REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 219
2 kosa76 215
3 magi 207
4 cypek1910 203
5 abel55 202
6 robert77u 194
7 czackikom 193
8 EGON72 192
9 sebalat... 191
10 conrado... 188
REKLAMA
 
Możejko: "Trzeba zacząć od nowego trenera, ale bez kolesiostwa i sprowadzania swoich piłkarzy"
 
Czwartek, 16. maja 2019, godz. 17:47

Andrzej Możejko (na zdjęciu pierwszy z lewej obok Tadeusza Gapińskiego) to jeden ze słynnych piłkarzy legendarnej drużyny Widzewa z lat 70. i 80. ubiegłego wieku. Ostatnio z panem Andrzejem rozmawialiśmy po meczu z ROW Rybnik, czyli na początku rundy wiosennej. Jak teraz patrzy na to wszystko, co się wydarzyło w dalszej części sezonu? Między innymi o tym rozmawialiśmy w wywiadzie z byłym piłkarzem Widzewa.

- Końcowy wynik Widzewa w tym sezonie to dla Pana szok, czy jednak w którymś momemcie rundy wiosennej już to do Pana dotarło, że to może skończyć się aż tak źle?
Andrzej Możejko: - Tak jak mówiłem w marcu, ja już od początku rundy wiosennej byłem sceptycznie nastawiony do tego, jak grał zespół i poszczególni zawodnicy. Po prostu zwyczajnie okazało się, że ten materiał piłkarski był bardzo słaby. O ile jeszcze jesienią drużyna grała lepiej i miała farta przy rzutach wolnych i rożnych, to po zimie ta passa się skończyła. Do tego doszedł poziom gry zawodników. Odnosiłem wrażenie, że z biegiem czasu zamiast prezentować się lepiej, to grali tylko gorzej. Zabrakło motywacji, czy co? Przecież musi im się chcieć być lepszymi piłkarzami i grać lepiej. Inaczej niczego nie wygrają i nie osiągną.

- Co teraz zrobić z taką drużyną? Większość kibiców domaga się stanowczych działań. Niektórzy nawołują nawet do totalnej rewolucji w składzie i pożegnania z większością piłkarzy.
- Łukasz Masłowski dobrze powiedział podczas konferencji, że takiej drastycznej rewolucji w składzie być nie może. Moim zdaniem nie ma na to w tej chwili ani siły, ani pieniędzy, żeby dokonać aż takich zmian. Owszem, trzeba przede wszystkim podziękować tym, którzy się nie nadają. Jednak należy to zrobić z głową.

- A kto powinien zostać w drużynie?
- Dużo się mówi o tym Japończyku Kato. To dobry zawodnik, ale czemu wiosną tak po prawdzie to grał przeważnie jako piąty obrońca? Może warto sprawdzić, czy ma zalety i predyspozycje do gry ofensywnej, bo przecież wiosną Widzew nie miał żadnych atutów w grze na środku pomocy i konstruowaniu akcji na bramkę przeciwnika. Co do innych piłkarzy, to nie chcę wymieniać nazwisk, ale mam dużo zastrzeżeń do gry obrony, jak i chłopaków w ataku. Co z tego, że w defensywie wzmocniliśmy się ponoć zawodnikami "z nazwiskiem", skoro na boisku ci piłkarze poruszali się wolno i byli mało zwrotni. W ataku brakowało z kolei prób gry jeden na jeden. Nikt nie potrafił atakować.
REKLAMA

- Już wiemy, że kadra zespołu ma być zmniejszona do 25 zawodników.
- To dobry pomysł, bo po co większa kadra i koszty? Będzie trzech bramkarzy i dwudziestu dwóch w polu. Najpierw trzeba zacząć od wyboru nowego trenera, ale bez kolesiostwa i sprowadzania swoich piłkarzy. Bo znowu potem będą takie efekty. Dlatego te zmiany w kadrze Widzewa powinny być zrobione z głową. Trzeba spojrzeć na tych potencjalnych, nowych graczy i ich najpierw ocenić. Co sobą prezentują na boisku, dostrzec ich pewne cechy. Bo patrząc na transfery przed tym sezonem, można mieć wątpliwości czy tych nowych piłkarzy ktoś oglądał. Może trzeba zrobić jakiś zespół doradców, na przykład byłych piłkarzy Widzewa, którzy znają się na tym i zaangażować ich w to? Nie mówię o sobie, bo choć grałem w Widzewie i kocham ten klub, to jestem na to za stary. Ale na przykład taki Sławek Majak, Piotrek Kupka, Bogdan Jóźwiak czy Sławomir Chałaśkiewicz może mogiby doradzić i spojrzeć na potencjalnych piłkarzy. Wiem, że niektórzy z wymienionych obecnie pracują ze swoimi klubami, ale wiem też, że wielu chłopaków chciałoby pomóc Widzewowi. Nikt na siłę jednak nie będzie się pchał tam gdzie go nie chcą.

- Jest jeszcze sprawa kontraktów zawieranych w ostatnich latach z piłkarzami Widzewa. Jak to wyglądało za pana czasów gry w Widzewie?
- Wiadomo, że to były zupełnie inne realia i wynagrodzenia. Wszyscy mieliśmy niemal identyczne pensje zapisane w umowach, a dodatkową motywację stanowiły premie za zwycięstwa i inne osiągnięcia. Teraz jak słyszę o kwotach wynagrodzeń niektórych piłkarzy Widzewa, to jestem w szoku. Na pewno są w kadrze też tacy, co zarabiają o wiele mniej i to może rodzić różne niesnaski. Bo przecież teraz mamy takie czasy, że ludzie myślą tylko o pieniądzach. Po takim sezonie jak ten, władze klubu powinny ustalić inny system wynagrodzeń dla zawodników. Zapisać w umowach mniejsze pensje plus premie za zwycięstwa i ewentualny awans. Za porażki nie powinno się płacić.

Kamil Wójkowski