REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 magi 193
2 kosa76 193
3 wiesia 184
4 cypek1910 184
5 robert77u 177
6 EGON72 173
7 Papay 173
8 sebalat... 171
9 abel55 170
10 FeelFaza 165
REKLAMA
 
To nie było klasyczne 4-4-2
 
Czwartek, 11. kwietnia 2019, godz. 16:00

To są wyjątkowo intensywne dni dla drużyny Widzewa i jej nowego trenera, Jacka Paszulewicza. Po powrocie do Łodzi z meczu z Olimpią Elbląg, szkoleniowiec w czwartek spotkał się z dziennikarzami na konferencji prasowej.

Podczas rozmowy padło pytanie do trenera, czy w kolejnych meczach drużyna Widzewa będzie grała w ustawieniu z dwoma napastnikami. Zdaniem szkoleniowca, w Elblągu zespół nie do końca grał w dobrze znanym systemie 4-4-2. - Personalnie zagraliśmy dwoma napastnikami, natomiast wchodząc na boisko Wolsztyński miał też zadania kreowania sytuacji w środku pola. Nie było to klasyczne 4-4-2. Chcieliśmy mieć mobliny środek, całą drugą linię, względem przeciwnika, który charakteryzował się wysokim wzrostem, i to udało się zrobić - powiedział trener Widzewa.
REKLAMA

Zdaniem szkoleniowca, skuteczność drużyny nie zależy od tego, ilu piłkarzy zagra w ataku. - Ilość napastników nie świadczy o liczbie zdobywanych bramek. Bo napastnicy żyją z podań. Jeśli ich nie będzie, to powiem szczerze, rzadko i trudno znaleźć napastników, którzy sami potrafią sobie wykreować tyle sytuacji i bramek, żeby byli kluczowymi zawodnikami. I przeważnie tacy zawodnicy nie grają już na tym poziomie ligowym. Szybko trafiają do ekstraklasy i klubów europejskich, więc my musimy się zmierzyć z tym, co mamy. Jeśli będziemy kreowali sytuacje, nasi napastnicy będą strzelać bramki - oznajmił Jacek Paszulewicz.

W siedmiu meczach rundy wiosennej piłkarze Widzewa strzelili 6 goli. Tylko 2 z nich były autorstwa napastników łódzkiej drużyny, a konkretnie jednego z nich - Rafała Wolsztyńskiego.

KW