REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Był taki mecz: Gdy Anglicy szukali w Łodzi białych niedźwiedzi...
 
Wtorek, 10. grudnia 2019, godz. 18:15

Dokładnie 39 lat temu, 10 grudnia 1980 roku, na zaśnieżonym boisku i przy siarczystym mrozie, drużyna Widzewa pokonała 1:0 angielski zespół Ipswich Town w III rundzie Pucharu UEFA. Jak się później okazało, zdobywcę tego trofeum.
REKLAMA


Cała historia tego śnieżnego, i nieco zapomnianego meczu widzewiaków z Wyspiarzami zaczęła się 17 września 1980 roku w Manchesterze, gdzie w pierwszym spotkanu I rundy Pucharu UEFA łodzianie niespodziewanie zremisowali 1:1 ze słynną drużyną United. Rewanż w Łodzi zakończył się remisem 0:0 i Widzew po raz drugi wyeliminował angielski klub (wcześniej Manchester City w 1977 r.). W II rundzie drużyna spod znaku RTS trafiła na słynny Juventus Turyn i po pamiętnych meczach (3:1 w Łodzi, 1:3 i rzuty karne 4:1) wyrzuciła za pucharową burtę następnego europejskiego potentata.

W walce o ćwierćfinał Pucharu UEFA los przydzielił widzewiakom kolejnego rywala z Anglii, wspomniane Ipswich Town. Angielska prasa pisała, że znowu na Wyspy zawitają "Czerwone Diabły". Tak nazwano zespół Widzewa po tym jak dał się we znaki ekipom City i United. Przed pierwszym meczem z Ipswich w Anglii miejscowi kibice i dziennikarze w większości przyznawali, że to właśnie polski klub jest faworytem tego dwumeczu. Niektórzy nawet typowali Zbigniewa Bońka i spółkę do roli triumfatorów całych rozgrywek o trofeum UEFA.


Początek spotkania na stadionie Portman Road na to wskazywał, bo widzewiacy mieli kilka wybornych okazji do zdobycia bramek, ale ani Andrzej Możejko, ani wspomniany Boniek nie zdołali pokonać golkipera Ipswich. Zwłaszcza "Zibi" miał wyśmienitą szansę, gdy po ograniu obrońców i bramkarza rywali strzelił z ostrego kąta do pustej bramki, ale piłka do niej nie wpadła.

A potem zaczęli grać gospodarze, którzy jeszcze przed przerwą strzelili Józefowi Młynarczykowi aż 3 gole. Dwa z nich były autorstwa Johna Warka, szkockiego napastnika, który w niedalekiej przyszłości jeszcze kilka razy dał się we znaki polskim klubom w europejskich pucharach. Trzeciego strzelił jego rodak - Alan Brazil. Widzewiacy na boisku oraz polscy kibice przed telewizorami powoli poznawali nazwiska tych piłkarzy oraz potencjał drużyny Ipswich prowadzonej przez utalentowanego trenera Bobby'ego Robsona. Po 90 minutach mecz skończył się wynikiem 0:5, a w pamięci kibiców zapisały się jeszcze takie nazwiska jak Paul Mariner, Frank Thijssen, Arnold Muehren i Terry Butcher. Poniżej możemy objerzeć bramki z tego meczu.



Było wiadomo, że rewanż będzie dla Anglików formalnością, ale Wyspiarze jechali do Łodzi z nastawieniem jakby to była wyprawa na obcą planetę. Tak wspominał wyjazd do Polski trener Robson: - Jechaliśmy tam z duszą na ramieniu. W BBC mówili, że w Polsce lada dzień wybuchnie wojna domowa albo wkroczą tam wojska radzieckie. Po przyjeździe zastaliśmy ponury kraj, skuty lodem i śniegiem. Przed oczyma stanęły nam opowieści o białych niedźwiedziach - opowiadał szkoleniowiec Ipswich.

Oczywiście część tych opowieści było mocno przesadzonych, bo polarne misie po ullicach Łodzi wtedy nie biegały, ale prawdą jest, że 10 grudnia 39 lat temu panowała w Polsce już prawdziwa, mroźna zima, a boisko na stadionie ŁKS-u było białe od śniegu. I w takiej scenerii piłkarze Widzewa zagrali rewanż z rywalami z Anglii. Gospodarze od pierwszego gwizdka ruszyli do ataku, ale Wyspiarze dobrze radzili sobie na zmrożonym boisku i dali zaskoczyć się tylko raz, gdy w 56. minucie gola strzelił im Marek Pięta, specjalista od pucharowych goli Widzewa.



Wynik 1:0 dla łodzian oznaczał awans do 1/4 finału Pucharu UEFA drużyny Ipswich Town, która w kolejnych rundach wyeliminowała francuskie AS Saint-Etienne oraz niemiecki 1.FC Koeln, a w finałowym dwumeczu okazała się lepsza od holenderskiego AZ Alkmaar i sięgnęła po jedyne w swojej historii europejskie trofeum.

Jak możemy przeczytać w książce "Widzew Łódź: Zarys historii klubu i jego kibiców", zespół Ipswich Town i towarzyszący im kibice, pozostawili po sobie wrażenie sympatycznych i otwartych osób, którzy chętnie rozmawiali z kibicami Widzewa i dziennikarzami. Wtedy ekipa  "The Tractor Boys", jak mówi się o Ipswich, podobnie jak Widzew należała do najlepszych w swoim kraju. Również obecnie, podobnie do łodzian, występuje na trzecim poziomie rozgrywek (League One) z dużymi szansami na awans do wyższej ligi.

Kamil Wójkowski