lp login pkt
1 abel55 126
2 rs333 122
3 przemyk79 120
4 siwy071910 119
5 mario74... 119
6 wirgiliusz 118
7 sebalat... 116
8 RTSAdri... 116
9 robert77u 116
10 wiesia 114
 
Wolański: "Gdy zobaczyłem co tworzy się w Łodzi, musiałem wrócić"
 
Piątek, 16. sierpnia 2019, godz. 10:50; źródło: Widzew Łódź

Patryk Wolański ma za sobą trzy spotkania ligowe w sezonie 2019-20, w których wpuścił trzy gole i raz udało mu się zachować czyste konto. Bramkarz w programie Piłsudskiego 138 podzielił się swoimi przemyśleniami dotyczącymi wykonywanej pracy. 

28-latek w rozmowie z Arkadiuszem Stolarkiem opowiadał o zwrotach w swojej karierze i problemach z jakimi trzeba się zmierzyć wracając do Polski z zachodniej ligi. Porównano to do wizyty w szatni w Sierakowicach Lewych, gdzie Widzew rozgrywał kiedyś sparing ze Stomilem Olsztyn. Warunki były delikatnie mówiąc odmienne od tych, do których przyzwyczajeni są zawodowi piłkarze. Czy taka wizyta budzi refleksję, że należy szanować to co się osiągnęło. - Do takich przemyśleń wynika czasu, by docenić to co się ma. Gdy wchodzisz do takiej szatni, raczej myślisz, by szybko się przebrać i wrócić do siebie. Na refleksje przychodzi właściwy moment – Podobnie jak Wojtek wyjechał na zachód, myśląc że nasza kariera będzie cudowna, ale trzeba zmierzyć się z tym, że nic nie osiągnęliśmy i walczyć dalej – mówił były bramkarz FC Midtjyllan, podkreślając jednocześnie, że Dania to otwarty kraj, ale przez brak gry ciężko się odnaleźć w drużynie.

- Miałem zostać wypozyczony do Brentford FC, ale na miejscu okazało się, że na miejscu jest świeżo pozyskany bramkarz. Jednocześnie widziałem, co dzieje się w łodzi, na Widzewie i miałem już na oczach klapki, że chcę wrócić tutaj. Menadżer mi to odradzał, ale tutaj działo się wiele wydarzeń rodzinnych - tłumaczył Wolański.

W trakcie rozmowy poruszono też kwestię finału zeszłego sezonu. - Moje problemy z grą nogami są wyolbrzymiane, bo potrafię wybić na 70. metr i napastnik walczy o górną piłkę. Gdy analogicznie taka sytuacja zdarzy się w meczu Ligi Mistrzów, nikt nie rozwodzi się nad jakimś błędem. Idzie się dalej, gra trwa. - bronił się golkiper. - Byłem sfrustrowany, że kibice nas wyzywają, nie wytrzymałem i zacząłem "buzować się", wymachiwać w ich stronę. Po wszystkim przeprosiłem, rozmawialiśmy o tym z drużyną. To są takie emocje, że mało kto sobie zdaje z tego sprawę, zwłaszcza że w bramce jestem sam i niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę - opowiadał "Wolo".

 

Jakub Dyktyński