REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 sebalat... 79
2 abel55 79
3 cypek1910 77
4 mario74... 77
5 wiesia 76
6 Bogdan 72
7 przemyk79 71
8 rexsar 71
9 Motylan... 71
10 robert77u 70
REKLAMA
 
50 lat wzlotów i upadków Widzewa
 
Poniedziałek, 3. czerwca 2019, godz. 08:00

Jesienią tego roku minie 50 lat od czasu, gdy w Widzewie rozpoczęła się nowa era. Po zdobyciu doświadczenia organizacyjnego w Starcie, pieczę nad sekcją piłkarską przejął duet Ludwik Sobolewski – Stefan Wroński, a trenerem został  wtedy Leszek Jezierski. To półwiecze zaowocowało narodzinami legendarnego klubu, który w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych był symbolem siły i postępu polskiego futbolu.

Fenomen RTS polegał nie tylko na potwierdzaniu dominacji w kraju, wspieraniu kadrowym reprezentacji czy rozgłosie w rywalizacji o europejskie puchary. Podziw budził także sposób, w jaki Widzew potrafił wydobywać się kryzysów i przezwyciężać słabości. A miewał tych niebezpiecznych zakrętów sporo.
REKLAMA

Nawet początki powrotu do ekstraklasy były trudne. Po sezonie 1969/1970 w okręgówce, widzewiacy grali dwa lata w klasie międzywojewódzkiej. Od 1972 roku występowali też dwa lata w ówczesnej II lidze. Wrócili po 27 latach do ekstraklasy w 1975 roku, wyprzedzając Lechię Gdańsk.

Po 15 latach w gronie najlepszych (po zdobyciu mistrzostwa 1981, 1982, Pucharu Polski 1985 i występie w półfinale Pucharu Europy 1983) Widzew został zdegradowany. Powrócił już po roku (druga lokata za Stalą Stalowa Wola) i w 1992 roku był już na podium (za Lechem i GKS Katowice) oraz grał znów w Pucharze UEFA. Kolejne tytuły 1996 i 1997 oraz Ligę Mistrzów 1996 wpisano do annałów polskiego futbolu, ale nie uchroniły łodzian przed błędami zarządzających.

Drugi spadek w 2004 roku był bardziej bolesny i groził likwidacją klubu. Po trzech porażkach na powitanie ówczesnej II ligi, łodzianie nie przegrali 15 spotkań z rzędu i byli bliscy powrotu, lecz przegrali baraż z Odrą Wodzisław, którą trenował Franciszek Smuda (1:3 i 1:0). W następnym sezonie Widzew był już pierwszy – 62 pkt przed ŁKS – 58, Jagiellonią i Śląskiem po 56 pkt (obecny mistrz Piast Gliwice był dopiero ósmy).
REKLAMA

W czasach właścicielskich rządów Sylwestra Cacka po kompletnie frajerskiej degradacji na własne życzenie w 2008 roku, widzewski klub wygrał rywalizację na zapleczu ekstraklasy – 71 pkt przed Zagłębiem Lubin – 69 pkt, ale zamiast łodzian awansowała trzecia Korona – 61 pkt (klub z Piłsudskiego został ukarany najsurowiej ze wszystkich „umoczonych” w aferze sędziowskiej). W sezonie 2008/2009 Widzew już zdeklasował innych pretendentów zdobywając 71 pkt (2. Górnik Zabrze – 61, 3. Sandecja – 59, 4. ŁKS – 55, 5. Pogoń – 51 pkt).

Tym razem czteroletnia rywalizacja w gronie najlepszych była stresująca i trudna. W 2014 roku zakończyła się spadkiem do I ligi wraz z Zagłębiem Lubin, które szybko się podniosło i wróciło do czołówki. Natomiast Widzew utonął w otchłani błędów sportowych, organizacyjnych, kuriozalnych pomysłów właściciela (grano na sztucznej murawie w Byczynie bez możliwości sprzedaży biletów), zagrożeń związanych z sądowym postępowaniem ugodowym i brakiem stadionu. Degradacja była tego smutną konsekwencją. Klub nie przystąpił do rozgrywek II ligi.

Latem 2015 roku spontaniczna, wręcz szalona, reaktywacja okazała się sukcesem. Klub startował od zera, grając na boisku SMS w Łodzi w czwartej lidze. Wówczas na finiszu zapewnił sobie mistrzostwo (przed KS Paradyż). Mecze trzecioligowe rozgrywał dopiero wiosną 2017 roku na nowym stadionie przy Al. Piłsudskiego przy szokująco wysokiej frekwencji kibiców i skończył te rozgrywki na trzecim miejscu.
REKLAMA

Krajowe rekordy sprzedaży karnetów (od 15 310 w marcu 2017 do 16 339 w marcu 2019 roku) pomogły wznieść klub na inny poziom finansowy. Ale z progresem sportowym były już kłopoty. Drugi sezon w III lidze zakończył się wprawdzie awansem na krajowy szczebel rozgrywek, lecz zespół prowadziło trzech trenerów, a druga w tabeli Lechia Tomaszów miała też 74 punkty.

W pierwszej rundzie rywalizacji drugoligowej Widzew był w gronie głównych kandydatów do końcowego podium. Jednak roztrwonił przewagę na finiszu i skończył z piątą lokatą jako wielki przegrany. Miały wpływ na to perypetie w sztabie szkoleniowym oraz zawirowania i błędy na klubowych szczeblach decyzyjnych.

Po co przypominać te mało chwalebne okresy dziejów Widzewa? – ktoś zapyta. Zatem odpowiadam. Chcę podkreślić, że w minionym półwieczu na żadnym szczeblu rozgrywek (poza ekstraklasą oczywiście) Widzew nie grał dłużej niż dwa sezony. Nawet w XXI wieku, gdy powodów do pochwał nie było wiele, wygrywał aż 5 razy rywalizację w rozgrywkach, w których uczestniczył.

Najwyższa pora, by w najbliższym sezonie nie złamać tej reguły i powrócić na ścieżkę zwycięstw. Niech to stanowi busolę dla właścicielsko-zarządzającego grona, które „wykrwawia się” na oczach zaskoczonych, ale zatroskanych o dalsze losy legendarnego klubu.

Bogusław Kukuć