lp login pkt
1 abel55 126
2 rs333 122
3 przemyk79 120
4 siwy071910 119
5 mario74... 119
6 wirgiliusz 118
7 sebalat... 116
8 RTSAdri... 116
9 robert77u 116
10 wiesia 114
 
Bytovia Bytów - Widzew Łódź 2:1 (2:1)
 
Sobota, 3. sierpnia 2019, godz. 19:50

Druga kolejka II ligi sezonu 2019/2020 i Widzew po raz drugi gości na Pomorzu. Tym razem podopieczni trenera Marcina Kaczmarka grają z Bytovią Bytów.

W porównaniu do inagurującego sezon spotkania z Gryfem w Wejherowie, trener Kaczmarek dokonał jednej zmiany w wyjściowym składzie. Miejsce Rafała Wolsztyńskiego zajął Przemysław Kita.

Mecz rozpoczął od inicjatywy drużyny Widzewa, która już w pierwszych minutach przeprowadziła ładną akcję z wymianą siedmiu podań z pierwszej piłki, która zakończyła się rzutem rożnym dla łodzian. Korner nie przyniósł gola, ale widzewiacy nadal atakowali i gospodarze już w 5 minucie "zarobili" pierwszą żółtą kartkę. Ujrzał ją Przemysław Lech po faulu na Marcinie Robaku.

Sześć minut później zrobiło się groźnie pod bramką Patryka Wolańskiego, gdy główkował Karol Czubak. Na szczęście obok bramki. Po kilku kolejnych minutach Łukasz Turzyniecki musiał wybijać piłkę po tym jak Norbert Hołtyn ograł Sebastiana Rudola.

W 21 minucie pokazał się "joker" z 1. kolejki, czyli Kita. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przejął piłkę stojąc tyłem do bramki Bytovii i próbował oddać strzał, który jednak minął bramkę Bartosza Rynglewskiego.

W odpowiedzi swoją okazję mieli gospodarze, którzy wywalczyli rzut rożny. Niekryty Kacper Kawula próbował uderzać na bramkę Wolańskiego, piłkę przejął Hołtyn, ale graczom Bytovii nie udało się zdobyć bramki. Ta sytuacją jednak po raz kolejny pokazała, że dzisiaj w defensywie Widzew gra nerwowo.

W 28 minucie doszło do groźnego starcia Kawuli z Kitą przed polem karnym Bytovii. Obaj piłkarze długo leżeli na boisku, a sędzia uznał, że faulował gracz gospodarzy, który ujrzał żółtą kartkę. Z rzutu wolnego strzelał Robak, ale trafił w mur gospodarzy.

Widać, że od początku meczu gospodarze grają agresywnie, stąd między innymi te dwie żółte kartki pokazane piłkarzom Bytovii jeszcze przed upływem pół godziny gry. Może dlatego rywale widzewiaków nieco się cofnęli, czyhając na okazję do kontrataku.

Na sześć minut przed końcem pierwszej połowy serca kibiców Widzewa zabiły mocniej, po tym jak Robak dobrze się zastawił i ładnie dograł piłkę na lewą strone do Daniela Mąki. Ten miał dobrą okazję do strzelenia gola, ale bramkarz Bytovii nie miał kłopotów z wyłapaniem lekkiego strzału widzewiaka.

W 44 minucie o wiele groźniej zrobiło się pod bramką Wolańskiego, gdy po akcji prawą stroną Deleu dośrodkował w pole karne Widzewa, na krótki słupek, a tam Daniel Feruga mógł strzelić gola, ale golkiper łodzian jeszcze wyszedł obronną ręką z tej sytuacji.

Jeszcze, bo w drugiej minucie doliczonego czasu gry, po wydawało się łatwym do opanowania dośrodkowaniu Lecha doszło do nieporozumienia w obronie Widzewa, Turzyniecki nie trafił w piłkę, z czego skorzystał Czubak i z bliska trafił do bramki Wolańskiego. To była dosłownie bramka do szatni, bo sędzia już nie wznowił gry i zagwizdał na przerwę. Było to też pierwszy celny strzał Bytovii w tym spotkaniu.

W przerwie musiało być gorąco w szatni Widzewa, bo podopieczni trenera Kaczmarka o wiele wcześniej wyszli na boisko, gdzie oczekiwali na sędziów i rywali. W drużynie gości nie doszło też do żadnej zmiany, podobnie jak w zespole Bytovii.

Od początku drugiej połowy widzewiacy próbowali zdominować rywali, co przyniosło wyśmienity efekt w 52 minucie. Robak po otrzymaniu piłki  podprowadził akcję pod pole karne Bytovii i ładnie dograł do Kity, a ten nie zmarnował okazji i pewnie strzelił na 1:1.

Niedługo później mogło być już 2:1 dla Widzewa, gdy po ładnej akcji Bartłomieja Poczobuta Mąka podał w pole karne, a tam Kita minimalnie minął się z piłką. Chwilę później gospodarze popełnili błąd przed własnym polem karnym, gdzie Krzysztof Bąk zagrał piłkę ręką. Doszło do nerwowej dyskusji piłkarzy z sędzią Szymonem Lizakiem, co skończyło się kolejną żółtą kartką dla zawodnika Bytovii i rzutem wolnym dla Widzewa. Do piłki podszedł Robak i... minimalnie się pomylił.

W kolejnych minutach drugiej połowy tempo gry widzewiaków trochę osłabło i dlatego po upływie godziny gry Marcin Kaczmarek zdecydował się na pierwszą zmianę. Trochę zmęczonego Mąkę zastąpił Christopher Mandiangu. Jego wejście znowu ożywiło grę Widzewa. Najpierw Kita wywalczył rzut wolny i... czwartą żółtą kartkę dla gracza Bytovii, a potem sam Mandiangu był faulowany. Jednak te stałe fragmenty gry nie przyniosły zmiany wyniku na korzyść gości.

Niestety w 70 minucie rezultat zmienił się dla gospodarzy, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego znowu fatalnie interweniował Turzyniecki, co skrzętnie wykorzystał Norbert Hołtyn strzelając gola na 2:1. To był fatalny występ prawego obrońcy Widzewa, którego kilka minut później zmienił debiutujący w barwach RTS Łukasz Kosakiewicz.

Minuty upływały, ale widzewiacy nie potrafili ponownie doprowadzić do wyrównania. Na dziewięć minut przed końcem meczu trener Kaczmarek wykorzystał limit zmian, wpuszczając na boisko Konrada Gutowskiego za Michaela Ameyawa. Cierpliwość zaczęli też tracić kibice Widzewa, których ponad 200 dotarło na stadion w Bytovii. Fani RTS-u zaczęli krzyczeć "Widzew grać k...a mać", czyli hasło, o którym chcielibyśmy zapomnieć w tym sezonie.

W ostatnich minutach widzewiacy próbowali doprowadzić do wyrównania, ale nie wykorzystali kilku okazji. Zwłaszcza tych z 86 i 90 minuty, gdy najpierw Kosakiewicz nie trafił w piłkę po zagraniu Mandiangu, a potem strzał Robaka przeszedł obok bramki.

Jeszcze lepszą okazję po dośrodkowaniu w pole karne miał w doliczonym czasie gry Daniel Tanżyna, który uderzył z pierwszej piłki na piątym metrze, ale bramkarz Bytovii obronił ten strzał w niewiarygodny sposób. To powinno zakończyć się golem na 2:2!

Tak się nie stało i Widzew już w drugim meczu w sezonie 2019/2020 zanotował pierwszą porażkę w II lidze. Były momenty dobrej gry łodzian, ale tylko momenty, i głównie w pierwszej połowie.

Przegrała cała drużyna, ale to ponownie nie było dobre spotkanie w wykonaniu Adama Radwańskiego i kilku innych piłkarzy Widzewa. A już Łukasz Turzyniecki zaliczył swój najbardziej koszmarny występ w barwach łódzkiego klubu.

Widać, że obecnie drużyna jest nadal "w budowie", a kolejne wzmocnienia są konieczne. Konieczne jest też poprawienie koncentracji i uważnej gry w defensywie, bo strata trzech goli w dwóch pierwszych kolejkach przez drużynę stawianą w roli faworyta do wygrania II ligi, nie wystawia Widzewowi dobrej oceny.

Teraz drużynę trenera Kaczmarka zweryfikują piłkarze Błękitnych Stargard, którzy zdobyli komplet punktów w dwóch pierwszych kolejkach. Zweryfikuje ich również po raz pierwszy gra na własnym stadionie w obecności kilkunastu tysięcy kibiców Widzewa.

Bytovia Bytów - Widzewa Łódź 2:1 (2:1)

1:0 Karol Czubak (45+2)
1:1 Przemysław Kita (52)
2:1 Norbert Hołtyn (70)

Bytovia: Rynglewski – Deleu, Bąk, Kawula, Liberacki – Wasiak (53, Bielawski), Feruga, Lech, Kwiatkowski (81, Wolski) – Czubak (82, Giel), Hołtyn (90, Janik).

Widzew: Wolański – Turzyniecki (74, Kosakiewicz), Rudol, Tanżyna, Pięczek – Mąka (62, Mandiangu), Poczobut, Radwański, Ameyaw (81, Gutowski) – Kita (70, Wolsztyński), Robak.

Żółte kartki: Lech, Kawula, Liberacki, Bąk, Czubak (Bytovia), Tanżyna (Widzew).

Sędzia: Szymon Lizak (Poznań).

Widzów: 1000.

Kamil Wójkowski