REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
O widzewskich karnych
 
Niedziela, 28. kwietnia 2019, godz. 14:00

Widzew potrafi fascynować sympatyków futbolu nawet w czasach, gdy rywalizuje na trzecim szczeblu rozgrywek krajowych, a z Pucharu Polski eliminuje łodzian Andrespolia. Zadziwia choćby krajowym rekordem sprzedanych karnetów (16 339 sztuk), wspaniałą frekwencją na nowym stadionie przy Al. Piłsudskiego, której zazdrości większość klubów ekstraklasy. Zaskakuje np. konkursem na prezesa klubu czy zmianami trenerów w końcówkach sezonów w sytuacji, gdy drużyna znajduje w czołowej dwójce tabeli. 

Nowym widzewskim tematem wśród kibiców jest szansa poprawy światowego rekordu remisów z rzędu w ligowych meczach (po sobotnim spotkaniu w 31. kolejce już 10!!!) oraz zmarnowanych karnych (już w trzech kolejnych meczach z Siarką w Tarnobrzegu, z Radomiakiem w Łodzi oraz ze Skrą w Częstochowie).
REKLAMA

Temu ostatniemu tematowi chciałbym poświęcić więcej miejsca. Wybrałem kilka historycznych faktów, świadczących o silnej psychice piłkarzy Widzewa, który wielkie sukcesy zawdzięczał między innymi karnym, wykonywanym z całą bezwzględnością.

Pierwsze zwycięstwo beniaminka po awansie po 27 latach do ekstraklasy, a zarazem pierwsze wygrane przez RTS derby Łodzi i to na stadionie przy Al. Unii w 1975 roku, to w dużym stopniu efekt karnego. ŁKS prowadził od pierwszej minuty po golu Jana Mszycy. W 73 minucie jedenastkę wykonywał Tadeusz Błachno i pokonał Jana Tomaszewskiego. Ówczesny idol i medalista mundialu 1974, starał się wyprowadzić z równowagi strzelca gola zakładem o flaszkę (wiadomo, że nie jogurtu). Tadzio 3 minuty przed końcem jeszcze raz pokonał „Tomka” już bez karnego i Widzew wygrał 2:1. 

Wspaniała historia sukcesów Widzewa w europejskich pucharach też ma umocowanie w karnym. 14 września 1977 roku na Maine Road w debiucie RTS sensacyjnie zremisował 2:2 z Manchester City. Mimo, że faworyci prowadzili już 2:0, to w 70 min Zbigniew Boniek zaskoczył Joe Corrigana uderzeniem z daleka, a kwadrans przed końcem ustalił wynik wykonując karnego za faul na Jerzym Krawczyku. Wtedy obecny prezes PZPN miał 19,5 roku, ale wytrzymał presję. W łódzkim rewanżu było 0:0 i zszokowani Anglicy zostali wyeliminowani.
REKLAMA

Widzewiacy potrafili w 1980 roku wyeliminować z Pucharu UEFA słynny Juventus. Po wygranej 3:1 w Łodzi i porażce po dogrywce 1:3 w Turynie decydowały karne. Łodzianie ośmieszyli późniejszego mistrza świata legendarnego bramkarza Dino Zoffa, a Józef Młynarczyk miał wielki dzień. Jedenastki wykorzystali: Mirosław Tłokiński, Andrzej Grębosz, Włodzimierz Smolarek oraz Zbigniew Boniek. Piąty strzelec już nie był potrzebny, bo dla gospodarzy bramkę zdobył tylko Irlandczyk Liam Brady (a pudłowali mistrzowie świata Franco Causio i Antonio Cabrini). 
Widzew awansował do półfinału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych 1983 dzięki wyeliminowaniu słynnego Liverpool FC. Po wygranej w Łodzi 2:0 wielkie znaczenie miał karny w 35 minucie rewanżu na Anfield, kiedy Anglicy prowadzili od 16  minuty 1:0. Bramkarz Bruce Grobbelaar sfaulował w polu karnym Smolarka i z jedenastki wyrównał Mirosław Tłokiński (w łódzkim meczu też strzelił gola Wyspiarzom). Mistrzowie Anglii wygrali 3:2, ale zostali wyeliminowani przez łodzian. 

Epokę Pierwszego Wielkiego Widzewa kończy jedyny triumf w Pucharze Polski. 26 czerwca 1985 roku w finale na stadionie przy Łazienkowskiej łodzianie wygrali z GKS Katowice karnymi 3-1 po bezbramkowym meczu z dogrywką. Bohaterem był bramkarz Henryk Bolesta, który tylko raz dał się pokonać, a sam strzelił decydującą jedenastkę. Pozostałe bramki zdobyli Roman Wójcicki i Mirosław Myśliński, a spudłował Dariusz Dziekanowski.

Gdyby w końcówce drugoligowej batalii Widzew tylko wykorzystał 3 karne strzelane ostatnio przez Mateusza Michalskiego, Daniela Mąkę i Michaela Ameyawa, to miałby zapewne 6 punktów więcej. Wtedy oglądałby już spokojnie w telewizji rywalizację o utrzymanie w ekstraklasie. Ona wyłoni dwóch spadkowiczów, z którymi grałby w przeszłym sezonie na zapleczu ekstraklasy. Szansa występów na tym szczeblu łodzianom jeszcze pozostała, ale stopień trudności osiągnięcia I ligi stał się nieporównywalnie trudniejszy. 

Bogusław Kukuć