REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 219
2 kosa76 215
3 magi 207
4 cypek1910 203
5 abel55 202
6 robert77u 194
7 czackikom 193
8 EGON72 192
9 sebalat... 191
10 conrado... 188
REKLAMA
 
Haren: "Przyjadę też na mecz 8 maja, po którym Widzew będzie pierwszoligowcem"
 
Poniedziałek, 11. marca 2019, godz. 08:01

Jednym z obserwatorów sobotniego meczu z ROW Rybnik był 73-letni Janusz Haren, kapitan drużyny Widzewa, która w 1975 roku awansowała do ekstraklasy. 

- Która to wizyta na stadionie Widzewa po wyjeździe do Danii?
- To jest niepoliczalne, bo przecież przyjeżdżałem do Łodzi jeszcze na stary stadion przy Al. Piłsudskiego. Na nowym obiekcie oczywiście byłem na meczu otwarcia i chyba obejrzałem z pięć spotkań w trzeciej i drugiej lidze. Jestem zachwycony stadionem i nade wszystko liczną widownią. Mogę zapewnić, że będę także 8 maja, kiedy Widzew zakończy rozgrywki meczem z Olimpią Grudziądz i zostanie pierwszoligowcem. Jestem przekonany, że tak się stanie. Zresztą oba łódzkie kluby jesienią będą grały piętro wyżej i na derby Łodzi trzeba będzie nadal czekać. 
REKLAMA

- O ile ŁKS przybliżył się do tego celu wygraną w Mielcu, o tyle Widzew rozczarował w meczu z ROW.
- Rzeczywiście był to słaby mecz widzewiaków, a gol stracony w dwudziestej sekundzie gol z ostatnimi w tabeli wręcz kuriozalny. Drużyna sprawiała wrażenie jakby po raz pierwszy grała w tym składzie. Po przerwie wyglądało to trochę lepiej, a nawet efektowana wyrównująca bramka zapowiadała, że faworyt zdoła wygrać. Ale tak się nie stało i drużyna musi szybko się odbudować psychicznie, bo w czołówce robi się tłok. Wprawdzie wchodzi pierwsza trójka tabeli, ale trzeba uważać. 

- Czym się różni zespół, którego byłeś kapitanem i który po 28 latach przywrócił Widzewowi ekstraklasę, od dzisiejszej drużyny?
- My graliśmy na pamięć. Z Tadkiem Gapińskim, Wieśkiem Chodakowskim, Zdziśkiem Kostrzewińskim, Andrzejem Pyrdołem, Andrzejem Gręboszem znaliśmy się jak łyse konie jeszcze z czasów wspólnej gry w ŁKS. Trener Leszek Jezierski potrafił dobrze wkomponować w zespół choćby Pawła Janasa, Andrzeja Możejkę, Tadzia Błachnę czy obu Surlitów. Potrafiliśmy szanować piłkę, zmieniać rytm gry, skuteczniej wykorzystywaliśmy stałe fragmenty. Lepsza była współpraca między formacjami. Drobne niepowodzenia w środku meczu nas nie załamywały, a raczej pozytywnie wkurzały. Tymczasem widzę, że nasi następcy mają słabszą psychikę, choć widać, że można z nich znacznie więcej wycisnąć. Arcyważny był remis 1:1 w Gdańsku z Lechią, obecnym liderem ekstraklasy. Pamiętam do dziś ostatni mecz z Bałtykiem Gdynia na przepełnionym stadionie w Łodzi, który wygraliśmy 3:1. Liczę, że podobnie będzie w maju ostatnim meczu w Łodzi.

Bogusław Kukuć