REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
W trosce o przedłużenie kontraktu Smółki
 
Sobota, 8. czerwca 2019, godz. 08:00

Zbigniew Smółka jest 46. trenerem, którego dokonania szkoleniowe w Widzewie będę opisywał. Tę długą listę otwiera Leszek Jezierski, który w latach 1969-1976 dzielnicowy klubik klasy okręgowej zmienił w rozwojowego beniaminka ekstraklasy, groźnego dla wszystkich. Dla niektórych trenerów był to tylko krótki incydent zawodowy, ale aż dziesięciu z tej listy pracowało w RTS dwukrotnie, a nawet więcej razy. Najwięksi z nich tworzyli historię polskiego futbolu. Tak czy inaczej, mam przebogaty materiał porównawczy widzewskich szkoleniowców.

Widzewscy trenerzy pracowali w różnych warunkach. Czasem cudem zdobywali mistrzostwo, grali w Lidze Mistrzów czy odprawiali z kwitkiem takie potęgi, jak choćby obecnego triumfatora Ligi Mistrzów FC Liverpool. Ale bywały takie zakręty widzewskiej historii, że uniknięcie spadku, czy wywalczenie awansu do wyższej klasy, wymagało nie lada wirtuozerii szkoleniowej.
REKLAMA

Do której grupy trafi Smółka? Przede wszystkim ma szanse znaleźć się w gronie tych, którzy wywalczyli powrót Widzewa do ekstraklasy. Prócz wspomnianego „Napoleona” Jezierskiego w 1975 roku tej sztuki dokonali tylko: Paweł Kowalski w 1991 roku, Stefan Majewski w 2006 roku oraz Paweł Janas w 2010 roku. Trzeba podkreślić, że dla samego Smółki to jest poważne wyzwanie. Przecież nigdy takiego awansu nie sfinalizował. Choć zna już smak trenerskiego chleba w ekstraklasie. Przecież jeszcze w tym roku prowadził na tym szczeblu Arkę. 

Z jednej strony Smółka ma trudniej niż wymieniony kwartet znanych poprzedników. Choćby dlatego, że od ostatnich występów Widzewa w gronie najlepszych mijają właśnie aż 4 lata i tylko bramkarz Patryk Wolański jest symbolem ciągłości z tamtą drużyną ekstraklasy. Większość zespołu ma za sobą trzecioligową przeszłość. Z drugiej strony nowy trener łodzian ma łatwiej, bo jego poprzednicy tylko mogli marzyć o takim stadionie wypełnionym kilkunastotysięczną widownią czy tak wyraźnej przewadze łodzian nad budżetami konkurentów.
 
Przede wszystkim życzę Smółce przedłużenia rocznego kontraktu z Widzewem, bo to będzie praktycznie znaczyło, że w czerwcu 2020 roku widzewiacy będą już pierwszoligowcami. Nie będzie to wcale formalność. Również dlatego, że żaden z pięciu poprzedników nowego szkoleniowca nie pracował w łódzkim klubie dłużej niż rok (Tomasz Muchiński, Przemysław Cecherz, Franciszek Smuda, Radosław Mroczkowski, Jacek Paszulewicz). Jak widać, to wyjątkowo „gorący stołek”.
REKLAMA

Podczas pierwszej widzewskiej konferencji medialnej nowemu trenerowi przypomniałem, że pracę w Arce rozpoczął od 3 meczów, w których jego drużyna nie zdobyła bramki. Nie robiłem tego złośliwie, ale chciałem podkreślić, że podobny start w Widzewie byłby początkiem końca. Smółka zapewnił, że chce się odciąć od nerwowej przeszłości zarówno swojej jak i łódzkiego klubu i jest świadomy wyzwań w tym sezonie.

Użył trochę niefortunnego określenia „Będziemy punktować”. Zwracam uwagę, że początkowo punktował także Paszulewicz (8 punktów w 6 meczach) i później był smutny finał. Teraz trzeba stworzyć ofensywnie grającą drużynę. Przecież nawet ciułanie po 8 punktów w 5 meczach z rzędu (wygrana, remis, porażka, wygrana, remis) nie zapewni bezpośredniego awansu, a zapewne nawet prawa do barażu, czyli lokaty 3-6. Ten aspekt trzeba brać pod uwagę ustalając nowe reguły wynagradzania piłkarzy. Bez tego czeka Widzew kolejne rozczarowanie.

Bogusław Kukuć