REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 magi 193
2 kosa76 193
3 wiesia 184
4 cypek1910 184
5 robert77u 177
6 EGON72 173
7 Papay 173
8 sebalat... 171
9 abel55 170
10 FeelFaza 165
REKLAMA
 
Rybski: "Szykujmy się na dobre widowisko"
 
Piątek, 12. kwietnia 2019, godz. 22:00

W niedzielę widzewiacy zmierzą się z Pogonią Siedlce. W kadrze mazowieckiego zespołu znajduje się Andrzej Rybski, dla którego przyjazd od Łodzi będzie powrotem po latach. W rozmowie z „Widzewiakiem” pomocnik wrócił do lat młodości i wspomniał czasy walki o Ekstraklasę, opowiedział o dobrej formie swojego obecnego klubu i podkreślał walory nowego stadionu Widzewa.

- Na samym początku chciałbym zapytać czy Pana ostatni występ w na stadionie Widzewa, jako zawodnika łódzkiego klubu przypadł na baraż z Odrą Wodzisław?
Andrzej Rybski:
- Dokładnie tak. Jednak później miałem okazję zagrać w Łodzi jako zawodnik Polonii Bytom, gdzie byłem wypożyczony. Trenerem był wtedy Michał Probierz i wygraliśmy 1:0. To była moja ostatnia wizyta w charakterze gościa na stadionie Widzewa. 

- Pamiętam Pan jakieś anegdoty z tamtego spotkania? 
- Ciężko powiedzieć. Na pewno wyjechaliśmy w dniu meczu i zawsze wspominam ten wyjazd, gdyż krótko przed przyjazdem do Łodzi zatrzymaliśmy się na lody (śmiech). Nie miało to jednak wpływu na naszą formę i wygraliśmy. Dlatego często mówię, że te lody to nie taki zły pomysł bezpośrednio przed meczem. Było to dla mnie na pewno duże wydarzenie, bo byłem związany z Widzewem na papierze będąc wypożyczony  do Polonii, no i naprawdę dobrze graliśmy tego dnia i zwieńczyliśmy mecz zwycięstwem. 
REKLAMA

- To chyba ciekawa sprawa wrócić po tylu latach na „swój” stadion, jeszcze przy takiej otoczce, rodem z Ligi Mistrzów. 
- To prawda. W tej II lidze każdy zespół raz w sezonie może poczuć się jakby grał na najwyższym poziomie. Myślę, że to ważne dla każdego trenera, zawodnika, działaczy i wszyscy czekają na mecz z Widzewem. Ja się bardzo cieszę, że ten stadion nie stracił uroku, bo oczywiście jest nowoczesny, ale charakter starego obiektu został zachowany. Niektóre molochy zatraciły te cechy stadionu piłkarskiego, chociaż trzeba się cieszyć, że te areny powstają. 

- Chodzi Panu o to, że trybuny są blisko boiska, że obiekt jest kameralny?
- Tak naprawdę można powiedzieć, że oba obiekty łączy bliźniacze podobieństwo. Oczywiście, przy nowym stadionie użyto nowych technologii, ale ten widzewski klimat pozostał. 

- Pan początkowo nie miał szczęścia do gry na tym obiekcie, bo od początku Pana kariery w Widzewie klub się staczał. 
- Trzeba jednak pamiętać, że w tym trudnym czasie dopiero wchodziłem do dorosłej piłki, miałem 18 lat. Dlatego pewne rzeczy postrzegałem inaczej i wielkim przeżyciem było dla mnie wejść do szatni ekstraklasowego Widzewa. Mogłem zapoznać się z obozami zagranicznymi, zagrałem kilka niezłych spotkań na poziomie I ligi. Oczywiście problemy były  miałem już odchodzić. Jako chłopak związany z Łodzią i klubem nie chciałem tego robić. Odbyłem testy w Odrze Wodzisław i chyba Widzew postawił zaporową kwotę i ostatecznie temat upadł. Pamiętam, że wracałem pociągiem z Wrocławia i byłem ogromnie szczęśliwy, że dalej zostanę w Łodzi. To były już te dni, kiedy prezes Boniek zaczął się zajmować przejęciem klubu i kolejny rok był naprawdę udany. Podczas tej odbudowy klubu miałem przyjemność uczestniczyć czynnie w grze. Niestety zakończyło się to źle, bo w barażu z Odrą Wodzisław ulegliśmy. Sezon był dobry, bo zajęliśmy 4. miejsce i udało się w tych meczach o Ekstraklasę zagrać, ale mogło być jeszcze piękniej. 
REKLAMA

- Te mecze z Odrą miały naprawdę ciekawą otoczkę, rodem z pucharów. Odkodowany Canal+, pełen stadion przy Piłsudskiego, Franciszek Smuda jako trener gości...
- Pamiętam, że graliśmy naprawdę nieźle. Mieliśmy kilka sytuacji, m.in. Jarka Lato, których nie wykorzystaliśmy. Wtedy, o ile pamiętam, Michał Stasiak po stałym fragmencie zdobył bramkę, wyrównaliśmy, ale dalej już nie poszło. Mieliśmy duży niedosyt jeśli chodzi o ten mecz w Łodzi. 

- Widzew miał całkiem ciekawy skład wtedy. Pan, wspomniany Jarosław Lato, Rafał Pawlak na skrzydle...
- Ten sezon był naprawdę fajny, zagrałem w ponad 30 spotkaniach. Grałem jako środkowy napastnik, na bokach był Lato i Pawlak. Piękne czasy, byłem młody, a seniorska piłka odkrywała przede mną swoje sekrety. 

- W tamtym czasie szkoleniowcem Widzewa był Stefan Majewski. Może to nieeleganckie, ale teraz przy okazji publikacji książek i wspomnień ujawniane są pewne smaczki i negatywne komentarze wobec jego osoby. Jakim on był pierwszym trenerem? Mówi się, że był zamordystą i niepochlebnie wyrażał się o zawodnikach. Potwierdzi Pan te informacje? 
- Nie potwierdzę, bo wspominam trenera bardzo pozytywnie. Pewne negatywne informacje przychodziły do nas z Wronek, gdzie trener był rok wcześniej, ale te pogłoski kompletnie się nie sprawdziły. Stefan Majewski jest osobą inteligentną i co prawda panowała o nim opinia, że jest człowiekiem ostrym, ale był w stanie zawodnikowi pomóc i oddać swój czas. Trzeba też pamiętać, że mieliśmy dobre wyniki, a to zawsze buduje atmosferę. 
REKLAMA

- A wie Pan kto ukradł ten słynny laptop trenera Majewskiego?
- Mnie na pewno można wykluczyć (śmiech). 

- Czyli nie klika Pan właśnie w klawiaturę wspomnianego komputera?
- Nie, nie. Można mnie wykluczyć z kręgu podejrzanych. 

- Przejdźmy do teraźniejszości. Patrząc na Wasze wyniki, można wyrazić się jednym słowem – szacuneczek. 
- Piłka to tak piękny sport, że do końca trzeba być skoncentrowany i nie możemy być rozluźnieni i musimy zdobywać punkty. Mogę powiedzieć, że odkąd przyszedł trener Prasoł, gramy świetnie. Mogę powiedzieć szczerze, że to jego zasługa. Patrząc teraz na tabelę, aż żal tych wszystkich punktów, które straciliśmy jesienią. Z nowym trenerem pokazaliśmy zupełnie nowe oblicze. 

- W rundzie rewanżowej jesteście jedynym zespołem, który nie odniósł porażki. To budzi szacunek, szczególnie przy skromnych środkach. Takie zespoły jak Widzew lub Elana mogą sobie pozwolić teoretycznie na lepszych zawodników, a Wy robicie wynik ponad stan. 
- Zbieram co tydzień opinie od różnych trenerów i oni naprawdę chwalą nasz zespół. Na papierze często dobrze się wygląda, ale trzeba to scementować. Jestem zadowolony z tego jak funkcjonuje drużyna i piękne jest to, że wygrywamy. Jednak nie upijamy się tym, tylko staramy się dalej funkcjonować dobrze, w tym jest duża rola trenera, który dobiera odpowiednie słowa i potrafi do nas trafić. 
REKLAMA

- Wypowiada się Pan bardzo pochlebnie o trenerze. On potrafi odpowiednio przemówić mentalnie, zmotywować Was? 
- Jestem w takim wieku, że może z 8 lat temu wstydziłbym się tak mówić, ale teraz nie mam z tym problemu. Po prostu trener jest dobry w każdej dziedzinie mogę mówić o nim w samych superlatywach. Z szatni na pewno bije entuzjazm, a jest on zaszczepiony właśnie przez trenera Prasoła. 

- Może to kwestia szerszej perspektywy, którą nabiera się z wiekiem?
- Chyba tak. W tym sezonie miałem okazję pracować w różnych warunkach i teraz są one zdecydowanie lepsze. 

- Zbliża się mecz w Łodzi i miejscowi dziennikarze podczas pierwszego briefingu z trenerem Paszulewiczem ostrzegali go przed meczem z Wami. Nowy szkoleniowiec Widzewa starał się odwracać te pytania i stawiać tezę, że to Pogoń Siedlce powinna bać się przyjazdu do Łodzi. Jak to jest? Obawiacie się tego spotkania? RTS teoretycznie zremisował 6 meczów z rzędu, ale dalej jest niepokonany. 
- Nastawienie jest takie, że chcemy cieszyć się tym meczem. Na pewno jesteśmy w formie i nie chciałbym tu używać jakichś wielkich słów. Rozumiem trenera Paszulewicza, bo ma za sobą kilka dni w klubie i musi budować w drużynie pewność siebie. My skromnie podchodzimy do niedzieli i postaramy się pokazać, że dobrze gramy jako zespół.

- Nie będziemy tu zdradzać niuansów taktycznych, ale czego łódzcy kibice powinni się spodziewać przed niedzielnym spotkaniem? Zagracie otwartą piłkę, czy raczej ustawicie się za podwójną gardą? 
- Jeżeli spojrzy się na nasze ostatnie mecze to można się przekonać, że często prowadzimy i staramy się dążyć do zwycięstwa, zdobywać bramki. Jeśli chodzi o detale, to oczywiście zdecyduje o tym trener.

- Podsumowując – szykujemy się na wymianę ciosów w Łodzi?
- Szykujmy się na dobre widowisko i niech to będzie zwieńczenie naszej rozmowy! 

Jakub Dyktyński