REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 219
2 kosa76 215
3 magi 207
4 cypek1910 203
5 abel55 202
6 robert77u 194
7 czackikom 193
8 EGON72 192
9 sebalat... 191
10 conrado... 188
REKLAMA
 
Możejko: "Idę w trupa i ciągnę zespół, a nie unikam gry"
 
Środa, 13. marca 2019, godz. 18:20

Andrzej Możejko (na zdjęciu po lewej) to postać dobrze znana starszym kibicom Widzewa. W łódzkim klubie grał ponad 10 lat, w tym przez siedem sezonów w ekstraklasie, w której rozegrał 183 mecze w barwach RTS i wywalczył z Widzewem dwa mistrzostwa Polski. Był jednym z filarów legendarnego zespołu grając na pozycji lewego obrońcy. Obecnie regularnie bywa na meczach Widzewa, w tym na ostatnim z ROW Rybnik.

- Panie Andrzeju, dlaczego to Widzew w sobotnim meczu na własnym stadionie gonił wynik w pojedynku z ostatnią drużyną w tabeli, a nie rywale?
REKLAMA

Andrzej Możejko: - Jakbym to miał podsumować tak krótko, to powiedziałbym, że nie wiadomo kto i nie wiadomo po co.

- Przecież wiadomo, że grali piłkarze Widzewa...
- Grała drużyna pod tą nazwą, ale samą nazwą "Widzew" meczu się nie wygra. Dla mnie w meczu z ROW to wyglądało na zbiór przypadkowych osób, które grały tak, jakby nie miały marzeń. Może ci piłkarze naprawdę nie mają wielkich marzeń odnośnie gry w Widzewie, ale są ludzie, którzy przychodzą na ten stadion po kilkanaście tysięcu, bo mają marzenia. O tym, że Widzew będzie grał dobry futbol i odnosił sukcesy.

- Być może to piłkarze ROW-u Rybnik zaskoczyli widzewiaków? Na przykład wysokim wychodzeniem do nich na boisku.
- Przecież to już tak wygląda od kilku spotkań na tym stadionie, że każdy zespół przyjezdny prezentuje się lepiej od Widzewa, mimo że są to drużyny ze środka lub dołu tabeli. Ja nie wiem, dlaczego piłkarze Widzewa tak paskudzą swoją grę. Nie wymagam, że mają stłamsić, czy zgnieść rywala od pierwszej minuty, ale żeby pokazali walkę i jakiś styl gry. Tymczasem mamy statyczność, niedokładność i brak stylu. Na przykład w linii pomocy brak przebojowego chłopaka, bo nikt nie chce brać odpowiedzialności za grę. To niech chodzi o to, że ma od razu zrobić akcję meczu. Ale niech chociaż spróbuje rozegrać piłkę, pójść z akcję do przodu. Trzeba próbować. Raz ci nie wyjdzie, drugi, trzeci, ale za czwartym już złamiesz szyki rywala i może być gol. My tak graliśmy. Na zasadzie "idę w trupa" i ciągnę zespół, a nie unikam gry.

- Po raz kolejny Widzew miał też kłopoty ze zdobyciem bramki.
- Bo jak się jest napastnikiem, to trzeba biegać za piłką oraz robić szum i wiatr pod polem karnym przeciwnika. A tymczasem Daniel Świderski był cały czas przyklejony do środkowych obrońców ROW-u, a Przemysław Banaszak wychodzi na 20-25 metr tylko po to, żeby odebrać podanie od pomocników i ponownie im oddać piłkę. I na tym kończyła się gra naszych napastników. I dlatego niemożliwym było, żeby taki Radwański rzucił im prostopadłą piłkę na wolne pole, bo tych napastników tam nie widziałem. Za to piłka wylatywała po tych podaniach poza boisko.

- Trener Radosław Mroczkowski próbował na to reagować zmianami już w przerwie meczu i duet rezerwowych Pieńkowski-Michalski wypracował gola.
- Tak, ale ja naprawdę nie zazdroszczę trenerowi. Przecież ci piłkarze znają się jak łyse konie. Trenują ze sobą na codzień i na każdym treningu trener przekazuje im swoją koncepcję i plan gry. A potem to wszystko gdzieś ucieka. Może ten młody Ameyaw powinien więcej grać. Bo słyszę, że na treningach prezentuje się dobrze. Tylko ja bym chciał go zobaczyć tak po całości, przez pełne 90 minut gry. Jest jeszcze ten nowy Japończyk. Może da impuls drużynie. Bo przecież wszystko leży w nogach i głowach zawodników, a nie na ławce trenera. Głowa jest najważniejsza. Piłkarze muszą odważyć się grać i zaryzykować na boisku.

Kamil Wójkowski