REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 kris64 38
2 Motylan... 36
3 Drabciu1 35
4 LquickO... 35
5 wiesia 33
6 magi 32
7 abel55 32
8 cypek1910 32
9 RTSAdri... 31
10 jari48 30
REKLAMA
 
Szarpak: "Czy ktoś w ogóle wcześniej oglądał nowych piłkarzy sprowadzonych do Widzewa?"
 
Czwartek, 9. maja 2019, godz. 20:39; źródło: Widzew TV

Piotr Szarpak to jeden z dobrze znanych kibicom "walczaków" ze słynnej drużyny Widzewa z lat 90. ubiegłego wieku, z którą zdobył dwa mistrzostwa Polski. Obecnie Szarpak jest trenerem, bywa regularnie na meczach Widzewa i ma wiele interesujących przemyśleń na temat tego, co obecnie dzieje się z drużyną oraz w klubie.

Zdaniem Piotra Szarpaka, o obecnej sytuacji Widzewa w lidze nie przesądziła tylko porażka z Olimią Grudziądz. - Ta przegrana nie nastąpiła w środę w meczu z Olimpią. Ta przegrana miała miejsce dwa tygodnie temu, trzy tygodnie temu i wcześniej. Nie można patrzeć tylko na mecz z Olimpią Grudziądz. Tych meczów, które można było rozstrzygnąć na własną korzyść było o wiele więcej. Czekanie na dwie ostatnie kolejki, co się wydarzy i co będzie zależało od nas, przerosło głównie piłkarzy. Bo nie ma co czarować. Jeśli remisuje się tyle meczów z rzędu, a potem wygrywa się jeden z Ruchem Chorzów, który, nie oszukujmy się, szału w tej lidze nie robi, to potem jest jak jest - powiedział były piłkarz Widzewa podczas wizyty w programie "Piłsudskiego 138" na antenie Widzew TV.

Piotr Szarpak uważa, że Widzew powinien dłużej grać ofensywnie. Tego jego zdaniem zabrakło w meczu z Olimpią. - Gdyby Widzew więcej zaangażował się w grę ofensywną, nie tylko przez pierwsze 30 minut i po stracie gola, to mogło być inaczej. Gdzieś są momenty takiej rwanej gry u piłkarzy. Dominują, a potem są bardzo długie przestoje. Czym to jest spowodowane? Nie mam pojęcia. Nie jestem w tym zespole, nie wiem co się dzieje, ale śmiało mogę powiedzieć: jeżeli ktoś chce grać w Widzewie, to powinien wiedzieć, czy jestem przygotowany dobrze, czy jestem przygotowany źle. Czy czegoś potrzebuję, czy nie. Stać ich na to, żeby sobie stworzyli takie warunki, nawet sami, żeby byli przygotowani do meczów. Gdy jak wychodzę na boisko i widzę, że jest 17 tysięcy kibiców, to mam dać z siebie maksa, a nie stwarzać półśrodki.
REKLAMA

Mistrz Polski z 1996 i 1997 roku w barwach Widzewa nie ukrywał, że ma duże wątpliwości co do tego, jak wygląda polityka kadrowa zespołu i kto za nią odpowiada. - Mam pytanie o tych nowych zawodników. Czy ktoś ich w ogóle wcześniej oglądał? Kiedyś rozmawiałem z byłym prezesem Przemysławem Klementowskim i zaoferowałem siebie, że jeśli chcecie jakiegoś zawodnika, to mogę pojździć i go obejrzeć. Jak gra u siebie, jak na wyjeździe. Jak się prezentuje z dobrym przeciwnikiem, a jak ze słabym. Jak pracuje w obronie, jak w ataku, czyli na konkretnych pozycjach. A mi się wydaje, że teraz tutaj nie ma bazy danych tych zawodników. Jestem przekonany, że nikt ich oglądał. Czy on jest bardziej lewonożny, czy prawonożny, czy na przykład inicjuje akcje. Przecież było wiadomo, że jak przychodzi do Widzewa, to będzie musiał grać w ataku pozycyjnym. Musimy znaleźć takiego gracza, który nam pomoże, a nie jakieś "strzelanie" na zapisy. Jak są zapisy, to ja chętnie się zapiszę na ostatni mecz, kartę sobie wyrobię i zagram. Takie jest moje zdanie -powiedział Szarpak.

Były zawodnik ze słynnej drużyny Franciszka Smudy uważa też, że nie wszyscy z obecnych piłkarzy Widzewa zrozumieli, na czym polega gra w tym klubie. - Jeżeli ktoś przychodzi do Widzewa, to bierze odpowidzialność za klub. Nie za siebie, że przychodzę podpisuję kontrakt i mówię: ale tu są piękne trybuny i jak będzie mi się pięknie grało. Jak gram dla 17 tysięcy ludzi, to jestem odpowiedzialny. Nie wszyscy te warunki spełniają. Niestety, jak nie gra jedenastu zawodników, a tylko pięciu, to o awans jest ciężko.
REKLAMA

Zdaniem Piotra Szarpaka również stategia sprowadzania i kontaktowania nowych piłkarzy nie do końca się sprawdziła. - Jeżeli podpisujemy jako klub umowę z zawodnikiem, który kopnął trzy razy piłkę w III lidze, na trzy lata, to dla mnie ktoś jest odpowiedzialny za to, że na tej umowie postawił stempel. Bo jeżeli podpisuję taką umowę, to muszę być świadomy tego, że taki piłkarz mi się sprawdzi. A u nas są podpisywane umowy na dwa, trzy lata. Ja bym ściągnął do Widzewa piłkarzy, bo jest wielu chętnych, ale na warunkach: podpisz umowę na rok z możliwością przedłużenia - powiedział Szarpak i dodał: - Wszyscy jak tu przychodzą, to kochają Widzew i mają czerwono-biało-czerwoną krew. Ale jak trzeba odejść i zrobić na przykład miejsce w kadrze dla kogoś innego, to ta krew jakoś tak się rozrzedza bardzo i oni nie bardzo chcą odejść z klubu. Czekamy styczeń, luty, marzec na to, żeby jakimś ludziom wypłacić pieniądze i sprowadzić kolejnego zawodnika. To też jest problem, który tutaj mają trenerzy. Nie mogą sprowadzić nowych piłkarzy, bo miejsce zabierają inni.

Podczas rozmowy pojawiło się też porównanie do tego, jak wyglądała polityka zarządzania Widzewem w tym sezonie na tle tego, co robił lokalny rywal, ŁKS: - Od początku sezonu tak dmuchaliśmy ten balonik i tak go napompowaliśmy, że w pewnym momencie już nie wytrzymywał ciśnienia. Klub, który jest blisko, nie będę mówił kto, robił to cichutko, bez niczego i jest teraz tam gdzie jest. A u nas było dobre pompowanie. Do tego budżet, kontrakty i wszystkie inne rzeczy. Trzeba było to trochę wyluzować, bo gdzieś ktoś z władz podejmował te wszystkie decyzje. Tutaj mam mieszane uczucia.

Kamil Wójkowski