REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 Papi11 59
2 cypek1910 56
3 abel55 54
4 kris64 54
5 wiesia 52
6 sebalat... 52
7 przemyk79 52
8 rs333 49
9 mario74... 49
10 rexsar 48
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po meczu w Legionowie
 
Niedziela, 8. września 2019, godz. 09:15

Niby nic się nie stało, skoro główny faworyt wyścigu o pierwszą ligę wygrał mecz z beniaminkiem drugiej ligi. A jednak zwycięstwo 2:0 Widzewa w Legionowie jest szczególne. Nie tylko ze względu na dotychczasowe niepowodzenia łodzian w spotkaniach z podwarszawskimi klubami, które przypomnieliśmy w zapowiedzi sobotniego spotkania.

Brzmi to może zbyt dumnie, ale był to mecz przełomowy. Bowiem po wejściu do II ligi w 2018 roku legendarny klub zwyciężył po raz pierwszy beniaminka na jego boisku. Również pierwszy raz od początku roku Widzew wygrał drugi mecz z rzędu (w poprzedniej kolejce pokonał lidera Stal Rzeszów 3:1). W obecnym sezonie wreszcie poza Łodzią ekipa RTS nie straciła gola. Bez straconej bramki na stadionie rywali łodzianie wyjechali ostatnio 6 kwietnia (ze Stargardu po bezbramkowym spotkaniu z Błękitnymi jeszcze za kadencji trenera Radosława Mroczkowskiego).

Teraz Marcin Kaczmarek wystawił w Legionowie identyczną wyjściową jedenastkę jak w poprzednim zwycięskim spotkaniu w Łodzi. Szkoleniowiec łodzian dokonał czterech zmian po zdobyciu prowadzenia. Określenie, że „zespół się dociera” nie jest przesadzone, choć do przerwy nerwowych momentów w ekipie gości było zbyt dużo.

Wojciech Pawłowski – 5. Wygląda na to, że jednym z kandydatów do najwyższej średniej not w tym sezonie Widzewa będzie pozyskany latem bramkarz. W debiucie oceniłem go na czwórkę, a teraz dałem maksymalną notę. Zachowanie czystego konta przy tak dużej ilości strzałów i trudnych interwencji było kluczowe w wyprawie do Legionowa. Do tego sprawdziło się powiedzenie, że „dobrym bramkarzom sprzyja szczęście”, a tak było przy uderzeniu piłki w poprzeczkę po strzale Eryka Więdłochy tuż przed przerwą. Wprawdzie Legionovia jest przedostatnim zespołem w tabeli, ale podkreślić trzeba, że dopiero w drugim meczu po powrocie do II ligi nie strzeliła gola (wcześniej z Garbarnią). Decydującą rolę w zachowaniu czystego konta strat bramkowych łodzian odegrał nowy bramkarz Widzewa. W ilości straconych goli łodzianie awansowali już na czwarte miejsce. 
REKLAMA

Łukasz Kosakiewicz – 4. Wygląda na to, że Widzew ma wreszcie solidnego, aktywnego, zaradnego, szybkiego prawego obrońcę. Do niego należy także egzekwowanie kornerów i wolnych. W sobotę musiał być skupiony bardziej na obronie, bo goście długo nie mogli przejąć inicjatywy. 

Sebastian Zieleniecki – 4. Trzeci występ w tym sezonie tego stopera był najlepszy. Choć jego błąd przy wprowadzeniu piłki do gry w 16. minucie wcale tego nie zapowiadał. Tata małego Antoniego pomysłowym prostopadłym podaniem w 70. minucie stworzył wyśmienitą okazję bramkową Wolsztyńskiemu. Obaj stoperzy gości dawali sobie radę w pojedynkach główkowych z rosłymi piłkarzami Legionovii.

Daniel Tanżyna – 4. Tym razem był rzeczywistym liderem defensywy gości. Walczył dzielnie nie tylko obronie. W 37 minucie po pierwszym kornerze łodzian, zawstydzony pasywnością ofensywnych kolegów, sam próbował zaskoczyć  bramkarza gospodarzy i był to pierwszy „celny strzał” gości. W doliczonym czasie gry w zamieszaniu w polu karnym Widzewa uratował łodzian od utraty bramki.

Marcel Pięczek – 3. Ten osiemnastolatek zachował miano jednego z trzech niezastąpionych widzewiaków w tym sezonie (obok Robaka i Tanżyny). Choć tym razem w bronionej przez Marcela strefie było wyjątkowo gorąco. 

Daniel Mąka – 3. Nie da się ukryć, że przed przerwą gospodarze dominowali zdecydowanie i łodzianie nie potrafili utrzymywać się przy piłce, zmieniać rytmu gry. A tego wymaga się głównie od ogranych rutyniarzy w drugiej linii. Czyli w Widzewie zwłaszcza od Mąki. W kartkowym incydencie z dwoma Danielami z przeszłością w Polonii Warszawa, zabawna była scena, w której wyprężony łodzianin demonstrował gotowość do walki z Chorosiem, głowę wyższym obrońcą rywali.
 
Bartłomiej Poczobut – 3. Z roli destrukcyjnego pomocnika wywiązał się należycie, a wykonanie tych zadań w meczu z gospodarzami grającymi ofensywnie i ambitnie nawet w doliczonym czasie gry nie było łatwe.
   
Mateusz Możdżeń – 3. Potwierdził, że sporo umie, ale widać, że miał dość długą przerwę w grze i jeszcze nie stać Mateusza na pełne mecze. Liczę, że wkrótce zobaczymy w jego wykonaniu choćby strzały zza pola karnego, których w Legionowie bardzo brakowało. Do przerwy operowanie podaniami przez łodzian także pozostawiało wiele do życzenia.
REKLAMA

Konrad Gutowski – 5. W uzasadnieniu „czwórki” tego młodzieżowca w meczu z liderem napisałem, że był jednym z najbardziej widocznych zawodników ciekawego meczu i żałowałem, że sędzia nie uznał jego efektownego gola w 50. minucie. W Legionowie Konrad potwierdził wzrost formy i uczcił trzeci z rzędu mecz w wyjściowej jedenastce widowiskową akcją i bramką, której psychologiczne znaczenie w tym spotkaniu było nie do przecenienia. Wydłużył listę widzewskich strzelców tego sezonu do pięciu.

Marcin Robak – 4. Znów jest współliderem strzelców. To prawda, że cztery z sześciu bramek zdobył z karnych. Ich wykonanie wiosną było utrapieniem, wstydem i przyczyną niepowodzeń Widzewa, a teraz w wykonaniu dwukrotnego króla strzelców ekstraklasy jest sympatyczną powinnością we wszystkich czterech zwycięstwach łodzian w tym sezonie. Czekamy także na gole z gry kapitana zespołu. 

Rafał Wolsztyński – 3. Tym razem nie strzelił gola. A okazję do tego miał wyśmienitą, bo prostopadłe podanie lobem Zielenieckiego w 70. minucie otworzyło mu drogę do bramki. Po rogu Kosakiewicza w 71. minucie strzelił groźnie głową pod poprzeczkę, ale interwencja bramkarza uratowała gospodarzy. Rafała ratuje asysta, jaką odnotował przy trafieniu Gutowskiego.
 
Adam Radwański – 3. Znowu dublerzy wchodzili do gry w komfortowej sytuacji, przy prowadzeniu łodzian. Dla Adama był to szczególny mecz, bo w tym sezonie pierwszy, w którym był zmiennikiem. Do tego jego pierwszy występ po odbyciu kary za czerwoną kartkę. Wywiązał się z tej roli bardzo dobrze. Wsparł kolegów w defensywie w sytuacji, gdy gospodarze ambitnie walczyli o wyrównanie. W doliczonym czasie precyzyjnym podaniem uruchomił Ameyawa. Ta akcja skończyła się karnym dla łodzian.

Przemysław Kita – niesklasyfikowany, grał zbyt krótko. Pauzował z powodu kontuzji, jakiej doznał w trzeciej kolejce w zwycięskim meczu z Błękitnymi. To pierwsze spotkanie po przyjściu do Widzewa, w którym ten napastnik nie strzelił gola. Powrót cieszy, bo stał się szybko ulubieńcem widzewskich kibiców.
    
Chris Mandiangu – niesklasyfikowany, grał zbyt krótko. To drugi mecz z rzędu, w którym zaliczył dziewięciominutowy występ.

Michael Ameyaw – niesklasyfikowany, grał zbyt krótko. Minutowy występ wystarczył, by ten młodzieżowiec zaliczył siódmy mecz w tym sezonie i punktował w klasyfikacji Pro Junior System. A przede wszystkim wypracował karnego, co można traktować jako asystę.

Bogusław Kukuć