REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 119
2 przemyk79 109
3 rs333 107
4 sebalat... 106
5 wirgiliusz 106
6 mario74... 106
7 Bogdan 104
8 wiesia 104
9 kosa76 103
10 robert77u 102
REKLAMA
 
TYLKO U NAS! Cholewa: "W Widzewie jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia"
 
Środa, 24. kwietnia 2019, godz. 09:01

Wkrótce miną dwa lata od momentu zaangażowania się Murapolu w Widzewie. Najpierw największy deweloper w Polsce był nie tylko sponsorem, ale chciał być też udziałowcem klubu. W połowie zeszłego roku zrezygnował jednak z finalizacji zakupu akcji. To nie znaczy, że zaangażowanie deweloperskiej spółki w funkcjonowanie klubu jest teraz mniejsze. O mariażu Widzewa i Murapolu rozmawialiśmy z Wiesławem Cholewą, współwłaścicielem deweloperskiego potentata i członkiem rady nadzorczej Widzewa.


- Jak to się w ogóle stało, że Murapol postanowił zaangażować się w Widzew?
Wiesław Cholewa: - Piłka nożna ściąga na siebie uwagę nie tylko wielu kibiców, ale również inwestorów. To jest naturalne, że stosunkowo duże firmy interesują się piłką nożną i taki był też nasz zamysł. Kilka lat temu zostaliśmy akcjonariuszami klubu Podbeskidzie Bielsko-Biała – historyczna siedziba firmy Murapol znajdowała się w tym właśnie mieście. Wkrótce jednak wystąpiły pewne trudności dotyczące współpracy z miastem i postanowiliśmy się wycofać z tego klubu. Wtedy pojawiła się możliwość, aby zostać sponsorem Widzewa, a być może również przejąć akcje klubu. Taka decyzja zapadła. 

- Z tego co się dowiedzieliśmy, to Pan był jedną z tych osób, które od początku były bardzo pozytywnie nastawione do współpracy Murapolu z Widzewem.
- Widziałem w tym nie tylko nośnik reklamowy, ale przede wszystkim potencjał brandu Murapolu i całą historię, która stoi za firmą, a co za tym idzie trójstronne spojrzenie na sprawę. Po pierwsze – wartość reklamowa, po drugie – biznesowa, i po trzecie – społeczna, czyli działanie na rzecz klubu, który będąc w futbolowym w piekle, chciał wrócić do nieba.
REKLAMA

- A nie było lepszą opcją dla Murapolu, firmy z południa Polski, związać się z jakimś klubem stamtąd? Na przykład z Górnikiem Zabrze lub Wisłą Kraków. To też duże marki.
- Rozmawialiśmy tylko z Widzewem. Co do „topowych” klubów, to Widzew jest na pewno w polskiej czołówce. Poza tym, nie jest to specyficzny dla futbolu brand, bo bardziej łączy, niż dzieli, jak to ma się na przykład z Legią.

- Z punktu widzenia Murapolu lepiej być właścicielem klubu czy sponsorem?
- Z perspektywy firm, które oceniają sam biznes, lepiej być sponsorem, bo wszystkie instytucje finansowe obawiają się podmiotów będących właścicielami dużych klubów. Historia pokazuje, że wiele dużych firm „utopiło” potężne miliony, a czasami nawet setki milionów w poszczególnych klubach, nie osiągając jednocześnie żadnego sukcesu biznesowego, ani sportowego. Ta sytuacja, która jest obecnie w Widzewie, jeśli chodzi o firmę Murapol jest więc dobra. Z drugiej strony, Stowarzyszenie RTS ma teraz swobodną możliwość decyzji o przyszłości. Czy iść dalej w formule właścicielskiej związanej ze Stowarzyszeniem i bezpośrednio prawie wyłącznie z kibicami Widzewa, czy też szukać jakiegoś partnera lub innego rozwiązania biznesowego dla klubu.


- Jednak na początku waszej współpracy z Widzewem uważaliście, że lepiej być właścicielem.
- Taka była wówczas propozycja, ale toczyły się różne dyskusje wewnątrz klubu. Mieliśmy też mocne plany rozwojowe. Równolegle borykaliśmy się z problemami z organizacją naszych spraw biznesowych związanych z inwestycjami na rynku deweloperskim, jak również z samym klubem, który wymagał innego podejścia i odrębnego sposobu działania.

- O ile pamiętam, to decyzja Murapolu o wycofaniu się z akcjonariatu Widzewa była dość nagła?
- Była dość nagła, bo wiązała się też z faktem, że rozstawaliśmy się wtedy z Michałem Sapotą, czyli osobą, która zrobiła bardzo wiele dla Murapolu i jednocześnie miała otwarte serce dla samego Widzewa. Jednak pewne sprawy zdecydowały, że musieliśmy się rozstać.

- Początkowo Michał Sapota był tą osobą, która z ramienia Murapolu odgrywała wiodącą rolę w klubie. Pana było mniej wtedy widać. Dopiero później mocniej się Pan zaangażował?
- Tak to wyglądało. Michał Sapota zajmował się wówczas forsowaniem spraw związanych z Widzewem, ale naszym zdaniem w przypadku kupna akcji, była to decyzja przedwczesna. Natomiast wsparcie klubu od strony sponsorskiej było jak najbardziej właściwe.
REKLAMA

- To zaangażowanie w Widzew przynosi efekt biznesowy, widoczny w jakichś analizach lub podsumowaniach finansowych? Przekłada się to na przykład na sprzedaż mieszkań?
- Na pewno wejście do Widzewa łączyło się z naszymi nowymi inwestycjami w mieście, bo Łodzi przez wiele lat nie było w naszym portfelu inwestycyjnym i chcieliśmy zaistnieć w jednym z największych miast w Polsce. Trudno jest jednak określić, jaki to miało wpływ na nasze zyski, bo rynek w tej chwili jest bardzo dobry i nie wiadomo, czy sprzedaż robi się sama, czy też działania marketingowe ją wspomagają. W samej Łodzi był to czynnik bardzo ważny dla dużego rozwoju oferty sprzedaży mieszkań.

- Jako sponsor, mógł Pan przyjeżdżać na mecze i oglądać grę drużyny z loży honorowej. Zdecydował się Pan jednak zaangażować w pracę w Radzie Nadzorczej Widzewa.
- To jest w pewien sposób moja odpowiedzialność społeczna i biznesowa. Jeżeli jesteśmy już tutaj sponsorem, to chcemy w jak najszerszy sposób działać na rzecz klubu. Wydaje mi się, że staram się być takim głosem rozsądku i pewnego spojrzenia biznesowego na działalność Widzewa. W klubach zarządzanych przez kibiców często jest tak, że jest to spojrzenie głównie sercem, a powinno być to jednak podejście zdroworozsądkowe.

- Czyli chce Pan być raczej głosem doradczym?
- Staram się być dla osób zarządzających Widzewem głosem doradczym, służyć pomocą. Natomiast decyzje w Radzie Nadzorczej podejmowane są na zasadzie porozumienia, więc nie było sytuacji, w której moglibyśmy mówić o rozbieżności zdań.


- Można odnieść wrażenie, że coraz bardziej się Pan angażuje w działalność w Widzewie.
-  Nie ukrywam, że tak jest. Z dużą przyjemnością przyjeżdżam do Łodzi i patrzę na to miasto, które po dekadach zaniedbań, od kilku lat bardzo dynamicznie się rozwija. Patrzę też na Łódź okiem dewelopera i widzę, że jest jeszcze bardzo wiele rzeczy do zrobienia. Na przykład w przeciwieństwie do Krakowa, z którego pochodzę, w Łodzi są o wiele większe możliwości dotyczące inwestycji w centrum miasta.

- W Widzewie też jest jeszcze dużo do zrobienia, czy już można powiedzieć, że wszystko jest zbudowane tak, jak powinno to wyglądać?
- W Widzewie jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Ostatnio taką sprawą, w którą była zaangażowana Rada Nadzorcza, był wybór nowego zarządu klubu, który uzyskał jednogłośną akceptację wszystkich członków Rady. Myślę, że ten skład zarządu będzie mógł pokazać w najbliższych miesiącach i latach, że potrafi zbudować klub na skalę europejską. Bo takie ma postawione zadanie. Dwóch nowych członków zarządu jest spoza branży piłkarskiej i z mojego punktu widzenia jest to dobra sytuacja. Bo osoby, które mające inne doświadczenia biznesowe, będą mogły spojrzeć na klub jak na spółkę akcyjną lub przedsiębiorstwo.

- Ostatnio piłkarze nie pomagają zarządowi w tworzeniu tego projektu…
- To pasmo remisów można określić jako stabilizację formy, ale wolelibyśmy, żeby ta stabilizacja była w serii zwycięstw. Co prawda trochę nam pomagają nasi konkurenci przegrywając ważne mecze, ale uważam, że tak nie powinno być. Jest to rola przede wszystkim piłkarzy, trenera i dyrektora sportowego, a w dalszej kolejności też zarządu, żeby w jakiś sposób poskładać to i zmotywować, aby zakończyć ten sezon bezapelacyjnie na pierwszym miejscu. Jestem nastawiony optymistycznie i wierzę, że ta passa w końcu zostanie przełamana i zamieniona w pasmo zwycięstw trwające już do końca sezonu.
REKLAMA

- Zmiana trenera nie była zbyt pochopna z pańskiego punktu widzenia?
- Na pewno zmiana zaprzęgu przed finiszem wyścigu zawsze jest ryzykowna. W poprzednim sezonie przyniosła efekt. Co prawda nie byłem na meczu w Ostródzie, ale z tego co wiem, był to horror ze szczęśliwym zakończeniem. Wierzę, że trener Jacek Paszulewicz mimo pewnych problemów, poradzi sobie doskonale. Na spotkaniach z Radą Nadzorczą prezentuje dość spójny i rozsądny pomysł budowania drużyny.

- A czy Pan nie będzie chciał mieć większego wpływu na stronę sportową działalności klubu? 
- Nie, w takie sprawy nie będę wchodził. Nie mam w tym zakresie żadnych doświadczeń. Jestem biznesmenem, ale przy tym również standardowym kibicem, który ogląda mecze Widzewa i Reprezentacji Polski oraz niektóre mecze drużyn zagranicznych, więc na poziom sportowy w klubie na pewno nie będę chciał w żaden sposób wpływać.

- Z tym byciem takim standardowym kibicem to jednak w Pana przypadku tak do końca nie jest...
- Jest to dość skomplikowana historia. Na pierwsze mecze jako młody chłopak chodziłem na Cracovię, ale później bardziej byłem związany, i zresztą nadal jestem, z Wisłą Kraków. Co pokazało między innymi wsparcie Wisły w kluczowym momencie, gdy klub nie miał środków na zagraniczne zgrupowanie. Kibicowałem też Podbeskidziu, którego właścicielem byliśmy, ale wsparliśmy również zasłużony krakowski klub Garbarnię, która można powiedzieć była w pewnym sensie skrzywdzonym klubem w tym mieście. Odebrano jej stadion i część terenów, gdzie działała. Dzięki umowie, która była zawarta między Murapolem a Garbarnią i wybudowaniu na części pozostałych jej terenów obiektów mieszkalnych, klub zarobił wystarczająco duże pieniądze, aby zbudować nowy stadion. Mały, ale bardzo ładny obiekt, a drużyna obecnie gra na swoim poziomie dobrze. Teraz jesteśmy w Widzewie i osobiście jestem związany emocjonalnie z tym klubem. Zresztą historia Widzewa, jego brand jest takim, który łączy wielu Polaków i ja się do nich zaliczam. Życzę Widzewowi jak najlepiej.
REKLAMA

- Jeszcze po drodze była Polonia Warszawa, którą sponsorowaliście?
- To był krótki epizod. Wtedy wsparliśmy Polonię w jej ciężkich czasach. Wykupiliśmy reklamę na koszulkach.

- Na zasadzie prestiżowej rywalizacji z konkurentem z branży -  J.W. Construction?
- Tak, można to nazwać takim dowcipem biznesowym. Tak to potraktowaliśmy. Natomiast jesteśmy obecni bardzo mocno w sporcie, a w piłce nożnej szczególnie. W tej chwili koncentrujemy się absolutnie na Widzewie i chcemy, żeby ten klub osiągnął jak najwięcej.

- A jak pańscy koledzy, współwłaściciele Murapolu, podchodzą do tego tematu? Też żyją trochę Widzewem i na przykład przyjeżdżają na mecze?
- Raczej jest to umiarkowane zaangażowanie, bo mają zupełnie inne zainteresowania. Przy czym, trzeba zaznaczyć, że jeśli chodzi o głównych akcjonariuszy, to panuje pełne porozumienie, że sytuacja w jakiej obecnie jesteśmy, czyli status sponsora strategicznego Widzewa, jest przez firmę dobrze oceniana i mamy w tym zakresie pełną zgodę.


- Oprócz działalności biznesowej, jest Pan też aktywny na innych płaszczyznach, w obszarze CSR.
- Prawie dwa lata temu założyłem Fundację TworzyMy Kraków. Zajmuje się ona organizowaniem konkursów na małe i średnie formy architektoniczne, które będziemy budować w różnych miejscach Krakowa, a także innych miast. . Chcemy tworzyć miasta przyszłości, miejsca wyjątkowe, w których tradycja splata się ze śmiałą wizją architektoniczną i artystyczną. Pierwszym naszym projektem, który notabene jest już w dosyć zawansowanym stadium, jest rzeźba architektoniczna „Kapsuła Czasu”. Jej wnętrze ma pomieścić prace literackie i plastyczne różnych ludzi, przedstawiające to jak wyglądać będzie miejsce ich życia za sto lat. Tą społeczną akcję nazywamy „Sercem Kapsuły Czasu”. Mogą w niej uczestniczyć wszyscy mieszkańcy Polski. Najlepsze prace trafią do naszej Kapsuły. Rzeźba jest mobilna, bo Fundacja będzie prezentować ją podczas różnych imprez w wielu miastach kraju. Mam nadzieję, że przyjedzie również do Łodzi. O wszystkim można przeczytać na stronie Fundacji – tworzymykrakow.org.

- W Łodzi planuje Pan zrobić taką akcję przy okazji meczu Widzewa?
- To byłoby doskonale, gdybyśmy mogli zaprezentować już gotową rzeźbę „Kapsuła Czasu”, natomiast obecnie najważniejszym jest wypełnienie pracami Serca Kapsuły Czasu. Na dzień dzisiejszy, do Fundacji spłynęło około dwa tysiące prac, z czego sześćset Jury oceniło jako bardzo wartościowe. Natomiast nasze oczekiwania są dużo ambitniejsze – chcemy jeszcze w tym roku zebrać kilkadziesiąt tysięcy prac z całej Polski. Zapraszamy do naszej akcji – konkursu literackiego i plastycznego.

- A może lepiej było te prace zamieścić w internecie?
- To jest taka forma prac, która musi mieć swoje wyobrażenie. Oczywiście możemy każde dzieło umieścić w chmurze, ale nie wiem czy chcemy, żeby wszystko na tym świecie stało się wirtualne. Pewne rzeczy muszą być namacalne. Na przykład w postaci tej rzeźby. Sama „Kapsuła Czasu” będzie tworem interaktywnym. W środku zamkniemy komputer, z którym będzie można się komunikować i dogrywać pewne rzeczy. Warto podkreślić, że tylko w tym roku istnieje możliwość, żeby jakakolwiek praca w oryginale znalazła się w „Kapsule Czasu”. Dlatego też bardzo mocno promujemy tę akcję społeczną.

Tomasz Andrzejewski