REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 138
2 rs333 131
3 przemyk79 129
4 mario74... 127
5 wirgiliusz 126
6 wiesia 124
7 siwy071910 123
8 robert77u 123
9 Bogdan 122
10 magi 122
REKLAMA
 
Jedenastka Legend Widzewa - Tomasz Łapiński (4)
 
Środa, 25. marca 2020, godz. 10:23

To wyjątkowa postać w historii Widzewa. Tomasz Łapiński urodził się 1 sierpnia 1969 roku w Łapach. Zaczynał w tamtejszej Pogoni. Rywalizację o pozyskanie zdolnego 18-letniego stopera wygrał Wiesław Brzozowski, który zastąpił Ludwika Sobolewskiego na stanowisku prezesa RTS. Umiejętnie wykorzystał znajomość z rodzicami Tomka.

9 sierpnia 1987 roku zadebiutował w ekstraklasie w Białymstoku w remisowym meczu (1:1), zmieniając w 73. min Jacka Stańdo. Jagiellonia, pod wodzą Janusza Wójcika, rozgrywała pierwszy historyczny mecz na tym szczeblu. Trener Widzewa Orest Lenczyk ostrożnie wprowadzał „Łapę” do zespołu, bo ten zagrał pierwszy mecz w wyjściowym składzie dopiero w dziesiątej kolejce (0:0 z Legią w Łodzi). W drugim sezonie w widzewskim klubie grał już w 22 meczach. Nie opuścił drużyny po degradacji w 1990 roku. Po rocznym pobycie na zapleczu ekstraklasy Widzew wrócił silniejszy i po 6 latach odzyskał miejsce na podium (jako beniaminek zajął już trzecie miejsce za Lechem i GKS Katowice). 
REKLAMA


Tomek stał się pierwszoplanową postacią nie tylko defensywy, ale z czasem całej drużyny. Wieloletni kapitan zespołu RTS. Małomówny, skoncentrowany na grze, potrafiący przewidywać akcje rywali. W sytuacjach awaryjnych ratował się perfekcyjnymi wślizgami. Nie tracił głowy w najtrudniejszych sytuacjach boiskowych. O takich zawodnikach mówi się, że mają inteligencję boiskową.

Stał się filarem reprezentacji olimpijskiej, która zdobyła srebrny medal w Barcelonie (grał 6 pełnych spotkań, z finałem na Camp Nou 2:3 z Hiszpanią włącznie). W latach 1992 – 1999 rozegrał 36 meczów w reprezentacji Polski seniorów, która jednak w owym czasie nie notowała wielu sukcesów.

W karierze „Łapy” szczególnie udane były lata 1996 i 1997. Wtedy Widzew pod wodzą Franciszka Smudy zdobywał mistrzostwo Polski po wygranych na finiszu w stolicy z Legią, która musiała zadowolić się drugimi lokatami. W 1997 roku Łapiński zdobył „Złote Buty” oraz został Piłkarzem Roku redakcji „Sportu”.

W latach 1992-1999 rozegrał 20 meczów o europejskie puchary, poczynając od konfrontacji z Eintrachtem Frankfurt (2:2 w Łodzi i głośne 0:9 w rewanżu). Zaliczył legendarny dwumecz z Broendby, otwierający drogę do fazy grupowej Ligi Mistrzów 1996, w której rozegrał 5 potkań. Jego ostatnim meczem pucharowym był zwycięski rewanż 2:0 ze Skonto Ryga w Łodzi 30 września 1999 roku.

17 października 1999 roku Łapiński rozegrał ostatni mecz w RTS (z Ruchem Radzionków w Łodzi 2:1). Pod względem ilości występów w ekstraklasie jest rekordzistą Widzewa – 281 meczów (4 gole).  Łącznie z meczami na zapleczu ekstraklasy w sezonie 1990/1991 – 313 spotkań (7 bramek).

W latach 2000-2003 Łapiński był zawodnikiem Legii, ale nie doszedł do pełnej sprawności po kontuzji, jakiej doznał w meczu z ŁKS w Łodzi. W 2003 rozegrał jeszcze 4 mecze w Piotrcovii (tam trenerem był wtedy Franciszek Smuda). W 2004 roku powrócił do Widzewa, ale nie zaliczył żadnego spotkania i kończył karierę piłkarską w Mazowszu Grójec w 2005 roku.  

Związki Łapińskiego z Widzewem nie ustały. Już w 2003 roku w meczu z Górnikiem Łęczna w Łodzi, przegranym 0:1, pełnił nawet obowiązki trenera RTS. W widzewskiej „epoce Cacka” był przedstawicielem zarządu do spraw kontaktów z kibicami oraz zajmował się fanklubami kibica.

Rok 2005 był przełomowy w życiu Tomka. Za namową siostry pojechał do Częstochowy na rekolekcje ignacjańskie, medytacje i rozmowy z zakonnikami. Rzucił palenie (a palił namiętnie całą karierę zawodniczą, nawet przy Franciszku Smudzie czy podczas jazdy autokarem), zgolił wąsy i włosy. Z dawnych pasji pozostał przy łowieniu ryb (uchodzi za specjalistę łowienia sandaczy), czym zaraził kolegów z Legii Jacka Zielińskiego i Rafała Siadaczkę (razem łowili na Zalewie Zegrzyńskim). 

Ryby i komputery były jedynymi tematami, na które można było wyciągnąć od „Łapy” kilka zdań, gdy grał w Widzewie. Wtedy uchodził za mruka, oddzielonego od świata dziwnym pancerzem. Słynął z tego, że unikał podróży samolotami i to może zadecydowało, że zrezygnował z propozycji transferowych klubów zagranicznych. Miał traumę po turbulencjach samolotu lecącego z kadrą Wójcika z Chile do Hiszpanii.

W XXI wieku otworzył się na świat. Ukochał fotografię uliczną. Uczęszczał na zajęcia Warszawskiej Szkoły Fotografii. Ukończył dwuletnie policealne studia Warszawskiej Szkoły Filmowej. Na koniec 2016 roku reżyserując etiudę „Sąd”. Nauczył się jeździć na snowboardzie. Zrobił motocyklowe prawo jazdy, ale preferuje motocross. Mówią o nim, że „realizuje otwartość na świat z taką premedytacją, jak kiedyś preferował odcięcie od świata”.

Miał kilka prób poetyckich. Pisał nawet niezłe felietony na strony sportowe „Dziennika Łódzkiego”, w którym wtedy pracowałem. Obecnie „Łapa” pracuje w redakcji sportowej „Polsatu”, gdzie głównie komentuje rozgrywki I ligi i analizuje taktykę oraz najciekawsze sytuacje boiskowe. 
     
W sezonie 2015/2016 był dyrektorem sportowym Sokoła-Konsport Aleksandrów. Po zatrudnieniu Franciszka Smudy, we wrześniu 2017 roku został doradcą zarządu Widzewa do spraw sportowych i także miał zajmować się skautingiem razem ze Zdzisławem Kapką. W czerwcu 2018, kiedy Widzew wszedł do II ligi,  zrezygnował z tej funkcji.

W lutym 2019 roku ukazała się książka „ Szmata”, nad którą Łapiński pracował 6 lat. Głównym bohaterem jest starzejący się obrońca Roman Dzwonecki, stworzony na podstawie własnych doświadczeń. Kreowano to jako wydarzenie, ale dla mnie najciekawsze były fragmenty książki poświęcone czasom sprzed Widzewa, gdy mieszkał w Łapach. Jeden z licznych wywiadów z pisarzem Łapińskim (dla „Polska Press”) miał tytuł „Nie znoszę piłki jako sposobu na życie” i jest w nim dużo o szczerości. To by wskazywało na bardzo specyficzne poczucie humoru „Łapy”. 

Wiele życiowych ról odgrywał Tomasz Łapiński. Najwyżej ceniłem go jako stopera, gdy przez 12 lat grał w Widzewie. O takim zawodniku na tej pozycji marzą trenerzy, a pamiętają dziennikarze i kibice. Nie mogę go oceniać jako wędkarza, bo nigdy nie łowiliśmy razem.

Bogusław Kukuć