REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 138
2 rs333 134
3 przemyk79 131
4 mario74... 129
5 wirgiliusz 128
6 robert77u 128
7 wiesia 124
8 siwy071910 124
9 magi 123
10 Bogdan 122
REKLAMA
 
Bajka o tym, jak Widzew został pierwszy raz liderem ekstraklasy
 
Piątek, 8. maja 2020, godz. 12:07

W roku 110-lecia Widzewa przypadła mi wdzięczna rola dziadka, który opowiada wnuczkom bajki. Jak inaczej nazwać te opowieści, skoro są one adresowane do kibiców klubu, który jeszcze cztery lata temu grał w czwartej lidze w Nieborowie, Rosanowie czy Paradyżu, a teraz występuje na trzecim szczeblu rozgrywek krajowych, walcząc w Legionowie i modląc się o punkty w Boguchwale. Aż się nie chce wierzyć, że taki klub przed laty dominował w polskiej ekstraklasie. W tym sensie jakbym opowiadam bajki o Smoku. Łódzkim, nie krakowskim.

Kolejna bajka będzie o tym, jak mały dzielnicowy klubik z Łodzi został po raz pierwszy liderem ekstraklasy. Ciekawe, że nie była to wcale niespodzianka, bo ta wyłamująca się z obowiązujących schematów, „szalona”, ekipa zdołała już w europejskich pucharach potrafiła wyeliminować Manchester City i wielu krajowym rywalom zalazła za skórę. Ale nigdy nie otwierała tabeli ekstraklasy. 
REKLAMA

  
Było to dawno, bo 42 lata temu, kiedy mieszkańców ziemi nie straszył koronawirus, a w kraju nad głęboką wtedy Wisłą, kibice futbolu rozpamiętywali występ reprezentacji, która pod wodzą selekcjonera Jacka Gmocha zagrała w argentyńskim mundialu. Po Polakach, którzy bronili medalu sprzed czterech lat, spodziewano się więcej. Po raz pierwszy w finałach mistrzostw świata wystąpił, bynajmniej nie jako statysta, piłkarz Widzewa. Nazywał się Zbigniew Boniek i miał wtedy 22 lata.

Nic dziwnego, że miesiąc po mundialu, 30 lipca inauguracyjny mecz sezonu 1978/1979 Stal – Widzew oglądało w Mielcu 18 tys. widzów, bo przecież grało w tych klubach pięciu uczestników MŚ (Lato, Szarmach, Kukla, Kasperczak i Boniek). Skończyło się remisem 1:1, lecz gole strzelali inni (Marek Chamielec w 22 min i Tadeusz Błachno w 53 min).

Druga kolejka w Łodzi, też na wypełnionym stadionie przy Armii Czerwonej (teraz al. Piłsudskiego), była popisem bramkarzy gospodarzy (Stanisława Burzyńskiego) oraz gości (Józefa Młynarczyka), którego w ostatniej minucie pokonał debiutujący w RTS Krzysztof Kamiński (w przerwie zmienił Zdzisława Rozborskiego). Skończyło się zwycięstwem łodzian 1:0.

W trzeciej kolejce Widzew wygrał także 1:0 we Wrocławiu (jeszcze przy Oporowskiej) ze Śląskiem, a przesądził gol pozyskanego latem Marka Pięty w 40 minucie. Łodzianie, prowadzeni wtedy przez trenera Bronisława Waligórę (na zdjęciu) wystąpili w składzie: Burzyński – Kowenicki, Grębosz (86, Rozborski), Tłokiński, Możejko – Błachno, Jeżewski, Boniek, Surlit – Pięta (75, Kamiński), Gapiński.

Po tym spotkaniu, po raz pierwszy w historii futbolu, Widzew został liderem tabeli ekstraklasy. Łodzianie wyprzedzali o dwa punkty aż 5 drużyn Arkę, ŁKS, Szombierki, Legię oraz Lecha.

Na pierwszym miejscu umocnił widzewiaków serial pięciu z rzędu zwycięstw: z broniącą tytułu Wisłą Kraków w Łodzi 2:1, z Gieksą w Katowicach 2:1, z Gwardią Warszawa w Łodzi 1:0, z Polonią w Bytomiu 3:2 i wygrane derby Łodzi z ŁKS 1:0. Koło łódzkiego stadioniku, zapachniało mistrzostwem. Stojąca obok drewniana, stara hala, kiedyś była pomalowana na zielono. A zieleń, drogie dzieci, to kolor nadziei. 

Po jedenastej kolejce ekipa RTS była jeszcze liderem, lecz przegrana u siebie 0:1 z Ruchem i sędzią Marianem Środeckim z Wrocławia, była brzemienna w skutki. Oglądałem, jak trener gości, znany po obu stronach Łodzi Leszek Jezierski, przechytrzył króla prezesów Ludwika (święć Panie nad ich duszami!).

Ostatecznie tytuł wywalczyli Niebiescy, a Widzew po raz drugi został wicemistrzem, choć zdobył tyle samo punktów co chorzowianie (po 39, bo wtedy jeszcze za zwycięstwa dopisywano dwa, a nie jak dziś, trzy punkty). Na pierwsze mistrzostwo kraju widzewiacy musieli czekać jeszcze dwa lata. 

Jak Wam się ta bajka podobała, to dziadek opowie Wam następną. Ale przed snem napiszcie o tym, bo laptopy umiecie obsługiwać lepiej ode mnie. Do tego przecież wielu z Was, już pracuje zdalnie, a są tacy, co nie pracują wcale. A w czasach, o których opowiadam, nawet po studiach, były nakazy pracy.

Zresztą, zasłużyliście na inną bajkę, bo byliście grzeczni. Nawet kupujecie za swoje pieniążki rękawiczki, przyłbice, maski pięlegniarkom, ratownikom medycznym i lekarzom, zastępując polityków, którzy w tym czasie zajmują się wyborami. Są zajęci słuchaniem tego, co powie pan, co nie chodzi na mecze, bo nie lubi futbolu. Ale ma kota i go głaszcze, bo lubi zwierzątka.

Bogusław Kukuć