REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 219
2 kosa76 215
3 magi 207
4 cypek1910 203
5 abel55 202
6 robert77u 194
7 czackikom 193
8 EGON72 192
9 sebalat... 191
10 conrado... 188
REKLAMA
 
Trzynasta wygrana ma skończyć seriale wstydu Widzewa
 
Piątek, 3. maja 2019, godz. 08:00

W 32. kolejce II ligi w sobotę o godz. 19.10 na stadionie przy Al. Piłsudskiego w meczu byłych mistrzów Polski Widzew (52 pkt) podejmuje Ruch (31 pkt). Przed rozgrywkami wydawało się, że oba zasłużone kluby spotkają się w Łodzi mając już zapewniony powrót na zaplecze ekstraklasy, a ich zaprzyjaźnieni kibice obejrzą radosny spektakl i pójdą razem na piwo Robotnicze.

Wprawdzie szanse na miejsce w trójce zachowali łodzianie, lecz chorzowianie są przedostatni w tabeli i spadek Niebieskich jest całkiem realny. Przepaść lokat i punktów, wypełniony stadion, gdzie w tym sezonie nie wygrał żaden zespół gości, wskazują Widzew jako faworyta. Jakby w kontrze do takiego typowania zwycięzcy stoi smutne przypomnienie, że łodzianie najdłużej z drugoligowców czekają na zwycięstwo (ostatni raz widzewiacy wygrali 3 marca 2:1 w Wejherowie w 22. kolejce), a jako gospodarze zwyciężyli ostatnio Skrę 2:0 (aż 13 października w 14. kolejce).
REKLAMA

Wiosną obaj rywale zmienili szkoleniowców. O ile trener gospodarzy Jacek Paszulewicz jest nadal bez wygranej (wydłużył rekord remisów ligowych z rzędu z pięciu do dziesięciu), o tyle pod wodzą nowego menedżera Słowaka Jana Kociana (formalnie od 18 kwietnia wpisywany jako trener jest Karol Michalski) chorzowianie już raz wygrali (z ROW 3:0). Te fakty stawiają wynik sobotniej konfrontacji pod znakiem zapytania.

Wspominając z szacunkiem dokonania Niebieskich i więzi, jakie łączą chorzowian z Widzewem (patrz „ Ruch Chorzów – rywal wyjątkowy”) nie sposób nie dostrzegać fatalnego sezonu sobotnich gości. 

Pomijając inne ważne aspekty (choćby finansowy) zajmę się tylko problemami sportowymi, które z całą jaskrawością wyszły w rundzie jesiennej m.in. w meczu 20 października w 15.kolejce wygranym 3:1 przez Widzew, który zdominował gospodarzy przy Cichej. Wtedy gole zdobywali wyłącznie łodzianie: Marek Zuziak (3), Konrad Gutowski (9), Daniel Świderski (45) i Marcin Kozłowski (72, samobójczy). Łodzian prowadził Radosław Mroczkowski, a chorzowian Dariusz Fornalak, który stracił kilka dni później posadę, ale w minionej kolejce był obserwatorem meczu Widzewa ze Skrą w Częstochowie.
REKLAMA

Mimo fatalnej jesieni Ruch trenowany wtedy przez Marka Wleciałowskiego zimował na dwunastym miejscu. Drużyna została radykalnie odmłodzona (jest trzecia w klasyfikacji Pro Junior System PZPN). Nie przegrała żadnego sparingu. Jednak wiosnę zaczęła od porażki 0:1 w Bełchatowie i rozpoczął się zjazd pod spadkową kreskę. Zwłaszcza ubytek najskuteczniejszych strzelców Artura Balickiego – 7 goli (do Wisły Kraków) oraz czołowego polskiego juniora, reżysera gry reprezentacji U-20  Mateusza Bogusza – 5 goli (do Leeds United) okazał się trudny do zatuszowania.
 
Wsparcie kilkoma rutyniarzami z przeszłością w ekstraklasie (37-letnim napastnikiem Wojciechem Kędziorą i 33-letnim pomocnikiem Tomaszem Podgórskim) okazało się niewystarczające i zimą pozyskano z Chojniczanki 33-letniego Tomasza Foszmańczyka, który w Łodzi pauzuje za 4 żółte kartki, podobnie jak Lukas Duriska (Słowak ukarany czerwoną kartką w 36 min. meczu z Elaną). 

W lutym podpisał 1,5 roczny kontrakt 25-letni bramkarz Dawid Smug, który był przez 2 sezony w Interze Mediolan, a jesienią bronił w Atlantasie Kłajpeda (wcześniej w Łęcznej czy Miedzi). Istnymi „koszykarzami” są obrońcy gości, potrafiący strzelać gole: 21-letni Mateusz Bartolewski (187 cm, pozyskany ze Stilonu) – 4 bramki, 20-letni Mateusz Lechowicz (189 cm, pozyskany z Polonii Głubczyce) – 4 gole oraz 19-letni Bartłomiej Kulejewski (mierzący 190 cm, ukarany czerwonymi kartkami z Łęczną i Radomiakiem, już 2 minucie meczu).
REKLAMA

Bilans wyjazdowy Ruchu jest najgorszy w II lidze i do tego „fałszywy”, bowiem jedyne zaliczone zwycięstwo (3:0 nad Rozwojem) chorzowianie odnieśli na swoim stadionie, gdzie formalnie katowiczanie byli gospodarzami. Z 4 remisów na boiskach rywali na uwagę zasługuje tylko dwukrotne po 0:0 w Toruniu i Grudziądzu.
 
Są argumenty, by nazywać sobotnie spotkanie w Łodzi „meczem przyjaźni”. Ale nie powinno się demonizować tego faktu. Tym bardziej, że remis nie satysfakcjonuje żadnej ze stron. 

W podobnej sytuacji do obecnej Ruchu znalazł się Widzew w ekstraklasie w sezonie 2013/2014. Wtedy też chorzowian trenował Jan Kocian, który swój pierwszy mecz w Polsce wygrał w Łodzi 1:0 (sędzia Szymon Marciniak usunął z boiska Kevina Lafrance’a i w 81 min podyktował karnego, wykorzystanego przez Filipa Starzyńskiego). W rewanżu w Chorzowie też wielu kibiców liczyło, że łodzianie zostaną potraktowani „przyjaźnie”, bo groził im spadek. Nic z tych rzeczy. Po ostrym, prawie brutalnym, meczu (była też czerwona kartka) chorzowianie wygrali 2:1 (znów karny Starzyńskiego i gol Grzegorza Kuświka oraz honorowy Mateusza Cetnarskiego). Ruch zajął trzecią lokatę i zagrał w Lidze Europy, a Widzew został zdegradowany. Teraz Patryk Wolański, który bronił wtedy widzewskiej bramki, może się zrewanżować 61-letniemu Kocianowi, który w maju ma wrócić do pracy z reprezentacją Jemenu. Tym bardziej, że wypada zrobić „kołyskę dla Poli”, czyli córeczki bramkarza łodzian.

Bogusław Kukuć