były końcem świata. Nie wspominam tu o sezonach, które kończyły pewne widzewskie epoki. 

Choćby rok 1976, kiedy łódzki beniaminek ekstraklasy po pierwszym w historii zwycięstwie nad Legią i utrzymaniu się na piątym miejscu, rozstawał się z legendarnym Leszkiem Jezierskim. A co opisywałem za rok? Pierwsze w historii wicemistrzostwo klubu i sukces debiutanta w europejskich pucharach, czyli wyeliminowanie Manchester City.

Podobne stresy były po rozgrywkach 1980/1981, gdy po zdobyciu pierwszego mistrzostwa widzewiacy zostali bez ich współtwórcy, czyli trenera Jacka Machcińskiego. I oto w następnym sezonie ekipa RTS nie tylko obroniła tytuł, ale wywalczyła półfinał Pucharu Europy, po wyeliminowaniu kolejnych potęg, choćby Liverpoolu.

Wspominam tu przykłady sezonów Widzewa, gdy odchodzili z klubu wybitni trenerzy. Dzisiaj klub rozstaje się z trenerem, który na takie określenie jeszcze nie zasłużył. Był po prostu jednym z ponad czterdziestu szkoleniowców, których dokonania opisywałem w tym klubie. Sytuacja jest nerwowa, problemów sporo, przerwa w rozgrywkach krótka. Nie sądzę, że klimat wokół łódzkiego klubu poprawiłby się po pozostawieniu na tak istotnym stanowisku Marcina Kaczmarka.

Bogusław Kukuć