REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 Papi11 59
2 cypek1910 56
3 abel55 54
4 kris64 54
5 wiesia 52
6 sebalat... 52
7 przemyk79 52
8 rs333 49
9 mario74... 49
10 rexsar 48
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po wygranej z liderem
 
Niedziela, 1. września 2019, godz. 10:04

Wprawdzie Widzew jest nadal poza pierwszą szóstką drugoligowej tabeli, ale kibice legendarnego klubu są w zupełnie innych nastrojach niż po przedniej kolejce. Przyczyna jest jasna. Łodzianie rozegrali najlepszy mecz w nowym sezonie, pokonali pewnie 3:1 lidera i mają nawet mniej goli straconych od tak chwalonego beniaminka z Rzeszowa.

Warto podkreślić, że widzewiacy strzelili po raz pierwszy w nowych rozgrywkach trzy gole. W tym roku ta sztuka udała się im tylko raz (4 maja w Łodzi 3:0 z Ruchem Chorzów). O ile wtedy pokonanymi byli praktycznie już zdegradowani rywale, o tyle teraz nawet wyższej porażki mógł doznać zespół gości, mający większy potencjał i pierwszoligowe aspiracje. 

Mecz był widowiskowy i przez pierwsze pół godziny nawet przeważali goście. Stal wywalczyła wtedy kilka kornerów, oddała dwa groźne strzały spoza szesnastki, a przede wszystkim objęła prowadzenie po płynnej, dokładnej, zaskakującej akcji zespołowej.
REKLAMA

Na wyrównanie czekaliśmy 11 minut. Przejęcie inicjatywy przez gospodarzy i bramka zdobyta głową przez Wolsztyńskiego było jakby podwójnym przełamaniem. Zmieniło to obraz sobotniego spotkania, ale także zakończyło serial bezradności i niemocy łodzian w trzech meczach z rzędu (z Olimpią, Łęczną i Skrą).

Zasłużone efektowne zwycięstwo odnotował zespół, w którym debiutowało aż trzech nowych piłkarzy: bramkarz Wojciech Pawłowski, pomocnik Mateusz Możdżeń oraz w końcówce młodzieżowiec Kornel Kornas. Cała trójka nowicjuszy miała wkład w sukces, dała asumpt do zwiększenia rywalizacji wśród widzewiaków, a trenera łodzian zapewne zachęciła do kadrowych eksperymentów.
 
Wojciech Pawłowski – 4. O ile spodziewano się debiutu tego 26-latka w meczu ze Skrą (po wpadce Patryka Wolańskiego w Elblągu), o tyle wystawienie Pawłowskiego po obronie karnego przez „etatowego” bramkarza łodzian w Częstochowie, było rodzajem zaskoczenia. To ryzykowne posunięcie kadrowe jednak wypaliło i może oznaczać przełom nie tylko w drodze Widzewa do I ligi, ale także w karierze Pawłowskiego. Ten widzewski debiutant uchodził za talent, ale grał w miarę regularnie w Lechii Gdańsk w …. sezonie 2011/2012 (16 spotkań, w tym bezbramkowe z Widzewem, ŁKS i GKS Bełchatów). Zaowocowało to transferem do Udinese i straconych latach pobytu w Italii, Śląsku, Bytovii, Rozwoju czy ostatnio Górnika (grywał w rezerwach klubu z Zabrza, zaliczając tylko jeden mecz w ekstraklasie z Sandecją w sezonie 2017/2018). To przypomnienie obrazuje dodatkowy pakiet ryzyka związanego z sobotnią obsadą pozycji bramkarza. A jednak ten piłkarski poker wypalił. Parady Pawłowskiego w 13, 28 i 85 minucie ocaliły gospodarzy od utraty bramek i były testem na wytrzymałość serca trenera oraz tysięcy widzów. Niby dla gości gol padł, ale w radosnym, udanym spektaklu, ze zwycięskim finałem. Nowy bramkarz łodzian miał w tym ważny udział.

Łukasz Kosakiewicz – 4. Z 30 piłkarzy, jacy zagrali w sobotę przy Al. Piłsudskiego, chyba „widzewski Kimmich” był chyba przy piłce najczęściej. Prawa strona na całej długości boiska należała właściwie do niego. Aktywność, szukanie gry, szybkość korzystnie go wyróżniały. Do tego doszła też perfekcyjna asysta sprzed linii końcowej wprost na głowę Wolsztyńskiego przy wyrównującym, kluczowym golu. Przyznaję się z dumą do tego, że jestem ojcem porównania nowego obrońcy Widzewa do zawodnika Bayernu.

Sebastian Zieleniecki – 3. To dopiero drugi występ tego stopera w tym sezonie. O niebo lepszy niż w poprzednim tygodniu. Monolitu w zupełnie nowym składzie defensywy RTS jeszcze nie ma, ale była to obrona znacznie lepsza niż ta sama formacja w zespole lidera.

Daniel Tanżyna – 4. Tym razem nie popełnił błędów takich jak w Częstochowie i prezentował się solidnie. O ile po meczu ze Skrą obniżyłem Danielowi notę choćby za karnego dla rywali, o tyle teraz mogę z czystym sumieniem podwyższyć notę także za karnego, ale dla łodzian. A to czyni różnicę. 

Marcel Pięczek – 3.  Obok Robaka i Tanżyny jest w trójce widzewiaków, którzy rozegrali 7 pełnych meczów.  To już Marcela stawia w gronie najsolidniejszych młodzieżowców w na tym szczeblu rozgrywek. Będą wyższe noty pod warunkiem wykorzystania możliwości ofensywnych. 
REKLAMA

Daniel Mąka – 3.  Przyznaję, że po wystawieniu tego piłkarza w wyjściowym składzie zastanawiałem się czy słowa „konsekwencja trenera” nie zastąpić określeniem „upór Kaczmarka”. Zwłaszcza, gdy przy wyniku 0:1 Daniel zmarnował pierwszą wyśmienitą okazję bramkową w 32 minucie. Ale przytomny gol, zapewniający łodzianom prowadzenie udowodnił, że nie należy rezygnować z tego rutyniarza. Czasem określenie „odzyskanie zaufania” jest wyświechtane, ale czasem pasuje jak ulał.
    
Bartłomiej Poczobut – 3. W pełni zrehabilitował się za słabsze dwa występy. Miał wpływ na podniesienie wartości całej drugiej linii łodzian. Wreszcie pomoc pomogła.
   
Mateusz Możdżeń – 3. Było jak u Szekspira „Być albo nie być”. Nie tylko z decyzją o kontrakcie z tylko drugoligowym Widzewem, ale także z pierwszym występem bez dłuższego przygotowania akurat w meczu z liderem. Mateusz sprostał wyzwaniu i potwierdził, że nadzieje na powrót do ekstraklasy właśnie w czerwonym stroju są uzasadnione.

Konrad Gutowski – 4. Nareszcie możemy napisać o powrocie „Gucia” w sensie dosłownym, a nie tylko symptomach poprawy formy tego utalentowanego piłkarza. Był jednym z najbardziej widocznych zawodników ciekawego meczu. Szkoda, że nie został uznany jego efektowny gol w 50. minucie. Ta dyskusyjna decyzja arbitra wywołała namiętne dyskusje i miała nawet kartkowe konsekwencje.

Marcin Robak – 4. Po widzewskich wiosennych pudłach z karnych postanowiłem, za wykorzystane jedenastki będę podwyższał noty tak, jak za bramki zdobyte z gry. Zwłaszcza, że trzy karne kapitana łodzian przesądziły o trzech zwycięstwach Widzewa w nowym sezonie. „Piątki” być nie może, bo jednak po kilku sytuacjach bramkowych Marcin mógł dopisać także gole z gry i zostać już samodzielnym liderem strzelców. Ale rozmawiałem z jednym z jego synów po meczu. I przedszkolak był dumny z ojca.
REKLAMA

Rafał Wolsztyński – 4. Trudno wyliczyć ilość „kamieni, które spadły z serca” po wyrównującym golu Rafała. Ale było ich dużo i pewnie starczyłoby na szybsze ukończenie modernizacji ulicy Rydza Śmigłego. Sam strzelec też był cały w skowronkach, bo postarał się o efektowne poszerzenie listy strzelców Widzewa w tym sezonie i sympatyczną dedykację dla nowej córeczki, która już będzie łodzianką.

Łukasz Zejdler – 2. Dublerzy wchodzili w luksusowej sytuacji, bo Widzew prowadził i już dominował zdecydowanie. Zmiennicy nie popsuli radosnego występu łodzian w siódmej kolejce.
 
Łukasz Turzyniecki – niesklasyfikowany, grał zbyt krótko.  W trzecim meczu tego sezonu pierwszy raz wchodził z ławki rezerwowych. Sprawiał wrażenie zaskoczonego, że w meczu ze Stalą trener dał mu szanse.
    
Chris Mandiangu – niesklasyfikowany, grał zbyt krótko. Kto zmarnował najlepszą sytuację w sobotnim meczu w Łodzi? Sposób, w jaki to uczynił Chris, jest zdumiewający. Na szczęście przegrany pojedynek sam na sam z 17-letnim bramkarzem gości w doliczonym czasie gry możemy rozpatrywać w kategoriach rozrywkowych. A futbol czasem taki bywa. Fakt pozostaje faktem, że zmarnowanie takich okazji dopisania do listy strzelców Widzewa daje szerokie pole interpretacji.
 
Kornel Kordas – niesklasyfikowany, grał zbyt krótko. Nowy młodzieżowiec został dwudziestym pierwszym zawodnikiem Widzewa w tym sezonie. Rozpoczyna łódzką karierę od wpisu: „Debiutowałem w zwycięskim meczu RTS z liderem”. Chyba fajnie tak zaczynać.

Bogusław Kukuć