REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 182
2 mario74... 170
3 wiesia 169
4 conrado... 162
5 Jazz_1910 162
6 przemyk79 161
7 robert77u 158
8 siwy071910 157
9 wirgiliusz 156
10 magi 152
REKLAMA
 
"Gapek" wierzy w powrót Walecznego Widzewa
 
Sobota, 30. maja 2020, godz. 14:11

Tadeusz Gapiński występował w różnych rolach w Widzewie od 1973 do 2008 roku, a nawet dłużej. Jeśli się weźmie pod uwagę, że jest posiadaczem legitymacji Widzewa z 1964 roku (co na to bracia Gawrońscy z tworzącego się Muzeum Widzewa?).

To fakt, że wychował się na krańcach Karolewa, gdzie zaczynało grać w piłkę wielu „ełkaesiaków” np. bramkarze Jałocha i Osówniak, obrońca Szadkowski czy pomocnik Wieszczycki. W 1966 roku „Gapek” był mistrzem Polski juniorów z MKS Hala Sportowa trenera Leszka Jezierskiego, a w ekstraklasie debiutował jako 19-latek w ŁKS w 1967 roku. Od 1971 roku podczas służby wojskowej grał w Zawiszy Bydgoszcz.
REKLAMA


Od 1973 zaczyna widzewski rozdział kariery. Do 1979 roku był piłkarzem RTS. Pomógł wprowadzić Widzew do ekstraklasy w 1975 roku. On strzelił pierwszego gola dla ówczesnego beniaminka w meczu poza Łodzią (1:1 ze Stalą w Rzeszowie, gdzie widzewiacy dojechali tuż przed meczem dwoma „Nyskami”). Ten lewonożny napastnik zdobył obie bramki w pierwszym zwycięskim meczu z Legią (2:1). Honorowe trafienie odnotował wtedy Kazimierz Deyna, a stoperem warszawiaków był… Franciszek Smuda.

Gapiński miał z pewnością znaczący udział w dwóch wicemistrzostwach RTS w 1977 i 1979 roku, bo występując w 105 spotkaniach ligowych strzelił 12 goli. Był jednym z „Dwunastu Wspaniałych”, którzy w 1977 roku zremisowali 2:2 historyczny mecz na Maine Road z Manchesterem City, później wyeliminowali słynnych Wyspiarzy. Grał także oba mecze z PSV Eindhoven. Ma też w sportowym CV nietypowy sukces jako polski piłkarz, bo jest zdobywcą Pucharu Danii w 1980 roku, kiedy w finale w Kopenhadze strzelił gola dla Hvidovre IF. 

Po zakończeniu krótkiej duńskiej przygody wrócił do Widzewa już w innej roli: był asystentem m.in. wybitnych trenerów Jacka Machcińskiego, Władysława Żmudy, Bronisława Waligóry. W budowaniu mistrzowskiej potęgi Pierwszego Wielkiego Widzewa (1977-1985) jest z pewnością „cegiełka Gapka”.

Dla mediów i rzesz kibiców stał się bardzo popularną postacią jako następca Stefana Wrońskiego w roli  kierownika drużyny. Był zatem w centrum kolejnych wielkich wyzwań klubowych: tytułów mistrzowskich 1996 i 1997 czy Ligi Mistrzów 1996 oraz innych dokonań Drugiego Wielkiego Widzewa (1992 -1999). Te kilka dziesiątków widzewskich lat były przeplatane kryzysami, które Gapiński znosił dzielnie, wierząc, że przyjdą lepsze dni. 

Jego pracę w Widzewie zakończyła „epoka Cacka”, kiedy w 2007 roku został radnym zajmując miejsce Hanny Zdanowskiej, rezygnującej z mandatu po objęciu wtedy funkcji wiceprezydenta miasta. Ostatnio „Gapka” można było spotkać na nowych stadionach na meczach żużlowych Orła Łódź oraz w gronie byłych widzewiaków oglądających spotkania Widzewa. 

- Co u ciebie słychać w tych trudnych czasach pandemii?
- Wprawdzie nadal mieszkam koło dworca Łódź Widzew, ale przesiaduję głównie na działce w Sokolnikach i jakoś udaje mi się oszukać koronawirusa. A musimy obaj uważać, bo jesteśmy w grupie szczególnego ryzyka. To nas łączy. Podobnie jak wspomnienia, bo przecież nikt nie oglądał na żywo tylu meczów ligowych i pucharowych Widzewa, co my dwaj. Mamy co wspominać – zaczął z uśmiechem.

- A propos widzewskich wspomnień. Pracowałeś z ponad 30-ma trenerami RTS. Których oceniasz najwyżej?
- Nie naciągniesz mnie na takie wyznania. Mogę tylko powiedzieć, że dogadywałem się z każdym z nich, choć czasem szokująco się różnili. Jako szkoleniowcy i jako ludzie. Znałem ich zalety i wady. Często wręcz nasze rodziny się przyjaźniły. Ale nie w moim stylu jest plotkowanie o ich wielkości czy słabościach. Podobne opory mam z oceną po latach kolegów z boiska, nawet wybitnych. Czy piłkarzy, którzy grali w Widzewie później ode mnie. Nie mogę do dziś uwierzyć, że już nie żyją Burzyński, Klepczyński, Surlit, Smolarek, Pięta. Pracowałem też z wieloma prezesami klubu i w tym wypadku robię wyjątek. Tu mogę śmiało typować: numerem 1 wśród nich jest dla mnie Ludwik Sobolewski. To był człowiek, który wyprzedził epokę i jemu należy się miano twórcy Wielkiego Widzewa.

- Przejdźmy do teraźniejszości. Trudny do zniesienia jest aż 6-letni brak Widzewa w ekstraklasie. 
- Zacznijmy od tego, że wiele słynnych klubów potrafiło przezwyciężyć       podobne kryzysy. Choćby połowa ligi włoskiej Juventus, Milan, Fiorentina, Napoli, Lazio, Parma, Sampdoria grały w Serie B, a niektóre nawet niżej. Kiedy Widzew grał w półfinale Pucharu Europy 1983, to trofeum wywalczył Hamburger SV, którego dziś oglądamy w drugiej Bundeslidze. Nottingham Forest zdobywca Pucharu Europy 1979, 1980 też jest poza Premier League. Były mistrz Anglii Ipswich, który dał się we znaki RTS i zdobył Puchar UEFA 1981, dziś występuje na trzecim szczeblu ligi angielskiej. Liczę, że także Widzew też się odrodzi w pełni i wróci do grona najlepszych.

- Czy w tym kuriozalnym sezonie wreszcie Widzew znajdzie się na zapleczu ekstraklasy? 
- Teraz jest na dobrej drodze, by wygrać drugoligową rywalizację. Jest liderem z istotną przewagą punktową. To pozwala na stres mniejszy niż u najgroźniejszych konkurentów. Dużo wnosi doświadczenie Marcina Robaka, któremu gorąco życzę, by udała się jemu w 2021 roku powtórka sztuki powrotu klubu z Piłsudskiego do grona najlepszych. On przed 10 laty też był filarem zespołu. To nietuzinkowa postać. Jego koledzy powinni wyrzucić z pamięci wydarzenia sprzed roku, kiedy cały klub na finiszu zawiódł uzasadnione nadzieje wejścia do I ligi. Zresztą wszyscy widzewiacy muszą zastąpić sformułowanie „nam się należy ze względu na zasługi RTS” słowami „musimy wywalczyć”. Zrobić to tak, jak robili to ich wielcy poprzednicy. Dlatego ten klub przeszedł do legendy polskiego futbolu. Liczę, że znów będę oglądał Waleczny Widzew.

Bogusław Kukuć