REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po meczu w Łęcznej
 
Poniedziałek, 9. marca 2020, godz. 08:35

Zdaniem wielu, główne zagrożenie utraty pozycji lidera przez Widzew tkwiło w rozgrywaniu rewanżów z głównymi konkurentami na stadionach rywali. Te obawy rozwiali łodzianie już w pierwszej tegorocznej wyjazdowej konfrontacji, zwyciężając 2:1. I to kogo? Wicelidera w Łęcznej.

Inna sprawa, że podczas tzw. niedzielnego meczu telewizyjnego „czarne scenariusze” dla sympatyków RTS miały prawo się pojawić. Przecież goście stracili tam gola już w 5. minucie, bo po kornerze z prawej główkował celnie Paweł Baranowski, choć w zapowiedzi meczowej ostrzegałem przed tym stoperem, mierzącym 190 cm wzrostu. Odrobienie strat było szybkie, a dobra faza gry widzewiaków znalazła odzwierciedlenie także w zdobyciu drugiej bramki. Oddanie inicjatywy gospodarzom po przerwie i momentami heroiczna obrona prowadzenia też miała prawo stresować kibiców legendarnego klubu. 
REKLAMA


Wymęczona wygrana zatarła złe wrażenie po meczu z Olimpią i sprawiła, że przewaga łódzkiego lidera powiększyła się do 5 pkt nad drugą w tabeli Łęczną oraz aż 6 pkt nad duetem Gieksa-Resovia. Widać, że drużyna trenera Marcina Kaczmarka ma potencjał i zestaw par najbliższej kolejki zapowiada oderwanie się Widzewa od najgroźniejszych konkurentów, którzy wznowili rozgrywki w marnym stylu.
  
Wojciech Pawłowski – 5. O ile poprzedni mecz był jednym z najsłabszych występów tego bramkarza w łódzkim klubie, o tyle spotkania w Łęcznej należało do najlepszych. A pomyśleć, że Pawłowski miał prawo się podłamać, bo w niedzielę zaczęło się koszmarnie (jeden strzał, jeden gol). Po przerwie szybko zapracował na miano zawodnika nr 1. Co najmniej pięć jego interwencji ratowało łodzian przed utratą gola, a do tego w kilku wypadkach widowiskowo tuszował błędy kolegów defensywy np. główka po wybiegu poza pole karne w 79 minucie. Kontrastowało to zwłaszcza z postawą miejscowego bramkarza Patryka Rojka.
 
Łukasz Kosakiewicz – 4. Miał pecha, bo w jego rejonie operował najlepszy w zespole gospodarzy Dawid Dzięgielewski. Ten skrajny ofensywny pomocnik korzystał z tego, że Ojamaa pozwalał zawodnikowi gospodarzy na zbyt wiele. Wybieg Łukasza z grupy oczekującej dośrodkowania z wolnego w 17. minucie oraz jego mocne, płaskie podanie wzdłuż bramki przyniosło wyrównującego gola, gdyż Bartłomiej Kalinkowski próbował rozpaczliwie interweniować. Potwierdza to spore możliwości Kosakiewicza w ataku i pozwala podwyższyć notę.
   
Hubert Wołąkiewicz – 3. Grał w Widzewie drugi mecz i po raz drugi w duecie stoperów z innym partnerem. Trudno w takiej sytuacji o automatyzm i dobrą asekurację. Ale wyglądało to lepiej niż przed tygodniem. Nie tylko dlatego, że wtedy łodzianie stracili dwa gole u siebie, a teraz tylko jedną bramkę i to w meczu wyjazdowym. 

Daniel Tanżyna – 4. Powrót do zespołu po kartkowej pauzie „Dixona” okazał się ważnym wzmocnieniem defensywy. W tej formacji musi być ktoś, kto rządzi. Daniel lubi to robić. Prawie jak Putin w Rosji. Czekam teraz na „zero z tyłu”. Ale nie w notach. A w wyniku lidera.
  
Marcel Pięczek – 3. Jest ciekawe, że jedynymi widzewiakami, którzy wygrali dwukrotnie z Górnikiem w II lidze są dwaj młodzieżowcy Pięczek i Gutowski (obaj grali całe mecze: 3:0 w Łodzi w poprzednim sezonie i teraz 2:1 w Łęcznej). Z lewej flanki, gdzie obaj operują, nadal jest za mało dobrych podań.

Henrik Ojamaa – 2. Po występach w trzech sparingach i dwóch meczach ligowych doczekał się wreszcie wygranej Widzewa. To jest niestety jedyny powód do radości Estończyka. Był słabo dysponowany i słusznie został zmieniony. 
    
Bartłomiej Poczobut – 3. Temu pomocnikowi destrukcyjnemu także udzieliła się atmosfera mobilizacji i ratowania prestiżu lidera po mało efektownym wznowieniu rozgrywek przez łodzian w meczu z Olimpią. A psucie akcji rywali i agresywność jest od dawna mocną stroną Bartka. W drugiej połowie to była wartość bezcenna, bo chęć zdobycia choćby punktu przez drugich w tabeli gospodarzy była wyjątkowa. 

Mateusz Możdżeń – 4. W ocenie postawy tego pomocnika po meczu z Olimpią napisałem: „W przypadku przydzielenia Radwańskiemu więcej zadań ofensywnych (jako współpracującego z Robakiem) rolę kreatora gry drugiej linii powinien przejąć Możdżeń.” W Łęcznej zobaczyłem właśnie taką metamorfozę. Wolne z głębi pola wykonywane przez Mateusza były groźne, a zwłaszcza prostopadłe podanie w tempo do wybiegającego Kosakiewicza przy wyrównującym golu przypomniało, że był on kiedyś mistrzem Polski. Jego zwycięski gol był trzecim trafieniem w widzewskiej karierze. Ale pierwszym zdobytym zza pola karnego. Szkoda, że czwarta żółta kartka eliminuje Mateusza z najbliższego meczu ze Skrą.
 
Konrad Gutowski – 3. Wypadł lepiej niż przed tygodniem, choć stać go na więcej. Zwłaszcza w ataku. Pozytywem była lepsza współpraca obydwu młodzieżowców po lewej stronie boiska w rozbijaniu ataków gospodarzy. 

Adam Radwański – 4. Końcówka jesieni i początek tegorocznych zmagań wyraźnie potwierdza, że największy progres w Widzewie odnotował Radwański. W zasadzie nie ma meczu, w którym nie trzeba mu dopisać punktu za jakieś spektakularne zagranie, ważne dla losów meczu. Tym razem była to wyborna asysta przy zwycięskim golu Możdżenia. Aktywność Adama w tzw. szukaniu gry ostatnio może uchodzić za wzorcowe.     

Marcin Robak – 2. Do niedzieli kapitan Widzewa rozegrał wszystkie 21 meczów tego sezonu w pełnym wymiarze czasowym. Tym razem został zmieniony w końcówce. Wypadł słabiej niż zwykle w ofensywie, a we wspieraniu defensywy przy stałych fragmentach gry notował udane i nieudane interwencje.  Do tego jego największy rywal w walce o miano króla strzelców Michał Bednarski z Polkowic zdobył już 4 bramki w dwóch tegorocznych meczach, co ma prawo Marcinowi psuć humor.

Chris Mandiangu – niesklasyfikowany. Zaliczył dziewiętnasty występ ligowy w Widzewie. Mam wrażenie, że w poprzedniej rundzie zmiany Chrisa były bardziej dynamiczne, wykorzystujące szybkość. Czasem nawet bramkostrzelne.
 
Rafał Wolszyński – niesklasyfikowany. Grał zbyt krótko. Zdołał tylko raz błysnąć aktywnością, gdy wyprowadził piłkę pod szesnastkę rywali odważnym rajdem przez połowę boiska. Ta szarża urwała prawie kilkadziesiąt sekund z oblężenia widzewskiej bramki w doliczonych czterech minutach. To było cenne, bo dało gościom moment oddechu.
  
Marcel Gąsior – niesklasyfikowany. Grał zbyt krótko. Wszedł zapewne z zadaniem „kradzieży czasu”. Operował właściwie tylko we własnym polu karnym. Raz w tym tłoku zmęczonych, zdenerwowanych mężczyzn zdołał wybić piłkę poza szesnastkę. 
 

Bogusław Kukuć