REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 182
2 mario74... 170
3 wiesia 169
4 conrado... 162
5 Jazz_1910 162
6 przemyk79 161
7 robert77u 158
8 siwy071910 157
9 wirgiliusz 156
10 magi 152
REKLAMA
 
Futbolowe trudne dni i liczne znaki zapytania
 
Sobota, 14. marca 2020, godz. 19:22

Jak dotąd z koronowirusem przegrywamy wszyscy. Ta zaraza zmieniła rytm życia zarówno mocarstw jak i biedniejszych państw. Uderza boleśnie, czasem nawet śmiertelnie. Nie tylko w Chinach i Włoszech. Zburzyła naszą codzienność, przyzwyczajenia, plany bliższe i dalsze. Także w Polsce nie są już oczywistością takie sprawy jak praca, szkoła, zakupy, ekonomia, wypoczynek. Przyswajamy pojęcia: zagrożenia epidemiologicznego, zamkniętych granic, rodzajów kwarantanny, intubacji, respiratorów, siatki szpitali zakaźnych czy unikania zgromadzeń. Zaczyna dominować nie tyle ostrożność, co strach.
 
REKLAMA

Przy tak dramatycznych problemach można się narazić na śmieszność albo złość, pisząc o sporcie. Ale z hejtem oswoiliśmy się w normalnych czasach. Jak zatem będzie w „czasach zarazy”?  Czy ostatnim w tym roku wielkim, pięknym spektaklem był rewanżowy mecz Ligi Mistrzów byłych rywali Widzewa, czyli Liverpool – Atletico Madryt, na wypełnionym kibicami Anfield Road, zakończony wyeliminowaniem obrońców trofeum? Czy batalia o europejskie puchary zostanie dokończona? Czy rozegrane zostaną finały mistrzostw Europy, które mają się zacząć 12 czerwca w Rzymie, skoro mecze Norwegia – Serbia i Szkocja – Izrael o uzupełnienie listy finalistów nie odbędą się 26 marca, jak planowano? Czy w roku olimpijskim 2020 Igrzyska Olimpijskie w Tokio rozegrane zostaną zgodnie z programem? Te pytania dręczą nie tylko kibiców, ale także światowy biznes, bo przecież w te imprezy wpakowano masę pieniędzy. 

Początkowo sądzono, że da się „opękać problem” rozgrywaniem imprez sportowych bez udziału publiczności. W Polsce było podobnie i nawet najbardziej fanatyczni kibice przyjęli to ze zrozumieniem. Jeszcze w miniony czwartek PZPN postanowił po konsultacjach z klubami, związkami okręgowymi, że tak będą rozgrywane mecze ekstraklasy oraz I i II ligi. W piątek te mecze zostały także odwołane. Jak to Polsce bywa, już zaczyna się szukanie winnych zmian tych decyzji, co jest wyjątkowo denerwujące, biorąc pod uwagę okoliczności. Sugerowanie, że kryją się za tym jakieś niecne sprawki, interesiki, jest głupotą.

Anglicy też zawiesili rozgrywki do 3 kwietnia. Niemcy także zawiesili rozgrywki do odwołania. Są przerażeni i wskazują na możliwość bankructwa aż 10 klubów Bundesligi w przypadku braku dogrania sezonu do końca. Podobnie jest w Serie A, La Lidze i Ligue 1.

Chciałbym zwrócić uwagę na polską specyfikę. Trafnie to ujęła pani prezes Widzewa Martyna Pajączek podkreślając, że jeśli chodzi o I oraz II ligę, to PZPN przełożył tylko 23.kolejkę spotkań i zgodnie z decyzją PZPN z 12 marca, odbędzie się ona w najbliższym możliwym terminie. Czyli innymi słowy, nie można wykluczyć, że np. w niedzielę 22 marca o godz. 13.05 w Rzeszowie rozegrany zostanie mecz bez udziału publiczności Stal Rzeszów – Widzew. Byłby to wariant najbardziej optymistyczny, zwłaszcza gdyby wyznaczono zaległą 23. kolejkę na środę 1 kwietnia, czyli w Prima Aprilis.

Natomiast jest pewne, że zgodnie z decyzją PZPN z 13 marca, ekstraklasa nie rozegra do końca marca meczów mistrzowskich.

Prezes Ekstraklasy SA Marcin Animucki stwierdził: „Prawdopodobną datę rozgrywek ustalimy w zależności od aktualnej sytuacji związanej z rozprzestrzeniającym się koronawirusem [COVID-19] lub decyzji UEFA, dotyczących zmiany terminów poszczególnych rozgrywek międzynarodowych. W najbliższy wtorek odbędą się konsultacje UEFA z federacjami oraz ECA i European Leagues, które mogą mieć wpływ na tegoroczny kalendarz lub plany rozgrywek UEFA na kolejny sezon". Czyli koło środy będziemy mądrzejsi. Inna sprawa, że samym piłkarzom i sztabom szkoleniowym można współczuć.

Bogusław Kukuć