REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 219
2 kosa76 215
3 magi 207
4 cypek1910 203
5 abel55 202
6 robert77u 194
7 czackikom 193
8 EGON72 192
9 sebalat... 191
10 conrado... 188
REKLAMA
 
Topolski: "Z całym szacunkiem dla trenera Mroczkowskiego, ale ma przez prezesów postawione zadanie"
 
Czwartek, 4. kwietnia 2019, godz. 20:40

W ramach rozpoznania przed najbliższym starciem skontaktowaliśmy się z Adamem Topolskim, trenerem Błękitnych Stargard, a w przeszłości wieloletniego zawodnika Legii Warszawa. - Piłka powinna być tam, gdzie są kibice. Przypomniały mi się młode lata, gdy przyjeżdżałem tu jako piłkarz Legii. Życzę Widzewowi szybkiego awansu do ekstraklasy – mówił szkoleniowiec pomorzan po jesiennym spotkaniu, odnosząc się do atmosfery panującej w „Sercu Łodzi”. Teraz jego zespołowi przyjdzie zmierzyć się z przeżywającym kryzys Widzewem na własnym boisku. Były obrońca CWKS, z którym poprzednią rozmowę możecie przeczytać tutaj, zapowiada walkę o zwycięstwo. 

- Zacznijmy od tego, że dzięki swojej wypowiedzi po jesiennym meczu z Widzewem, jest Pan obecnie jednym z najbardziej lubianych legionistów w Łodzi.
Adam Topolski:
- No co mogę powiedzieć (śmiech). Myślę, że trzeba docenić kibiców Widzewa za atmosferę, którą tworzą. I podczas kariery zawodniczej, i podczas tej trenerskiej przyjeżdżałem do Łodzi wielokrotnie i dobrze wspominam atmosferę na stadionie. Mam dużo sympatii i kolegów w drużynie Widzewa. Tak wypadło, że zostałem legionistą i z Legią się utożsamiam, ale uczciwie trzeba przyznać, że łódzcy kibice są bardzo głośni. 
REKLAMA

- Głównym tematem rozmowy jest oczywiście zbliżające się starcie pomiędzy Błękitnymi a Widzewem, jednak chciałem dowiedzieć się czy jako zasłużony zawodnik „Wojskowych” odczuł Pan ulgę po zwolnieniu trenera Sa Pinto?
- Sa Pinto miał zbyt dużo wrogów. Nie można zawsze stawiać wszystkiego przeciw wszystkim. Czasem trzeba wziąć pod uwagę osąd kibiców, piłkarzy. Trener jest też częścią większej machiny, nie może stawiać się ciągle na pierwszym miejscu. Myślę, że zwolnienie Sa Pinto to bardzo dobra decyzja. 

- A myśli Pan, że dzięki tej zmianie Legia ponownie sięgnie po mistrzostwo, czy jednak Lechia po raz pierwszy w historii zdobędzie to trofeum?
- Myślę że Legia prześcignie Lechię, bo z szacunkiem do tych drugich, ale Legia ma lepszych piłkarzy.  Nie można jednak nikomu nie można obierać marzeń, również kibicom Lechii i jej zawodnikom.  Patrząc na to z punktu sportowego, lepszy jest zespół warszawski i dla mnie to oni są faworytem.

- Wróćmy do naszej drugoligowej szarzyzny.  Zaryzykuję stwierdzenie, że Błękitni mieliby sporo punktów więcej, gdyby mecze były krótsze o 15 minut. 
- Powiem szczerze, że w tej rundzie mogliśmy wygrać wszystkie mecze, które przegraliśmy. Mieliśmy sytuację bramkowe mogące zmienić przebieg wydarzeń, jak w meczu z ROW-em Rybnik, gdzie przed stratą gola stworzyliśmy trzy okazje do zdobycia gola, w Stalowej Woli straciliśmy bramki po błędach juniorskich, i z Resovią prowadziliśmy 1:0, ale rywale dostali „problematycznego” karnego, którego sędzia im podarował, a mecz skończył się remisem. Z Elaną również wygrywaliśmy, ale straciliśmy dwie bramki, a sędzia nie podyktował nam „jedenastki” przy prowadzeniu. Zamiast dobić gospodarzy, wróciliśmy do domu z niczym. Popełniamy szkolne, juniorskie błędy, a do tego nie trafiamy w w naprawdę stuprocentowych sytuacjach. Myślę że tych punktów moglibyśmy mieć pięć więcej, szczególnie w tych spotkaniach, w których byliśmy po prostu lepsi.
REKLAMA

-  Macie dosyć młody zespół, udaje się zdobywać bramki, ale też dużo ich tracicie, stąd niski dorobek punktowy. Czy jako były obrońca skupia się Pan teraz na pracy z defensywą?
- Muszę podkreślić, że na pierwsze mecze wypadł nam Piotrek Kurbiel (napastnik Błękitnych – przyp. red.), który był w wysokiej formie i na pewno brakuje nam takiego zawodnika, grającego ofensywnie i walczącym o każdą piłkę. Z nim w składzie graliśmy w systemie 4-4-2 i to nam dawało sporo sytuacji bramkowych. Jeśli chodzi o wspomnianą obronę, to bramkarze nie wybronili nam jeszcze żadnego meczu, dlatego musimy nad tym pracować. W tyłu popełniamy szkolne błędy w kryciu, a ja dodatkowo staram się uczyć obrońców, że podstawą jest obrona, ale następnie jest atak. Tak jak Pan zauważył, mamy młody zespół i czasem w tej młodzieńczej fantazji ruszamy do przodu i zapominamy o defensywie. 

- Podczas ostatniego meczu z Widzewem, Błękitni zaimponowali ofensywną grą w drugiej połowie. Pana zawodnicy nie przejęli się 4 bramkami straty i zdołali sami dwukrotnie pokonać Wolańskiego. W Stargardzie możemy spodziewać się ofensywnego starcia?
- Trzeba powiedzieć, że w Łodzi nie byliśmy przestraszeni, ale wszystkie bramki strzeliliśmy sobie sami, co później potwierdziła analiza. Bramka na 2:0, bezpośrednio z rzutu rożnego, mogła rozbić zespół. Jednak przy stanie 4:2 udowodniliśmy, że jesteśmy dla Widzewa równorzędnym przeciwnikiem. Grając u siebie na pewno się nie położymy, musimy walczyć o punkty. Widzew jest w takiej sytuacji, że musi się przełamać. Nie wiem jak trener Mroczkowski do tego podejdzie, ale na pewno ma szeroką kadrę i może wybierać. Ja mam tę kadrę trochę ograniczoną, ale nie będziemy narzekać. W meczu z Elaną pokazaliśmy, że z czołówką możemy grać jak równy z równym, dlatego z Widzewem również podejdziemy bez żadnej bojaźni. Chcemy złapać co najmniej jeden punkt. 

- W ostatnich dniach kilku trenerów na poziomie Ekstraklasy i II ligi straciło pracę. W przypadku Waszej jakiejkolwiek zdobyczy punktowej, to samo może czekać Radosława Mroczkowskiego. 
- Na pewno praca trenera nie jest przyjemna i łatwa. Trener Mroczkowski na pewno robi wszystko, by wprowadzić swój zespół do I ligi i to byłaby porażka, gdyby Widzew w takim momencie nie awansował. Z całym szacunkiem dla trenera Mroczkowskiego, ale ma przez prezesów postawione zadanie. Docierają do nas głosy, że Widzew nie może u nas przegrać, czy zremisować, ale my też chcemy grać, walczyć o punkty i się utrzymać. Nie ważne kto tu przyjedzie, to nie położymy się i nie będziemy czekać na to co pokaże rywal. Widzew ma więcej atutów i to on jest faworytem, ale generalnie chcemy wyjść na boisko i powalczyć. 
REKLAMA

- Gdy rozmawialiśmy jesienią, podkreślał Pan swoje problemy ze skompletowaniem kadry. Udało się to chyba całkiem nieźle, bo przewaga nad strefą spadkową mogła być większa, ale gdyby nie kilka pechowo straconych bramek, to tych punktów mogło być więcej. Jak Pan oceni obecne perypetie swojej drużyny?  Cel pozostaje bez zmian?
- Tak jak Pan mówi, cel pozostaje bez zmian. Mamy 18-stkę fajnych chłopaków, na to nas było stać, na to pozwolił budżet, a kadrę uzupełniliśmy juniorami. Dodatkowo Mateusz  Kwiatkowski nam wypadł, do tego kapitan zespołu – Rogala, wspomniany wcześniej Kurbiel, a ostatnio za kartki Baranowski. Myślę że gdyby w Widzewie stracono trzech podstawowych zawodników, to trener Mroczkowski miałby duży problem. My praktycznie bez tych piłkarzy rozegraliśmy pierwsze 5 spotkań. Część powoli wraca, ale Kurbiela jeszcze nie mamy, zdrowy  w 100 procentach nie jest jeszcze Mateusz Kwiatkowski. Nie ukrywam, że gdybyśmy mieli cały czas w pełni zdrową kadrę, to tych punktów byłoby więcej. Nie szukamy jednak usprawiedliwień, mamy 28 punktów,  w najbliższych 8 meczach musimy zdobyć ich 12 i rozpoczynamy o to walkę.

- Podsumowując. Widzew Mroczkowskiego połamie sobie zęby na Stargardzie Topolskiego?
- Trudno mi powiedzieć, ale na pewno liczę, ze mój zespół zagra dobre spotkanie. Szanuję Widzew, ale jako gospodarz musimy wygrywać i remisować na własnym boisku. To dla Widzewa na pewno nie będzie  mecz, dla nas również, ale musimy zostawić na boisku zdrowie i grać o zwycięstwo.

Jakub Dyktyński