REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 197
2 mario74... 185
3 wiesia 184
4 conrado... 181
5 Jazz_1910 179
6 siwy071910 174
7 RTSAdri... 174
8 robert77u 174
9 przemyk79 173
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Wybór trudny jak nigdy
 
Środa, 8. lipca 2020, godz. 08:15

Regulamin rozgrywek, połączony z długą przerwą w rundzie wiosennej spowodowaną pandemią, sprawił, że nie ma nigdzie tak stresującego finiszu jak w polskiej II lidze. Marzenia tych, którzy śnili o emocjach w sporcie do końca, właśnie się spełniają.

Do zakończenia sezonu zasadniczego są tylko 4 kolejki. Tymczasem drugoligowe kluby, ich sympatycy oraz media, nie wiedzą czy z prowadzącej zdecydowanie trójki drużyn wszystkie będą grały w sierpniu na zapleczu ekstraklasy. Trudnych pytań jest znacznie więcej. Nawet czwarta w tabeli Olimpia Elbląg, mająca dziś 7 punktów więcej od zajmujących piętnastą lokatę rezerw Lecha, nie jest pewna czy nie wypadnie poza centralny szczebel rozgrywek. A przecież obecna pozycja sugeruje, że powinna myśleć już przygotowaniach do baraży o I ligę.
REKLAMA


Doszło do takiego paradoksu, że lipcowe dni mają w miarę spokojne w zasadzie tylko i Wejherowie oraz Legionowie. Oni najgorsze (spadek) mają już za sobą. Wielu dopisuje do tej krótkiej listy także Łęczną, licząc, że górnikom z Lubelszczyzny wystarczy 3-punktowa przewaga na Widzewem i 4 oczka więcej od GKS Katowice, do odzyskania pierwszoligowych szlifów.

Ale chciałbym widzieć miny trenera Kamila Kieresia i decydentów tego klubu, gdyby desperacko broniąca się przed spadkiem Pogoń Siedlce zakończyła zwycięski serial lidera na pięciu meczach z rzędu. Wtedy w następnej kolejce ekipa z Łęcznej udając się do Częstochowy powinna zajrzeć na Jasną Górę, bo na boisku przy Loretańskiej w tym roku nikt z gości nie wygrał, a rewelacyjna Skra w pięciu meczach ma tam bilans goli 11-1. 

Zatem nie ma co zazdrościć klubowym sternikom i trenerom. To jest dla nich trudny lipiec, jakiego dawno nie przeżywali, bo poprzednimi laty piłkarze mieli już wakacje. Można jednak na tę sprawę spojrzeć inaczej. W niektórych klubach tak ciężki początek lata stał się regułą. Choćby w Widzewie.

Kibice legendarnego klubu pamiętają jeszcze wiosnę 2014, kiedy młodziutki trener Artur Skowronek, który teraz uratował Wisłę Kraków, nie zdołał ocalić łodzian od spadku z ekstraklasy. Rok później Wojciech Stawowy zakończył smutno widzewską „epokę Cacka” degradacją z I ligi. Nawet wydobycie RTS z klasy okręgowej 2016 nie było formalnością, bo trzeba było długo gonić Paradyż, ale trenerowi Marcinowi Płusce się udało. Nerwowy lipiec 2017 miał Przemysław Cecherz, któremu nie powiódł się atak na II ligę. Nawet rozstanie z klubową legendą Franciszkiem Smudą przed dwoma laty było wręcz dramatyczne, lecz decyzja zmiany na przed ostatnią kolejką na Radosława Mroczkowskiego zapewniła drugą ligę. Rozstanie z tym szkoleniowcem przed rokiem okazało się błędem. Jacek Paszulewicz roztrwonił przewagę i po przegranych w przedostatniej oraz kolejce łodzianie są zmuszeni do przedłużenia drugoligowej batalii.

Przed rokiem w niecodziennych okolicznościach trenerem został Marcin Kaczmarek, który jest uważany za specjalistę od awansów. Za tę decyzję odpowiedzialna jest już aktualna prezes Martyna Pajączek. Początek może nie był zbyt udany, ale zaskoczyło i od 24 listopada, aż do minionej niedzieli ekipa RTS była liderem. Znacząca przewaga jednak topniała w oczach, a spadek na drugą lokatę jest faktem. Po wznowieniu rozgrywek łodzianie prezentują się marnie. O pechu nie może być mowy i zagrożenie barażami stało się realne.

Co robić? Wymienione wyżej dramatyczne decyzje Widzewa z poprzednich finiszów nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Piłkarska Polska obserwuje z zaciekawieniem rozwój wydarzeń w klubie z Piłsudskiego. Nawet maleńki wnuczek Zbigniewa Bońka w Rzymie zmuszany jest do oglądania transmisji przez prezesa PZPN, któremu widzewskie losy nie są obojętne.

Każde wyjście niesie ogromne ryzyko. Najgorszy scenariusz dla licznych kibiców w roku 110-lecia ich klubu byłby taki, że po ewentualnej zmianie trenera Widzew przegrywa w Katowicach, później także baraże. Do tego trener Kaczmarek zbiera kondolencje, że nie dano mu dokończyć roboty w sytuacji, gdy jest wiceliderem, co zapewnia przecież przepustkę do I ligi. 

Są także inne wyjścia. Kaczmarek zostaje, nie przegrywa przy Bukowej i wchodzi bez baraży na zaplecze ekstraklasy. Ten sam trener zostaje i nie wchodzi do I ligi. W Katowicach prowadzi gości inny trener i pod wodzą „nowej miotły” łodzianie zostają pierwszoligowcami jako mistrzowie albo wicemistrzowie, a nawet po barażach. 

Który wariant zostanie wybrany? Sytuacja pani prezes Martyny Pajączek przypomina stres pilota, który prowadzi samolot z wieloma pasażerami i wie, że jeden z silników jest poważnie uszkodzony. Życzliwi trzymają kciuki, pasażerowie się modlą, samolot rozpoczyna dodatkowe okrążenia, by stracić paliwo. Nie można włączyć automatycznego pilota. Najbardziej złośliwi pytają „Czy z nami leci pilot?”, a media już szykują dwie wersje ocen. Chwalebną i kpiącą. Którą przeczytamy?

Bogusław Kukuć