REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 219
2 kosa76 215
3 magi 207
4 cypek1910 203
5 abel55 202
6 robert77u 194
7 czackikom 193
8 EGON72 192
9 sebalat... 191
10 conrado... 188
REKLAMA
 
Wraga: "Jest trochę za duża rotacja w składzie"
 
Środa, 3. kwietnia 2019, godz. 09:34

Wiesław Wraga (na zdjęciu po lewej), jeden z czołowych piłkarzy legendarnego Widzewa z lat 80. XX wieku, jest obecnie wiernym kibicem drużyny spod znaku RTS i bacznie śledzi jej grę w drugiej lidze. Tym bardziej chętnie porozmawialiśmy z nim o tym, co obecnie dzieje się z drużyną Widzewa.

- W rundzie wiosennej widzewiacy na razie nie przegrali meczu, ale seria remisów wywołała nerwową atmosferę w klubie. Część kibiców nawet zaczęła domagać się zmiany trenera. Czy słusznie?
Wiesław Wraga: - Nerwowa atmosfera wynika z tego, że ogólnie cała otoczka wokół klubu i drużyny została za bardzo nadmuchana. Po części przez władze klubu, ale również dziennikarzy i kibiców, bo wszyscy zaczęli mówić i pisać od razu o wielkim Widzewie i wspaniałych piłkarzach, którzy w cuglach wygrają tą ligę. A tak nie jest. Mamy drużynę jaką mamy, czyli na poziomie innych drużyn w lidze, jak pokazują wyniki z ostatnich miesięcy. Rywale zobaczyli, że Widzew to nie jest jakiś gigant, z którym nie można podjąć walki.

- Punkty jednak nam uciekają, a rywale odrobili w tabeli straty do Widzewa. Czy to czas na radykalną zmianę, czyli zastąpienie trenera Radosława Mroczkowskiego innym szkoleniowcem?
- Nie ma co na wariata taką zmianę robić. W czasach kiedy grałem, też kiedyś zabrakło w klubie cierpliwości i skończyło się bardzo źle. To było pod koniec lat 80. Mieliśmy wtedy naprawdę dobrą drużynę, która mogła powalczyć nawet o mistrzostwo, a spadliśmy z ekstraklasy. Po kilku nieudanych meczach doszło do pierwszej zmiany trenera. Niedługo potem do kolejnej i następnej. Efekt był taki, że na boisku w kolejnych meczach biegaliśmy przy rywalach tak, jakby Syrenka ścigała się z Ferrari. Dlatego radziłbym, żeby kibice do obecnej sytuacji drużyny Widzewa podeszli spokojniej.
REKLAMA

- Tylko czy piłkarze potrafią zagrać lepiej niż w ostatnich meczach?
- Nie jestem blisko drużyny, więc nie będę się wymądrzał. Trener Mroczkowski na pewno ma swoje założenia, które realizuje i może za chwilę chłopaki się obudzą. Bo piłkarze jedyne, co powinni teraz robić, to grać, zapieprzać na boisku i walczyć, a nie po ostatnim gwizdku iść ze spuszczonymi głowami pod sektor kibiców i wysłuchiwać krytykę pod swoim adresem. Trzeba sobie radzić z presją, a nie doprowadzać do takich sytuacji. Może w Widzewie powinno się wrócić do słynnych gierek środowych z naszych czasów? Wtedy już kilka dni przed meczem każdy musiał być w gazie, żeby wywalczyć miejsce w składzie i pokazać się trenerowi. Jeden drugiego motywował, a nie jakiś trener mentalny. Bo to już jest lekkie przegięcie z tym zatrudnianiem w Widzewie trenerów od wszystkiego.

- Motywacja to jedno, ale ze skutecznością też nie jest najlepiej. W ostatnim meczu w Łęcznej widzewiacy oddali tylko jeden celny strzał na bramkę przeciwnika.
- Piłkarze na pewno w tygodniu mają treningi strzeleckie, więc skuteczność ćwiczą. Na boisku w czasie meczu to wygląda już inaczej. Dla mnie jednym z głównych problemów jest to, że nadal nie ma w zespole środka pola. Nie ma myślącego piłkarza, który rzuci kilka razy dobrą piłkę w pole karne rywala. Przecież w niedawnym meczu z Elaną to wyglądało jak gra dzieci na podwórku. Pod jedną bramką była jedna grupa obrońców i napastników obu drużyn, podobnie jak po drugiej stronie boiska. A po środku pustka. Nic się nie działo.

- Trener Mroczkowski próbuje reagować na to ciągłą rotacją w składzie i zmianami w trakcie meczów.
- Ta rotacja w składzie jest trochę za duża. To powinny być jedna, dwie zmiany w składzie na mecz, wymuszone głównie przez kontuzje lub kartki. Niektórych decyzji trenera nie rozumiem. Jak na przykład w meczu z ROW Rybnik. Gdy schodziłem na przerwę z trybun to w rozmowie z kolegami byliśmy zgodni, że przez pierwsze 45 minut najlepszy na boisku był Daniel Mąka. Wracam po przerwie na trybuny i co? Mąka został zmieniony. Albo Mateusz Michalski, który w trzeciej lidze bardzo dobrze sobie radził na boku pomocy. To był jedyny chłopak, który dryblował z piłką, potrafił przejść rywala i skutecznie zagrać w polu karnym. A teraz nagle jest przesuwany do środka i ginie na boisku. Jest mało widoczny i skuteczny.
REKLAMA

- Teraz widzewiaków czeka wyjazdowy mecz z klubem z pana rodzinnego miasta. To przecież z Błękitnych Stargard swego czasu prezes Ludwik Sobolewski ściągnął pana do Widzewa.
- Tak było, i w Stargardzie o mnie nadal pamiętają. Zostałem przez Błękitnych zaproszony na mecz i pojadę tam z przyjemnością. Przy okazji spotkam się ze znajomymi i odwiedzę grób rodziców na miejscowym cmentarzu. Niektórzy kibice Widzewa licytują się, że mają już na koncie po 100 czy 200 wyjazdowych meczów na koncie. Dla mnie w tej roli będzie to dopiero trzeci wyjazd, bo kiedyś jako kibic Widzewa byłem na meczach w Sosnowcu i Bydgoszczy.

- Wracając do początku naszego wywiadu, mimo że Błękitni wiosną grają jeszcze gorzej niż Widzew, to raczej nie należy spodziewać się tam łatwej przeprawy?
- Na pewno postawią się Widzewowi, bo to klub w którym grają głównie chłopaki ze Stargardu i okolic. Młodzi, którzy mają poprzez grę w drugiej lidze okazję się pokazać i wypromować, a tym samym zyskać szansę gry w mocniejszym klubie. W zespole jest wielu młodzieżowców i mimo tego, że przed sezonem doszło w Błęktinych do kilkunastu zmian w kadrze, to nie oddadzą tak łatwo pola. Oni nie położą się przed Widzewem na boisku tylko dlatego, że przyjechał do nich tak utytułowany klub.

Kamil Wójkowski