REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po meczu w Polkowicach
 
Poniedziałek, 29. czerwca 2020, godz. 07:40

Nie pierwszy raz Widzew znał korzystne dla lidera rezultaty poprzednich meczów kolejki. Zamiast zapewnić sobie praktycznie miejsce w I lidze, notował wtedy kolejne wpadki. Po trzech czerwcowych przegranych łodzianie mają już 6 porażek, czyli więcej niż w całym poprzednim sezonie, w którym zajęli dopiero piątą lokatę.

O tym, że drużyna trenera Marcina Kaczmarka gra gorzej niż jesienią świadczy fakt, że wtedy zdobyła komplet 12 punktów z czterema beniaminkami, a teraz nowicjusze z Legionowa i Polkowic pokonali ekipę RTS strzelając jej 6 goli.
REKLAMA


Niedzielny występ lidera potwierdził, że kryzys formy defensywy jest długotrwały i głęboki. To kolejny mecz zaczynający od gola rywali po pierwszym kornerze, jaki wykonywali piłkarze beniaminka z Poznania oraz Polkowic. 

Przecież trudno winić za przegraną ofensywnych zawodników, skoro strzelili oni w wyjazdowym meczu aż 3 bramki, choć wystąpili bez pauzującego za kartki najskuteczniejszego napastnika Marcina Robaka. Kapitana łodzian zastąpił udanie Rafał Wolsztyński. 
  
Wojciech Pawłowski – 1. O ile jesienią wymienialiśmy Pawłowskiego jako jednego z filarów zespołu lidera, o tyle w czerwcowych meczach bramkarz gra zdecydowanie poniżej możliwości. W 6 spotkaniach wpuścił aż 11 goli, zachowując tylko raz czyste konto. W Polkowicach nie obronił żadnego poważniejszego strzału i miał kilka niepewnych interwencji, po których gole nie padły. 

Łukasz Kosakiewicz – 1. Jedyny zawodnik Widzewa, który obok bramkarza zaliczył w tym roku wszystkie 8 pełnych spotkań. Ktoś, kto oglądał tylko niedzielny mecz, mógłby pomyśleć, że to poprzednie zdanie jest żartem. Tak słabo dysponowanych obrońców ogląda się rzadko. Sam przyznaję, że w ubiegłym roku widziałem w nim materiał na „widzewskiego Kimmicha”. Nie wiem, co jest przyczyną aż takiego regresu formy.

Hubert Wołąkiewicz – 1.  Nie pierwszy raz twierdzę, że nie ma żadnego uzasadnienia, by ten znany przed laty obrońca wychodził w pierwszej jedenastce RTS w każdym z 8 tegorocznych meczów. W tym trzech przegranych.
 
Daniel Tanżyna  – 1. Temu stoperowi w ubiegły roku zdarzały się wpadki. Ale były sporadyczne i raczej pracował na opinię pierwszoplanowej postaci defensywy. Wiosną te oceny trzeba weryfikować. Zaskakujących wpadek jest coraz więcej i o solidności nie da się mówić. Stać go na desperackie zrywy, którymi stara się rekompensować błędy w obronie (jak choćby kontaktowy gol z poznaniakami w Łodzi). Teraz też był bliski szczęścia w doliczonym czasie pierwszej połowy, gdy z wybornej pozycji główkował wprost w bramkarza. Ponieważ nie wykorzystał okazji, pozostaje oceniać tylko poczynania obronne. Te były momentami wręcz wstydliwe. 
  
Marcel Pięczek – 1. Rozczarował wszystkich, którzy chcieli, by ten łódzki młodzieżowiec jak najszybciej zastąpił słabo spisującego się Kornela Kordasa, wypożyczonego z Korony. Niestety Marcel, grający po raz pierwszy od marca, miał tak samo zły dzień jak koledzy z defensywy. Gol na 1:4 był wręcz jego błędem indywidualnym.
 
Bartłomiej Poczobut – 2. Specjalista od czarnej roboty w widzewskiej drugiej linii był najbardziej pracowity. W upale miało to znaczenie. Inna sprawa, że większość bramek dla zwycięzców strzelił nie lider strzelców Bednarski, a piłkarze innych formacji, pozostawieni bez opieki w polu karnym łodzian.

Mateusz Możdżeń – 1.  To był najsłabszy występ tego znanego zawodnika w Widzewie. Aż dziw bierze, że nie został zmieniony do 73. minuty. 

Konrad Gutowski – 3. Były dłuższe fragmenty gry, gdy wydawało się, że nie ma go na boisku. Ale były też momenty, gdy pokazywał się z jak najlepszej strony. Głównie w grze kombinacyjnej w ataku. Stąd się wzięły dwie sprytne asysty przy golach Rafała Wolsztyńskiego.

Adam Radwański – 3. Walczył i potwierdził talent. Nie chodzi tylko o błyskotliwą technicznie asystę przy pierwszym wyrównującym golu Wolsztyńskiego.

Henrik Ojamaa – 1. Szybko wyrzucony aut, poprzedzający trzeciego gola dla łodzian, to trochę za mało, by podwyższać notę Estończyka. Nie może narzekać, że jest pomijany. W każdym tegorocznym spotkaniu jest w wyjściowym składzie. W Polkowicach po godzinie był słusznie zmieniony.

Rafał Wolsztyński – 5. Po raz pierwszy w tym sezonie piłkarz z Widzewa strzelił 3 gole. Do tego bez karnych i w meczu na stadionie rywali. Rafał potwierdził, że ma wielki potencjał ofensywny. Trzeba mu współczuć, że w doliczonym czasie gry lobując bramkarza, nie zdołał zapewnić remisu. Wielu sympatyków legendarnego klubu zastanawia się nad przyczynami pomijania tego zawodnika przy ustalaniu składu (zagrał po raz pierwszy w tym roku w wyjściowym składzie tylko dlatego, że musiał pauzować Robak). 

Sebastian Rudol – 3. Jeszcze trudniej wytłumaczyć brak w składzie łodzian tego obrońcy, także z przeszłością w ekstraklasie. Zwłaszcza, gdy Widzew w czerwcu przegrał aż trzy mecze, tracąc w nich 11 goli. Gdyby porażek nie było, to brak korekt składu dałoby się zrozumieć. 

Chris Mandiangu – 1. W tym sezonie Widzewa był dublerem po raz 21-szy. Czasem zmiany Chrisa są znakomite (jak choćby w meczach z rezerwami Lecha), a czasem takie jak w Polkowicach, gdy wniósł niewiele.
  
Marcel Gąsior – 2. Dał niezłą zmianę. Przyczynił się do tego, że przez ostatnie pół godziny gospodarze właściwie tylko desperacko bronili jednobramkowego prowadzenia. Marcel wypracował wolnego z 17 metrów w 79 min, a w 87 min. jako pierwszy z łodzian strzelił silnie i celnie z dystansu. Tylko świetna parada bramkarza Marcina Furtaka uratowała gospodarzom wygraną. 

Robert Prochownik – niesklasyfikowany. Grał zbyt krótko.

Bogusław Kukuć