REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 LquickO... 21
2 Motylan... 20
3 Papay 19
4 magi 18
5 jari48 18
6 kris64 17
7 RTSAdri... 16
8 abel55 16
9 Jazz_1910 16
10 rs333 16
REKLAMA
 
Jan Jeżewski czeka na derby Łodzi w ekstraklasie
 
Środa, 14. sierpnia 2019, godz. 19:28

Najstarsi kibice Widzewa pamiętają zapewne Jana Jeżewskiego (na zdjęciu po środku), jednego ze współtwórców pierwszego Wielkiego Widzewa. Ten zawodnik grał w trzech łódzkich klubach: rozpoczynał karierę w Starcie (1962-1972), ale pod odbyciu służby wojskowej w Zawiszy Bydgoszcz i debiucie w ekstraklasie w Legii, także występował w ŁKS (1975-1978) oraz w Widzewie (1978-1982).

Jego kariera piłkarska stanowi gratkę dla statystyków, bo rzadko komu udaje się grać 4 sezony z rzędu w jednym klubie i sięgnąć z nim po dwa wicemistrzostwa i dwa tytuły mistrza Polski.
REKLAMA


- Czas twoich występów w RTS był wyjątkowy w dziejach legendarnego klubu. Co decydowało o tych sukcesach?
Jan Jeżewski: - Ludzie. Rządził prezes Ludwik Sobolewski, którego podziwiałem już w Starcie i który po przejściu do Widzewa grał na tym piłkarskim fortepianie jak wirtuoz. Trafiał z wyborem trenerów, piłkarzy, potrafił wybrnąć z największych opresji organizacyjnych i wielkim stylu rozwiązywał problemy. Zbudował drużynę, która realizowała jego ambitne plany. Nie poprzestał przecież na tytułach mistrza Polski. To nas uskrzydlało, każdy dawał, jak mógł najwięcej. Oczywiście role były podzielone. Mieliśmy gwiazdy, ale doceniani byli ludzie od czarnej roboty.

- Teraz są fajne stadiony, budżety wielu klubów wielomilionowe, medialnie to świat futbolu jest pięknie opakowany. Tymczasem polskie drużyny już w lipcu są ośmieszane właściwie na starcie rywalizacji przez Białorusinów, Łotyszy, Słowaków.... Ty grałeś nie tylko 91 ligowych meczów w Widzewie, ale także 7 w europejskich pucharach, choćby w pierwszym zwycięskim z St. Etienne czy w rewanżu w Turynie, gdzie łodzianie wyeliminowali karnymi Juventus.
- Mnie też to denerwuje, że mówi się o postępie, a rzeczywistość jest skrajnie inna. Od klubowej Europy odstajemy coraz bardziej. Warto też zwrócić uwagę, że sukcesy Widzewa w europejskich pucharach przełomu laty siedemdziesiątych i osiemdziesiątych realizowała drużyna bez obcokrajowców. Do tego złożona w połowie z łodzian, albo zawodników z regionu i trafnie uzupełniona transferami najzdolniejszych, często z drugoligowych klubów. Jak wspomniałeś o St. Etienne, to przypomnę, że gole wtedy strzelili pozyskany ze Startu Ryszard Kowenicki i Zbyszek Boniek, który przeszedł z drugoligowego Zawiszy. Dziś hasło „kochajmy małe kluby” jest zapomniane, własne szkolenie zaniedbane. Prezesi i trenerzy wybierają drogę na skróty i zatrudniają przeciętnych, wygranych już piłkarzy zagranicznych.

- Wywołałeś temat łódzkiego futbolu i drugiej ligi. Czy jest aż tak czarno?
- Obraz jest w tonacji ciemnej, ale coś się ruszyło i można dodać trochę jasnych kolorów. Choćby fenomenalna frekwencja na nowym stadionie przy Al. Piłsudskiego i zainteresowanie kibiców. Pracuję jeszcze na Orliku przy Krochmalnej, na którym grają także kibice RTS i wiem jak stresują się losami tego klubu. Komentowano zwłaszcza roztrwonienie wiosną olbrzymiej przewagi punktowej. Niewątpliwie zwolnienie Mroczkowskiego na kilka kolejek przed końcem było błędem. Nie wyobrażam sobie, żeby gruntowna wymiana ekipy rządzącej Widzewem nie doprowadziła do powrotu klubu do ekstraklasy już w 2021 roku. Wzmacnia morale widzewiaków choćby powrót Marcina Robaka. Przecież dopiero derby Łodzi na tym szczeblu stanowią dumę łodzian. Ja sam się za tym wydarzeniem stęskniłem. Toteż trzymam kciuki za wyniki obu drużyn, bo jak widać utrzymanie się ŁKS może wcale nie być formalnością. Są chwaleni, ale z wygrywaniem są problemy.

Bogusław Kukuć