REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 Papi11 63
2 cypek1910 60
3 abel55 59
4 kris64 57
5 mario74... 57
6 kosa76 56
7 sebalat... 56
8 wiesia 56
9 rs333 56
10 rexsar 55
REKLAMA
 
Pilne. Dobrego trenera zatrudnię od zaraz
 
Piątek, 17. maja 2019, godz. 07:45

Znów decydenci Widzewa ustawili mnie w długiej, wielotysięcznej, kolejce czekających na nowego trenera w tym legendarnym klubie. Nie trzymam nad głową transparentu z nazwiskiem szkoleniowca, którego chciałbym widzieć jako wprowadzającego RTS na zaplecze ekstraklasy (choć mam swoich faworytów).

Po raz drugi wiele do powiedzenia przy nominacji będzie miał Łukasz Masłowski. Wcześniejszy wybór dokonany przez tego byłego piłkarza Widzewa, a teraz dyrektora sportowego, nie był najlepszy.
REKLAMA


Jednak sugestie, że „Masło” nie potrafi znaleźć dobrego trenera są sporą przesadą. Wskazywanie na Dariusza Dźwigałę i Kibu Vicunę w Wiśle Płock oraz Jacka Paszulewicza w Widzewie, a pomijanie np. Jerzego Brzęczka, który w pracy z Nafciarzami dał się poznać z najlepszej strony, nie jest fair. Przecież Zbigniew Boniek zdecydował się powierzyć mu kadrę Polski, którą ma wprowadzić na kolejne finały ME. Chciałbym, żeby dla nowego trenera łodzian (już po kolejnych awansach i wysokim miejscu Widzewa w ekstraklasie) następną pracą był etat selekcjonera reprezentacji.
 
Zastanawiam się jakie powinno być główne kryterium wyróżniające dobrego trenera. Chyba nie sukcesy sprzed lat, czy rozpoznawalność, co potwierdzają choćby niezbyt udane powroty Franciszka Smudy do Łodzi, Łęcznej czy Krakowa.

Nie powinno się przeceniać średniej zdobyczy punktowej w meczu ligowym. Wystarczy przytoczyć szkoleniowców, których zatrudniał Widzew po reaktywacji od końca lipca 2015 roku.

Jeśli uwzględnimy także Vladimira Bednara, który prowadził wtedy czwartoligowców RTS (w Nieborowie w wygranym 3:1 meczu z Orłem) to lista przedstawia się następująco: 1. Vladimir Bednar - 3,00 (3 pkt, 1 mecz), 2. Marcin Płuska - 2,32 (95 pkt, 41 meczów), 3. Franciszek Smuda – 2,22 (71 pkt, 32 mecze), 4. Przemysław Cecherz – 2,06 (37 pkt, 18 meczów), 5. Witold Obarek – 1,88 (15 pkt, 8 meczów), 6. Radosław Mroczkowski – 1,85 (50 pkt, 27 meczów), 7. Jacek Paszulewicz – 1,00 (8 pkt, 8 meczów), 8.Tomasz Muchiński – 0,80 (4 pkt, 5 meczów).

Te wskaźniki nie są wiele warte, skoro w kończącym się sezonie w ekstraklasie furorę robi Piast, który stoi przed epokową szansą zdobycia mistrzostwa i zdetronizowania broniącej tytułu Legii. Trenerem klubu z Gliwic jest Waldemar Fornalik, były selekcjoner reprezentacji, a wcześniej m.in. szkoleniowiec pierwszoligowego wtedy Widzewa. W obecnym sezonie ma średnią niespełna 1,92 pkt w meczu (69 pkt w 36 spotkaniach). Z taką przeciętną byłby w widzewskiej klasyfikacji sąsiadem Obarka i Mroczkowskiego i by go „odstrzelono”, bo nie gwarantowałby awansu.

Widzewską specyfiką staje się fakt, że pracę od początku sezonu od czasu reaktywacji zaczynał tylko Obarek, choć startował od prawdziwego zera (bez drużyny, bez stadionu, bez pieniędzy, nawet bez uprawnień do prowadzenia zespołu).  Pozostali byli zmieniali w trakcie rozgrywek. Niektórzy tak dziwacznie jak Smuda, który rozpoczynał piątą przygodę w Widzewie od drugiej kolejki sezonu 2017/2018, a pracował do przedostatniej kolejki ostatniego sezonu w III lidze.

Od dawna stoję na stanowisku, że zmiany szkoleniowców w środku rundy są fatalnym rozwiązaniem. Głównie ze względu na rozmycie odpowiedzialności za niepowodzenia. Nie tylko zwalnianego trenera i jego następcy, ale tych którzy o tych roszadach decydują. Przykład tego mieliśmy tej wiosny w Widzewie.

Teraz nowy trener zacznie od letnich przygotowań. To plus. Trochę się tylko boję, że dobiera się zespół bez jego udziału. Szkoleniowiec powinien mieć wpływ na skład piłkarzy, z którymi będzie pracował (wybór dotychczasowych zawodników i nowych, którym będzie ufał i uważa za potrzebnych). Byłoby warto, by „biały dym” nad Łodzianką (gdzie teraz urzęduje Widzew) pojawił się wcześniej.

Nie przeczę, że widzewskim trenerom zawieszam poprzeczkę wysoko. Nawet jeśli chodzi o tak pozornie mało istotny element ich pracy jak pomeczowe konferencje. Być może dlatego, że miałem to szczęście uczestniczyć w dyskusjach z Leszkiem Jezierskim, Władysławem Żmudą, Orestem Lenczykiem, Wojciechem Łazarkiem, Władysławem Stachurskim, Michałem Probierzem czy Czesławem Michniewiczem. To co serwują czasem ich następcy przypomina pijarowski bełkot, paplaninkę na okrągło.

Jeśli taki sam był poziom informowania piłkarzy o rywalu, konkretnych wymogach indywidualnych w nadchodzącym meczu, opracowania taktyki, a później rozliczania z zadań, to nie dziwię się, że Widzew skończył jako piąty na trzecim szczeblu rozgrywek.

Obecnie liczy się bardzo osobowość trenera w kontaktach z piłkarzami, mediami, kibicami. Ważne są jego relacje nie tylko ze sztabem szkoleniowym, skautingiem, ale sternikami klubu, głównie z dyrektorem sportowym. Późniejsza współpraca transferowa przy wzmacnianiu drużyny musi być ich zgodnym konsensusem, a nie dominacją któregoś z nich czy finalizowaniem interesów "na boku".

Na koniec zwracam uwagę, że od czasu widzewskiej reaktywacji minęło 46 miesięcy. Nawet jeśli podzielimy to przez siedmiu, a nie ośmiu trenerów (myślę o przypadku Bednara), to wychodzi, że praca każdego z nich ledwo przekraczała pół roku.

Przed laty Leszek Jezierski budował fundamenty pod Wielki Widzew przez 7 lat (1969-1976). Inna sprawa, że czuwał nad tą solidną, mocną budową Ludwik Sobolewski. Legendarny prezes też znał się na budownictwie. Nie tylko dlatego, że był prezesem firmy budowlanej „Kombud”.

Bogusław Kukuć