REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 LquickO... 30
2 abel55 29
3 kris64 28
4 Motylan... 27
5 wiesia 26
6 Drabciu1 26
7 RTSAdri... 25
8 Papi11 25
9 Jazz_1910 24
10 rs333 24
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po meczu z Ruchem w Łodzi
 
Niedziela, 5. maja 2019, godz. 08:00

W szóstym występie pod wodzą trenera Jacka Paszulewicza Widzew wreszcie wygrał. Pokonał Ruch nawet wyżej niż jesienią w Chorzowie, zwyciężając przy Piłsudskiego 3:0.  Zakończył tym samym kompromitujący ciąg 10 remisów z rzędu. To pierwszy komplet punktów łodzian w roli gospodarzy od meczu ze Skrą, czyli od 13 października. To zarazem druga tegoroczna wygrana (wcześniej 3 marca w Wejherowie z Gryfem 2:1, czyli w 22 kolejce). 

Cieszy nie tylko zakończenie niechlubnych seriali, ale także przedłużenie tego, co nadal korzystnie wyróżnia łodzian nie tylko w drugoligowym otoczeniu. Choćby fakt, że czterokrotni mistrzowie Polski zachowali miano niepokonanej drużyny przed własną publicznością. Jako jedyni na tym szczeblu rozgrywek. Są nadal zespołem (obok Pogoni Siedlce), który w tym roku nie doznał porażki. Wykorzystali także szanse zdobycia kompletu 6 punktów z drugoligowym rywalem po raz drugi i ostatni w tym sezonie (teraz z Ruchem 3:1 i 3:0, a wcześniej z Gryfem 3:1 i 2:1).
REKLAMA

Warto podkreślić, że tym razem unieśli ciężar gatunkowy sobotniego spotkania. Po niepomyślnych dla łodzian meldunkach z innych boisk, przystępowali do konfrontacji z Ruchem z piątej lokaty w tabeli, a po wygranej, awansowali na drugą. O tym, czy utrzymają pozycję wicelidera, zadecyduje niedzielny „telewizyjny” mecz w Toruniu Elany z GKS Bełchatów (początek o godz. 13.05). Bez względu na jego rezultat, Widzew wraca do pierwszej trójki, co przybliża łodzian do zaplecza ekstraklasy.

O tym, że fani widzewscy ciągle wierzą w tegoroczny progres RTS, świadczy imponująca frekwencja podczas „Meczu Przyjaźni” – 17 839 widzów.

Patryk Wolański – 4. Przyznaję się bez bicia, że nota jest nieco zawyżona, bo przecież bramkarz łodzian tego dnia nie miał pracy. Jedyny celny strzał w środek bramki, łatwy do złapania, odnotowałem w 63 minucie. Trójka wynika ze średniej ocen drużyny, ale muszę ją podwyższyć. Po pierwsze; Patryk zachował czyste konto w czternastym meczu tego sezonu. Po drugie; odnotował po raz drugi w tym roku asystę, po dalekim wykopie, co zamienił na drugiego gola Przemysław Banaszak. Po trzecie; tata zaliczył „kołyskę” dla córeczki Poli i wiem, że to jest dla niego coś więcej niż tylko „500+”. 
REKLAMA

Łukasz Turzyniecki – 1.  Tego dnia był najsłabszym punktem defensywy łodzian, choć przecież rywale prezentowali się marnie. Ostatnio gra jakby był czymś rozkojarzony, wybiera dziwne warianty. Gdyby goście wykorzystali jego bezmyślną stratę piłki w 58 minucie i wyrównali, to zapewne długo nie powróciłby do składu.
             
Sebastian Zieleniecki  – 4. Jakby wymieniać widzewiaka, który najszybciej doszedł do pełnej dyspozycji po zimowych przygotowaniach, to trzeba wskazać na „Ziela”. Może mieć jakieś znaczenie także odzyskanie opaski kapitana. Przed przerwą nawet zdobył bramkę, ale sędzia odgwizdał spalonego.  Wygląda na to, że kartki go nie wykluczą i rozegra pełne 34 mecze sezonu. To też stanowi miarę solidności. 

Daniel Tanżyna – 3. Tworzy z Zielenieckim coraz bardziej zgrany duet stoperów, choć jest bardziej „elektryczny” od kolegi. Przy kornerach rywali i włączaniu się do walki na przedpolu rosłych obrońców Ruchu,  jego dobra gra głową bardzo się przydawała.
       
Marcel Pięczek – 2.  Zaczął jak maratończyk. Biegał ciężko i nie potrafił przyśpieszyć. Później już było lepiej, ale spodziewaliśmy się więcej. Wszak ten młodzieżowiec był wcześniej piłkarzem ofensywnym.
REKLAMA

Michael Ameyaw – 3. Trochę się bałem, że 18-latek z Łodzi poniesie konsekwencje samowolnego „pudła” z karnego z meczu ze Skrą. Ale zwyciężyła wiara w ambitną, zdolną młodzież i fajnie. Michael potwierdził, że ma talent, a tym nietuzinkowym, widowiskowym dryblingiem też potrafi robić różnicę. Nie może jednak nadużywać tej broni. Musi pamiętać, że szybsze i prostsze rozegranie piłki czasem jest skuteczniejsze.

Kohei Kato – 3. Wręcz przebojowo wywalczył miano najbardziej pracowitego zawodnika Widzewa. W tej kolejce potwierdził bardziej walory destrukcyjne, a mniej był widoczny przy budowaniu akcji ofensywnych.  Ale to już ósmy mecz Japończyka w wyjściowym składzie łodzian i jakoś nie widzę zaskoczonych słusznością takiego wyboru.
       
Adam Radwański – 3. Prezentował się znacznie lepiej niż w poprzednim meczu. Zupełnie nie było widać skutków urazu. Przewyższał znanych rutyniarzy rywali Podgórskiego i Foszmańczyka zdecydowanie.

Mateusz Michalski – 4. Nie miał ostatnio wysokich not. Wypominałem najskuteczniejszemu widzewiakowi rażący brak skuteczności w wielu wiosennych występach. Teraz zdobył dziewiątą bramkę w tym sezonie i awansował do czołowej dziesiątki strzelców. To ważne trafienie, bo otwierające wynik. Do poprawki są nadal wolne i kornery w wykonaniu Mateusza.
REKLAMA

Przemysław Banaszak – 5. I proszę. Mamy dwie piątki dla zawodników ofensywnych Widzewa. Od początku widać było, że to dobry dzień Przemka, ale sposób, w jaki kończył obiecujące szybkie akcje, mogły załamać nie tylko widzów, ale i samego piłkarza. Na szczęście tak się nie stało. Banaszak miał olbrzymi udział przy zdobyciu prowadzenia 1:0. Po godzinie wykorzystał przewagę szybkości nad parą zaskoczonych stoperów i w sytuacji sam na sam ze bramkarzem Dawidem Smugiem podwyższył wynik na 2:0 i był to jego drugi widzewski gol. Nadal twierdzę, że ma on potencjał Leszczyka i Filipczaka, dawnych szybkich snajperów Widzewa.
 
Rafał Wolsztyński – 5. Pozyskany zimą napastnik wreszcie się doczekał. Dziewiąty występ w Widzewie rozegrał pierwszy raz w całości. Gdyby został zmieniony tak w poprzednim meczu (w Częstochowie w 77 min), to byśmy nie obejrzeli gola nie obrony, którym ustalił wynik spotkania z Ruchem. Dla Rafała to czwarta bramka w łódzkim klubie i pierwsza wygrana ligowa w koszulce RTS. Dołożył do tego asystę przy otwierającym golu Michalskiego. W 81 minucie w swoim stylu zwiódł obrońców, ale strzelił zza pola karnego wprost w bramkarza.
REKLAMA

Dario Kristo – 3. Z dublerów był najbardziej widoczny. Nie tylko dlatego, że grał najdłużej z tej czwórki. Biegał szybciej niż w poprzednich wiosennych występach, co dobrze rokuje. W 77 minucie był bliski strzelenia gola głową po rogu. O ofensywnym potencjale Chorwat przypomniał także kilkoma prostopadłymi podaniami.
                  
Konrad Gutowski – niesklasyfikowany, grał zbyt krótko. Nawet poprzednia zmiana w Częstochowie zapowiadała, że utalentowany rekonwalescent może na finiszu sezonu wnieść więcej. Widać jednak, że Konrad biega w jednym tempie i jeszcze sporo brakuje mu do formy z jesieni. Ale jak widać, nikt o nim nie zapomniał.
 
Tomasz Wełna – niesklasyfikowany, grał zbyt krótko. Od takiego rutyniarza można wymagać, by pięciominutowa zmiana była pozbawiona błędów. Tego o sobotniej roszadzie nie mogę powiedzieć.

Marcel Stefaniak – niesklasyfikowany, grał zbyt krótko.  Tak jak w meczu w Tarnobrzegu zagrał ostatnią minutę. Wtedy w remisowym, teraz zwycięskim. Nastolatkowi przypominam, że z minut składają się kwadranse, a z czasem także godziny. W pierwszej lidze też będzie potrzeba młodzieżowców. 

Bogusław Kukuć