lp login pkt
1 abel55 126
2 rs333 122
3 przemyk79 120
4 siwy071910 119
5 mario74... 119
6 wirgiliusz 118
7 sebalat... 116
8 RTSAdri... 116
9 robert77u 116
10 wiesia 114
 
Rzeźniczak: "Wielu kibiców Widzewa ma mi nadal za złe, że wtedy odszedłem"
 
Środa, 4. grudnia 2019, godz. 09:30; źródło: Futbolownia/YouTube

Jakub Rzeźniczak to obecnie piłkarz Wisły Płock, ale jest kojarzony przede wszystkim z grą i sukcesami osiągniętymi z Legią Warszawa, do której trafił z Widzewa. W ciekawej rozmowie dla kanału Futbolownia na YouTube piłkarz powrócił do czasów swoich początków kariery w rodzinnym mieście.

Rzeźniczak przyznał, że mógł być wychowankiem ŁKS-u, ale w tym klubie szybko z niego zrezygnowano. - W ŁKS-ie to był tygodniowy epizod. Wygonili mnie stamtąd, bo powiedzieli, że jestem za mały. Więc poszedłem z kolegą do Widzewa i już zostałem. Jak zaczynałem treningi w Widzewie, to drużyna była jeszcze wielką marką, bo to była połowa lat 90., więc pamiętam słynne 3:2 na Legii, czy Ligę Mistrzów, jak Marek Citko przelobował bramkarza Atletico Madryt. Super to wspominam - powiedział były piłkarz Widzewa.

Jakub Rzeźniczak przedstawił też kulisy swojego niespodziewanego pojawienia się w pierwszym zespole RTS. - Miałem dużo szczęścia z tym wejściem do pierwszej drużyny. W wieku 16 lat byłem wtedy na kadrze Polski u trenera Dziekanowskiego. To był rok 2003 i graliśmy na turnieju towarzyskim m.in. z Koreą i USA w grupie. I właśnie w spotkaniu z USA doznałem poważnej kontuzji po kopnięciu w twarz przez rywala, bo miałem złamany nos i podniebienie. Leżałem w szpitalu i jak wydobrzałem, to miałem jechać na obóz ze starszym rocznikiem. Ale wtedy trener Zbigniew Tąder powiedział, że nigdzie nie jadę, bo mam zagrać mecz w rezerwach, na który przyjdzie trener Andrzej Kretek prowadzący pierwszy zespół i żebym się pokazał, bo w przyszłości może to zaprocentuje.

Co ciekawe, on sam nie był zbyt chętny do tak szybkiego debiutu w dorosłej piłce. - Kłóciłem się, że to dla mnie za wcześnie, ale ostatecznie zagrałem w rezerwach. To był mój pierwszy jakikolwiek mecz w seniorach. Miałem wtedy 16 lat. Zagrałem w sobotę, a już w poniedziałek usłyszałem od mojego trenera, że trener Kretek chce mnie wziąć do pierwszej drużyny. Wszedłem więc w szoku do tej szatni pierwszego zespołu, a za cztery dni mieliśmy grać w lidze z Odrą Wodzisław. Było wtedy dużo kontuzji i cieszyłem się, bo znalazłem się w kadrze meczowej, a około pięć godzin przed meczem przyszedł do mnie trener Kretek i zapytał, czy się tak zwyczajnie "nie obsram", bo chce mnie wystawić w pierwszym składzie. I zadebiutowałem wtedy w Ekstraklasie w Widzewie w wieku 16 lat i 10 miesięcy. Ta szansa, którą dał mi trener Kretek, była dla mnie decydująca, bo wiemy jak trudne jest przejście z wieku juniora do seniora. Wielu bardzo dobrych chłopaków po prostu przepada w tym momencie.

Piłkarz opowiedział też o tym, jak wyglądał jego status w zespole Widzewa w sezonie 2003/2004. - Mój pierwszy sezon gry w Ekstraklasie był taki, że teraz wydaje mi się, że jest to niemożliwe. Występowałem jako amator, a starsi koledzy mieli premie, więc jak je otrzymywal, to zrzucali się po 50 zł i dostawałem od nich sześć stów, a po prostu żadnego kontraktu i wynagrodzenia miesięcznego nie miałem przez cały rok. Zadebiutowałem w sierpniu i do czerwca następnego roku nie dostałem ani złotówki z klubu.

Były widzewiak odniósł się też to sprawy odejścia z klubu do Legii latem 2004 roku. - Wielu kibiców Widzewa ma mi nadal za złe, że wtedy odszedłem z klubu, bo potem podawali przykłady, że zawodnicy zostawali w Łodzi, jak drużyna spadała do niższej ligi. Dostałem wtedy ofertę kontraktu na pięć lat od władz klubu, tylko że to było oferta na pięć lat za 500 zł miesięcznie. Nie wiem, czy jakakolwiek rozsądna osoba na takie coś by się zdecydowała - powiedział Jakub Rzeźniczak.

KW