REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 197
2 mario74... 185
3 wiesia 184
4 conrado... 181
5 Jazz_1910 179
6 siwy071910 174
7 RTSAdri... 174
8 robert77u 174
9 przemyk79 173
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po remisie w Katowicach
 
Poniedziałek, 13. lipca 2020, godz. 07:25

Czy słusznie niedzielny mecz w Katowicach zapowiadany był jako tegoroczny hit drugiej ligi? Który z kandydatów na pierwszoligowca był lepszy? Jak ocenić skutki remisu 1:1 przy Bukowej? Trudno o jednoznaczne odpowiedzi na te pytania.

Z pewnością emocje były i walka do końca także. Przecież nawet w doliczonym czasie gry obie strony mogły strzelić gola przesądzającego o wygranej. Poziom nieco rozczarował. 
REKLAMA


Wyglądało tak, że ten zacięty mecz obie strony chciały wygrać, ale też bardzo bały się przegranej. Ten drugi aspekt chyba nawet przeważał. To mogło mieć bowiem smutne konsekwencje. Także personalne, choć przecież nawet porażka nie wykluczała możliwości gry od sierpnia w I lidze zarówno GKS jak i Widzewa.

Gospodarze mieli trzy groźne okazje do zdobycia goli (w 30, 83 minucie oraz w doliczonym czasie gry). Wykorzystali pierwszą z nich na zdobycie prowadzenia, a w pozostałe dwa strzały obronił Pawłowski. Z łatwością wyliczę co najmniej dwa razy więcej, nawet lepszych szans bramkowych gości, którzy strzelili tylko wyrównującego gola. Paradoksem jest to, że w tej sytuacji ktoś ma prawo ocenić wyżej katowiczan, a łodzianom zarzucić brak skuteczności, bo szans na zwycięskiego gola mieli więcej niż GKS. 

Remis znacząco poprawił sytuację ekipy RTS, która nadal pozostaje jedynym drugoligowcem, którego nie można pokonać dwa razy z rzędu. Nawet wtedy, gdy zespół nie jest w optymalnej formie. Natomiast powinno martwić, że to czwarty z rzędu mecz wicelidera bez zwycięstwa.
 
Przed występem przy Bukowej zdobycie kompletu 9 punktów w trzech kolejkach kończących sezon zasadniczy, nie dawało łodzianom pewności awansu bez baraży. Dziś jest pewne, że trzy choćby jednobramkowe wygrane, zapewniają im miejsce w uprzywilejowanej dwójce, a biorąc pod uwagę wahania formy Łęcznej, także szanse na mistrzostwo II ligi.

Zwracam uwagę, że w zakończonej rywalizacji w gronie trzech pretendentów do bezpośredniego awansu tylko Widzew nie poniósł porażki (2:2 i 2:1 z Łęczną oraz 1:1 i 1:1 z GKS), a obecny lider ma dwie przegrane (2:2 i 1:2 z łodzianami oraz 1:0 i 1:2 z katowiczanami). Innymi słowy w wewnętrznych meczach pierwszej trójki najlepszy jest Widzew, który zdobył 6 pkt, GKS 5 pkt, a Łęczna tylko 4 pkt. W dyskusji o tym komu należy się pierwsza liga powinniśmy od tego zaczynać.

Wojciech Pawłowski – 3. Ocena bramkarza za grę w pierwszej połowie – 1 (miał jeden groźny strzał i nie zdołał go obronić). Ocena bramkarza w drugiej połowie – 5 (interwencje Wojtka choćby przy dwóch uderzeniach rywali w ostatnich minutach ocaliły Widzewowi punkt). Gdyby skończyło się wygraną, to pewnie byłaby czwórka, a nie trójka z plusem. 

Łukasz Kosakiewicz – 3. Nie pierwszy raz jest lepszy w ataku niż w obronie. W 36 min. próbował nawet zaskoczyć bramkarza Bartosza Mrozka strzałem zza pola karnego, co w akcjach ofensywnych Widzewa jest ewenementem. Po siódmym kornerze zaliczył asystę przy wyrównującym golu Tanżyny. Kilka innych dośrodkowań również z wolnych też stwarzało okazje bramkowe łodzianom.
             
Sebastian Rudol – 3. To dopiero czwarty pełny mecz Sebastiana w tym roku. Były medalista ME U-17 sprzed 8 lat oraz obrońca ze 130 występami w ekstraklasie potwierdził, że powinien grać na tej pozycji. O ile pozwoli mu taryfikator kartkowy (ma już trzy żółte kartoniki na koncie).
            
Daniel Tanżyna  – 5. W futbolu tak bywa, że niektórym piłkarzom gra się zwykle świetnie z pewnymi drużynami. Dla Tanżyny takim rywalem jest zapewne GKS. Znów był kluczowym filarem defensywy, a kilka razy udowodnił, że jego główki w ataku stają się postrachem rywali. Wyjściowy blok defensywny katowiczan ma średnią wzrostu 187,4 cm. A jednak Daniel był lepszy. Zapewnił arcyważny remis. To jego czwarte trafienie w tym sezonie. W poprzednich trzech zawsze łodzianie wygrywali. Czyli są to gole „punktodajne”. To z pewnością zawodnik meczu.
  
Kornel Kordas – 1. Nadal nie wiem dlaczego gra. Zachowanie tego wypożyczonego młodzieżowca w końcówce spotkania groziło porażką. Pewnie broniąc wyboru trenera ktoś wskaże podanie w 45 minucie, po którym Ojamaa powinien zdobyć bramkę. To jednak dużo za mało.

Marcel Gąsior – 2. Zajęcie miejsca Możdżenia w wyjściowym składzie stworzyło mu szanse pokazania się nie tylko w destrukcji. Zapewne liczono też, że ktoś z drugiej linii potrafi straszyć rywali strzałami zza pola karnego. Z realizacją pierwszego zadania było jako tako. Drugie było tylko teorią. 
   
Bartłomiej Poczobut – 2. Rozpoczął mecz tak jakby chciał udowodnić, że będzie bezwzględny i twardy pojedynkach z byłymi kolegami, z którymi walczył razem o utrzymanie GKS w pierwszej lidze w poprzednim sezonie. Po kartkowej przerwie rozsadzała go energia, która groziła drugim kartonikiem. W gonitwie za finalizującym kontratak strzelcem gola Szymonem Kiebzakiem też mógł zachować się lepiej. W sumie jego zmiana nie powinna dziwić. 

Henrik Ojamaa – 2. Mecz w Siedlcach, choć przegrany przez łodzian, zapowiadał zwyżkę formy Estończyka. Niedzielne spotkanie nie potwierdziło progresu. Jestem zdziwiony, że ten piłkarz nie został zmieniony. Śmieszne jest to, że pomeczowe statystyki wykażą jego celny strzał w 45 min, podczas, gdy było to właściwie podanie piłki bramkarzowi rywali.

Adam Radwański – 3. Jego powrót po kartkowej pauzie był widoczny. To najbardziej wszechstronny pomocnik łodzian. Jest aktywny także w obronie, szuka gry i potrafi wykreować niesztampowe akcje ofensywne. W tym zaskakujące rywali prostopadłe podania. Szkoda, że jego strzał po ziemi w 78 minucie nie przyniósł prowadzenia.

Konrad Gutowski – 3. Ataki lewą stroną tego młodzieżowca były groźne. Na tyle, że przypomniałem sobie jego pierwszy drugoligowy gol w Widzewie, który padł także w Katowicach, ale na boisku Rozwoju. W tym roku na koncie Konrada jest tylko trafienie z Garbarnią w Krakowie. Liczę, że do końca sezonu, jeszcze dopisze coś do tej krótkiej listy. 

Marcin Robak – 2. Właściwie kapitan Widzewa mógł w tym meczu odrobić całą stratę do lidera strzelców, a może nawet wyprzedzić w tej klasyfikacji Michała Bednarskiego z Polkowic. Sam Marcin nie wierzył, że nie zamienił na gole co najmniej trzech główek (12, 33, 61 min) oraz wybornej sytuacji, gdy w 85 minucie strzelił płasko tuż obok słupka. Znając tego napastnika można liczyć na poprawę skuteczności już w środowym meczu ze Stalą Stalowa Wola. Inna sprawa, że walka we własnej szesnastce choćby przy kornerach katowiczan, też zmniejszała zasób sił tego ambitnego rutyniarza.
 
Mateusz Możdżeń - 1. Będąc zawodnikiem Widzewa po raz pierwszy nie wystąpił w wyjściowym składzie łodzian. Ci, którzy liczyli, że podrażniona krytyką za słabe ostatnie występy ambicja tego zawodnika spowoduje „Wejście Smoka”. Tak się nie stało, o tym świadczy reakcja samego Mateusza po nieudanym strzale w 78 min.

Rafał Wolsztyński – niesklasyfkowany. Jest chyba jedynym zdobywcą 9 goli z gry, którego potencjału ofensywnego trener nie potrafi wykorzystać. Zwalanie winy na piłkarza jest mało poważne w sytuacji, gdy po raz drugi w tym sezonie Rafał wchodzi na boisko na kilkadziesiąt sekund. Wcześniej tak było w Toruniu, ale wtedy można było mówić o tym, że łodzianie prowadzili i była to tylko „kradzież czasu”. W niedzielę był tylko remis, który z pewnością nie zadawał wszystkich. Zwłaszcza ambitnego zawodnika, który chciał się przypomnieć na Górnym Śląsku.

Bogusław Kukuć