REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 219
2 kosa76 215
3 magi 207
4 cypek1910 203
5 abel55 202
6 robert77u 194
7 czackikom 193
8 EGON72 192
9 sebalat... 191
10 conrado... 188
REKLAMA
 
Grygierczyk: "Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłby upadek obecnej spółki i start od IV ligi"
 
Sobota, 4. maja 2019, godz. 13:27

Najbliższy przeciwnik Widzewa, Ruch Chorzów, znajduje się w dramatycznej sytuacji sportowej i finansowej. Żeby przybliżyć łódzkim kibicom sytuację niebieskich, skontaktowaliśmy się z Maciejem Grygierczykiem, dziennikarzem katowickiego "Dziennika Sport", który bacznie przygląda się śląskim klubom. W rozmowie poruszyliśmy kwestie tak bliskie kibicom Widzewa: upadek klubu, budowa nowego stadionu i niepewność co do przyszłości ukochanej drużyny. 

- W sobotę do Łodzi przyjedzie Ruch Chorzów, który w przypadku porażki mocno zbliży się do trzeciego spadku z rzędu. Do Łodzi dochodzą słuchy, że fani „Niebieskich” planują odciąć się od obecnej spółki i śladem Widzewa budować nowy podmiot. Na czym polega ten węzeł gordyjski pomiędzy kibicami, miastem i obecną spółką?
Maciej Grygierczyk:
- Ciężko to opisać w kilku zdaniach, ale spróbujmy. W Ruchu jest trzech głównych akcjonariuszy. Miasto posiada 25 procent udziałów, mniej więcej tyle ma też firma Carbonex, będąca powiązana z grupą kapitałową Fasing, zajmującą się produkcja łańcuchów górniczych. Jej prezesem jest Zdzisław Bik, pełniący w Ruchu funkcję przewodniczącego rady nadzorczej. Trzecim udziałowcem jest Aleksander Kurczyk. Kibice chcą się odwrócić, bo mają dosyć degrengolady, kolejnych spadków. Jeśli obecne władze doprowadziły do dwóch degradacji, a zapewne wkrótce faktem stanie się trzecia, to zwyczajnie nikt im już nie ufa i mało kto wierzy, że ta zła karta w obecnym rozdaniu personalnym może się jeszcze odwrócić. Pamiętajmy, że Ruch jest objęty układem upadłościowym, w ramach którego musi co kwartał spłacać ratę zadłużenia wynoszącą 400 tysięcy złotych. W klubie mówią, że na obsługę tych długów trzeba rezerwować w rocznym budżecie 2 miliony złotych. To potężny balast, który będzie ciążył na spółce do roku 2023. Siłą rzeczy cały czas potrzeba patrzeć na miasto i na to, czy zasili spółkę kolejnymi sumami. W lutym miasto podpisało z Carbonexem umowę, według której obie strony zobowiązały się równomiernie finansować klub. W jej myśl, klub i Carbonex muszą wypracować tyle, ile włoży wcześniej miasto. Radni zadecydowali wtedy, że kwota pieniędzy w ramach konkursu na promocję miasta przez sport zostanie zwiększona z 2 do 4 milionów złotych, ale do dziś nie została wpłacona na konto klubu, co utrudnia normalne funkcjonowanie.
REKLAMA

- Jak brak tych pieniędzy wpływa na codzienne życie w klubie?
- Chociażby tak, że dopiero przed Wielkanocą zostały uregulowane wynagrodzenia za luty. Konkurs przeciągnął się, bo – jak słyszy się oficjalnie - w mieście mają wątpliwości co do wysokości kwot i ich dokumentowania. Czemu teraz mają dawać 4 miliony, skoro w ekstraklasie dawali tylko 2? Zauważmy, że ten konkurs odbywa się pod nazwą „Promocja miasta przez udział w rozgrywkach II ligi piłki nożnej mężczyzn” i jeśli Ruch spadnie, to trzeba założyć, że ten konkurs będzie musiał być unieważniony. Pojawia się też wątpliwość, czy w tym momencie te pieniądze powinny zostać przekazane obecnym włodarzom Ruchu. Kibice im już nie ufają i wielu z nich jest wręcz zdania, że dobrze byłoby, gdyby te 4 miliony z miasta ostatecznie na Cichą teraz nie trafiły. Część tej kwoty mogłaby zostać przeznaczona na odbudowę Ruchu, na nowy projekt.

- No właśnie, jakie obecnie scenariusze stoją przed Ruchem i jego kibicami?
- Widzę kilka i tak naprawdę żaden z nich nie jest optymistyczny. Pierwszy scenariusz zakłada, że obecni działacze dalej ciągną ten wózek i tkwią w spółce po spadku do III ligi. Ruch dalej istnieje, ma swoje długi i spłaca je z większą lub mniejszą regularnością. Co z kibicami? Załóżmy, że fani odwracają się od spółki i zakładają swój podmiot. Nie mogą grać od IV ligi, zaczną od B-klasy. Gdzie by grali? Kto by tym rządził? Kto będzie tam grał? Kto by za to zapłacił? Co wtedy z budową stadionu...

- W Łodzi swego czasu klub również znajdował się na równi pochyłej, ale podtrzymywano jego funkcję życiowe, efektem czego ruszyła budowa nowego stadionu, który dziś jest motorem napędowym nowego Widzewa. W Chorzowie chcą zrobić podobnie?
- Śmiem twierdzić, że sporo osób byłoby w stanie poświecić kilka lat bytności Ruchu, by ten stadion wreszcie zaczął rosnąć. W kwestii jego budowy jest już tyle zawiłości, że trzeba naprawdę głęboko zapoznać się z tym tematem, żeby się nie pogubić. W lutym prezydent Kotala zorganizował konferencję, na której poinformował, że projekt stadionu musi ulec zmianie, by był bardziej funkcjonalny i mógł w większym stopniu na siebie zarabiać. Tylko z jego słów wynikało, że te zmiany w projekcie mają w dużej mierze ograniczyć się do usunięcia kilku ścianek działowych – i stąd kolejne miesiące zwłoki. Jeśli ktoś mówi, że nie wierzy, iż ten stadion powstanie, to trudno mu się dziwić. Szczególnie, że to stary projekt i w momencie otwarcia kopert w ramach przetargu na generalnego wykonawcę – do którego daleko - pewnie mogłoby się skończyć tak jak na ŁKS-ie, czyli zaproponowanymi przez wykonawców kwotami przewyższającymi zakładane na ten cel środki w mieście. Droga do powstania nowego stadionu w Chorzowie kręta i wyboista.
REKLAMA

- A co w kwestii pozostałych scenariuszy na odbudowę klubu? Skończyliśmy na ewentualnym istnieniu dwóch podmiotów: obecnej spółki i podmiotu kibiców.
- Moim zdaniem sytuacja z klubem w III lidze bojkotowanym przez kibiców jest bez sensu. Fani tego nie udźwigną, a nawet jeśli, to odbudowa klubu z B-klasy zajmie tyle lat, że się wszyscy zestarzejemy. Można założyć też wariant, w myśl którego fanatycy nie odwrócą się spółki po spadku do trzeciej ligi. Uważam, że jest to nawet możliwe, ale wydaje się, że aby tchnąć wiarę w środowisko, potrzeba jasnej deklaracji miasta dotyczącej zmian we władzach klubu. Biznes prywatny, czyli Carbonex, miał swoich prezesów, oni się nie sprawdzili. Można powątpiewać jednak, czy jest chęć w urzędzie, by wystawić swoje władze i stawiać na nogi obecną spółkę. Do tej pory tej chęci nie było. Inny scenariusz to sytuacja, kiedy obecna spółka upada – albo niechby i istnieje dalej, ale nie zgłasza nigdzie drużyny. Wtedy kibice mają „zielone światło” od Śląskiego ZPN na tworzenie nowego klubu w IV lidze. W tym miejscu pojawia się pytanie, czy „grupa trzymająca władzę” w klubie i mieście jest gotowa, by odpuścić. Pamiętajmy, że w klub zostały włożone ogromne kwoty – prywatne i publiczne. Miasto udzieliło choćby spółce pożyczki zabezpieczonej hipoteką Aleksandra Kurczyka. Śmiem wątpić, czy włodarze pozwolą sobie na „wypompowanie wody ze stawu”. Być może mają tak dużo do stracenia, że dobro klubu siłą rzeczy schodzi na drugi plan, bo ważniejsze jest ocalenie własnych głów. Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłby upadek obecnej spółki i start od IV ligi, ale – wracając do poprzedniego wątku - mam duże wątpliwości, czy rządzący w klubie na taki upadek spółki mogą sobie pozwolić.

- Podobny pomysł o starcie od IV ligi pojawiał się już po spadku z Ekstraklasy.
- Tak, ale wtedy zdecydowano się starać spłacać zadłużenia i ciężko ganić kogoś za to, że próbuje być uczciwy. Inaczej jednak regulować długi, gdy gra się w Ekstraklasie, a inaczej w I lub II lidze – nie mówiąc o III. Wydaje się, że teraz przy Cichej tworzy się koło. Trudno o płynność finansową, na miejscu jednych zobowiązań pojawiają się drugie i ciągle ktoś jest poszkodowany.

- To wszystko brzmi strasznie surrealistycznie. Wszyscy chcą upadku spółki, ale nie może do tego dojść, a w międzyczasie Ruch stacza się coraz niżej.
- To jest paradoks – wydaje się, że spółka dla dobra Ruchu musi upaść, ale nie może, bo za dużo osób miałoby coś do stracenia. Uzupełniając tło tej sytuacji można wspomnieć też, że w Urzędzie Miasta słychać o kontrolach CBA, choć nie są one oczywiście związane z piłką nożną. Wydaje mi się też, że taka sytuacja do jakiej doszło w Chorzowie, nie miałaby prawa zdarzyć się w innym sensownym polskim klubie. Przecież mimo dwóch spadków z rzędu klub jakoś funkcjonuje, a kibice dalej trwają, na derbach z ROW-em Rybnik było 7 tysięcy ludzi. Zastanawiam się, czy w Chorzowie jest potencjał – ujmijmy to - społeczno-ekonomiczno-finansowo-polityczny - który mógłby udźwignąć ciężar odbudowy. W Widzewie była Reaktywacji Tradycji Sportowych, w Olsztynie, gdzie tradycje sportowe mają się nijak do tych z Chorzowa, pojawił się taki człowiek jak Michał Brański i mamy akcję #NowyStomil. Wokół Ruchu nie pojawił się nikt niezależny z pieniędzmi, kto uderzyłby pięścią w stół i powiedział: „Ratujmy ten klub, bo właśnie umiera nam na rękach”. Skoro nikt z tym nic nie robi, to pytanie czy chorzowskie społeczeństwo i władze miasta po przemianach ustrojowych dorosły do tego, by dźwigać tak wielką tradycję? Może Chorzowa nie stać w tym momencie na ekstraklasę? Pierwszoligowe kluby potrafią jednak spokojnie funkcjonować w mniejszych ośrodkach. Potrzeba dobrej woli, dobrego zarządzania, ale w tym momencie władze miasta są zakneblowane swoimi decyzjami z przeszłości.
REKLAMA

- Przy tym całym bałaganie organizacyjnym, zapominamy o istnieniu sfery sportowej. Ruch ma jeszcze szansę na utrzymanie, ale pytanie czy zawodnicy to udźwigną?
- Piłka mnie nauczyła, że gdy jesteś na szczycie, to szybko możesz z niego spaść. Dla Widzewa taką wyżyną był właśnie mecz z Ruchem. Przyjechało kilka tysięcy kibiców, drużyna wygrywała do przerwy 3:0, odniosła siódme z rzędu zwycięstwo. A potem? Wiemy co się stało.. Są szczyty, są i doliny. Chyba mało kto na poważnie rozważa w ogóle wariant z utrzymaniem Ruchu w drugiej lidze, ale futbol to taki figlarz, że równie dobrze może okazać się, iż ten zespół zacznie punktować. Tyle że... Z całym szacunkiem dla tych chłopaków i trenera Kociana, ale nie chce mi się w to wierzyć. Jeśli Widzew nie wygra w sobotę, to będzie większa kompromitacja od tej serii 10 remisów. Wszystkich uśpiły wygrane zimowe sparingi Ruchu. Zespół zanotował w okresie przygotowawczym komplet siedmiu zwycięstw, ale rywalami byli sami trzecioligowcy, z wyjątkiem GKS-u Tychy. Gdyby lista sparingpartnerów była inna, może rywale w większym stopniu zweryfikowaliby rzeczywisty poziom tej drużyny i trener Wleciałowski nie grałby o posadę w meczu z Gryfem Wejherowo, a kilka tygodni wcześniej. Żeby była jasność – nie obarczam winą za całe zło Wleciałowskiego. Patrząc na personalia, trener miał dużo trudniejsze zadanie niż jego poprzednik Dariusz Fornalak. Nie wiem, kto wpływał zimą na decyzje personalne, ale ten skład został w sporej mierzezbudowany na zawodnikach z niższych lig i jest słabszy od tego z jesieni. Tamten zespół – z Boguszem, Urbańczykiem, Kowalskim - miał potencjał. Przy odrobinie szczęścia może nawet mógł walczyć o awans. Część odpowiedzialności za ewentualną degradację spadnie też na trenera Fornalaka, którego prywatnie cenię i szanuję, bo miał pomysł na Ruch. Żałuję, że to nie wypaliło. A dziś... Patrząc na to, że „Niebiescy” nie wygrali ani jednego meczu poza Chorzowem i w sobotę jadą na Widzew, a potem do świetnie spisujących się wiosną Siedlec, to szansa na utrzymanie jest iluzoryczna.

Jakub Dyktyński