REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 138
2 rs333 134
3 przemyk79 131
4 mario74... 129
5 wirgiliusz 128
6 robert77u 128
7 wiesia 124
8 siwy071910 124
9 magi 123
10 Bogdan 122
REKLAMA
 
Zanim zapowiemy mecz ze Skrą w Łodzi
 
Poniedziałek, 4. maja 2020, godz. 13:06

Światek futbolu też jest zainfekowany walką ze skutkami pandemii. Nawet etapy dochodzenia do normalności w postaci piątkowych badań na obecność wirusa COVID-19 w większości drugoligowych klubów stresuje piłkarzy, trenerów, działaczy i kibiców. Jednocześnie rozpoczyna się odliczanie tygodni, a nawet dni, od wznowienia ligowej rywalizacji.

W normalnym rytmie rozgrywek widzewiacy koncentrowaliby się przed kluczowym meczem 31. kolejki z Gieksą przy Bukowej. Dla sympatyków RTS sobota, 9 maja, mogłaby być prawdziwym Dniem Zwycięstwa i oznaczać praktycznie powrót po pięciu latach do I ligi. A tymczasem trzeba się przygotowywać w anormalnych warunkach do czerwcowego spotkania ze Skrą Częstochowa w Łodzi.
REKLAMA


Zanim zapowiemy ten mecz warto odpowiedzieć na ciekawe pytanie. Dlaczego zdecydowany lider tabeli, brylując we wszystkich ważnych statystykach (najwięcej punktów – 47, najwięcej zwycięstw – 14, najmniej porażek – 3, najwięcej zdobytych bramek – 48, najmniej straconych goli – 19, imponująca skuteczność na wyjazdach – aż 8 wygranych) w roli gospodarza jest na odległym miejscu? W tym elemencie liderem jest Bytovia – 8 wygranych u siebie przed Łęczną, GKS i  Resovią- po 7 zwycięstw, a drużyna trenera Marcina Kaczmarka dzieli lokatę z Błękitnymi Stargard, Stalą Rzeszów, Elaną Toruń oraz Skrą – wszyscy po 6 zwycięstw przed własną publicznością.

Uważam, że jest dobry czas na przemyślenia tej kwestii, bo przecież rezultaty gospodarzy grających przed 17-tysięczną publicznością na trzecim szczeblu rozgrywek krajowych mają prawo dziwić. Znane są tezy o tym, że tak liczna widownia i magia legendarnego klubu wyraźnie koncentruje drużyny gości, dla których nawet remis jest „meczem życia”, spełnieniem marzeń, a presja wyniku bardziej paraliżuje faworytów. Nie ma co tego wątku ciągnąć.

Moim zdaniem warto drążyć inny temat. Choćby zbytniej pewności siebie ekipy RTS i nawet wtedy, kiedy mecz się dla niej „dobrze układa”. Klasycznym przykładem był ostatni występ przy al. Piłsudskiego, kiedy Widzew pozwolił Olimpii dwukrotnie na wyrównanie. Choć miał nauczkę z Elbląga, że ten zespół gra do końca nawet w dziesiątkę i ma mocniejszą psychikę od łodzian. To nie jest jakiś ewenement, bo widzewiacy u siebie dali wyrównać także Garbarni czy Gieksie. Nawet Pogoń potrafiła w Łodzi strzelić 3 gole, choć goście z Siedlec byli w szoku po ujawnieniu w ich klubie niedozwolonego dopingu. Udany początek łodzian wyraźnie dekoncentruje defensywę gospodarzy, której przytrafiają się „gafy kolejki” jak choćby w meczu z Gieksą, Resovią czy ostatnia bramka stracona w Łodzi z Olimpią.

Kolejną przyczynę tych denerwujących wpadek widzę w małym repertuarze wariantów ofensywnych Widzewa. Dośrodkowania „na Robaka” dla zmasowanej obronie gości nie stanowią zaskoczenia. Atak pozycyjny łodzian pozostawia wiele do życzenia. Prostopadłych akcji, opartych na szybkich płaskich podaniach obok wysokich, ale słoniowatych, obrońców rywali było bardzo niewiele, choć niektóre z tych prób okazały się udane. W ataku widzewiacy są groźniejsi na wyjazdach, bo przeciwnicy prowadzą tam bardziej otwartą grę i można ich skutecznie kontrować.
 
Na koniec zostawiam przyczynę, którą nazwę „obiektywną”, bo nie wynika z błędów popełnianych przez Widzew, ale z terminarza rozgrywek. Otóż w 22 kolejkach tylko łodzianie grali u siebie z pierwszą dziewiątką tabeli, czyli z najsilniejszymi zespołami. Wszystkie one mają aspiracje pierwszoligowe i wierzą choćby w baraże. Nie może dziwić, że wiele z nich podjęło walkę w Łodzi.

Natomiast pozostałe 6 spotkań w roli gospodarza Widzew rozegra z drużynami zajmującymi miejsca od dziesiątego do siedemnastego. Nie będą zdziwiony, gdy obecny lider tabeli pokona tę szóstkę rywali. Co prawda, będą to desperaci walczący o utrzymanie, ale co tu kryć: mający słabsze zespoły od pretendentów do I ligi.

Bogusław Kukuć