REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 219
2 kosa76 215
3 magi 207
4 cypek1910 203
5 abel55 202
6 robert77u 194
7 czackikom 193
8 EGON72 192
9 sebalat... 191
10 conrado... 188
REKLAMA
 
Bogusław Kukuć ocenia po meczu z ROW w Łodzi
 
Niedziela, 10. marca 2019, godz. 11:30

Przed ostatnim sobotnim meczem 23. kolejki II ligi Widzew znał wyniki siedmiu spotkań, które w przypadku wygranej nawet 1:0 łodzian, zapewniały im nie tylko powrót na pozycję lidera, ale także znaczące zwiększenie przewagi punktowej nad konkurentami do awansu z Torunia i Łęcznej. Gospodarze nie zdzierżyli tej stawki i zawiedli na całej linii. Wprawdzie zdołali zachować miano jedynej drużyny bez porażki w roli gospodarza, ale tylko remis 1:1 z ostatnim zespołem jest totalną kompromitacją. 

17 331 widzów przy Al. Piłsudskiego oglądało popis nieudolności łodzian. Zdobycie tylko dwóch punktów w dwumeczu z klubem z Rybnika, który zapewne zostanie zdegradowany, jest doprawdy sztuką. Szokujący już był początek, kiedy w 20. sekundzie Widzew przegrywał 0:1. Grająca po raz pierwszy w takim składzie defensywa gospodarzy dała się zaskoczyć i Michał Rostkowski strzelił drugiego gola w drugoligowej karierze (wcześniej z Radomiakiem w remisowym meczu 2:2, czyli ten 18-latek lubi wypuszczać powietrze ze zbyt pewnych siebie liderów). Do przerwy łodzianie nie oddali celnego strzału i właściwie goście mogli grać bez bramkarza.
REKLAMA

Po dwóch zmianach w składzie od początku drugiej połowy ofensywne poczynania faworytów były już groźniejsze, choć ilość niecelnych podań nadal biła niechlubne rekordy. Od pełnego blamażu Widzew uratowali dublerzy, bo w 74. minucie debiutujący w drugiej lidze Marcin Pieńkowski dośrodkował z prawej do Mateusza Michalskiego i ten widowiskowym, szybkim strzałem (bez przyjęcia piłki) wyrównał.

Skończyło się remisem, w którym nie było nic z pecha, przypadku, bo grali słabi ze słabymi. Trudno uwierzyć, że wiceliderem drugiego frontu jest zespół, który w trzech meczach z rzędu u siebie remisuje z Rozwojem Katowice 1:1, ze Stalą Stalowa Wola 0:0 i teraz z ROW Rybnik 1:1. Te 3 spotkania w Łodzi oglądało ponad 50 tysięcy widzów. Ręce opadają. 

W dniu meczu zatytułowałem jedno z ostrzeżeń „Gorący fotel lidera drugiej ligi”. To smętna satysfakcja.
REKLAMA

Patryk Wolański – 3. Nie ponosi winy za rekordowo szybko straconego gola. Później uratował łodzian od porażki wspaniale broniąc groźne strzały w 32. oraz 84 minucie. Podobnych uderzeń łodzian nie oglądaliśmy. Po takich interwencjach bramkarzowi można wiele wybaczyć.

Łukasz Turzyniecki – 3. Najszybszy z łódzkich obrońców, najbardziej zdecydowany oraz wspierający ataki. W sobotę z pozyskanych zimą zawodników on wypadł najlepiej.
     
Radosław Sylwestrzak – 1. Pierwszy tegoroczny występ oddalił tego stopera od wyjściowego składu. On zawinił najbardziej przy straconym golu. Był chyba sam zszokowany tym co się stało. A pomyśleć, że w Rybniku potrafił strzelić gola. Zmiana w przerwie nie była zaskoczeniem.

Daniel Tanżyna  – 2. W widzewskim debiucie w Wejherowie był znacznie mocniejszym punktem drużyny. Teraz wypadł bezbarwnie. Zapewne nie tak sobie wyobrażał pierwszy mecz na stadionie przy Al. Piłsudskiego.
     
Sebastian Zieleniecki – 2.  W odróżnieniu od Tomka Wełny nie ma pojęcia o grze na lewej obronie, a nawet o wyrzucaniu autów. Przed przerwą grał słabiutko. W drugiej połowie jako jeden z dwóch stoperów był już pewniejszy, choć jesienią oglądaliśmy go w znacznie lepszej dyspozycji.
REKLAMA

Daniel Mąka - 1. W porównaniu do meczu z Gryfem zagrał o wiele gorzej. Teraz szukał miejsca na boisku, ale jakoś piłka go nie szukała. Słusznie zmieniony po pierwszej połowie.
   
Dario Kristo – 2. Jeden ze słabszych występów Chorwata. Nowy kapitan uratowałby swoją notę i prestiż zespołu gdyby wykorzystał doskonałą okazję do zdobycia zwycięskiego gola głową w polu bramkowym gości tuż przed zakończeniem spotkania. W kilku meczach imponował „chłodną głową” i doświadczeniem. W sobotę to go nie wyróżniało.
      
Adam Radwański – 2. W Wejherowie był piłkarzem meczu, zdobywcą prowadzenia, kreatorem gry. Teraz wmieszał się w nerwowy tłumek, który nie potrafił niczym zaskoczyć gości. Większość jego podań nie docierało do adresata. Inna sprawa, że tylko raz, po zaskakującym strzale Adama, minimalnie nad poprzeczką w 41 minucie, udowodnił, że Widzew może zagrozić uderzeniami z dystansu.
         
Konrad Gutowski – 2. Przed przerwą większość czasu spędził na… lewej obronie, co obnażyło tylko jego marne umiejętności defensywne. Poprzedni dobry mecz grał w Chorzowie w 15. kolejce. Po tegorocznej inauguracji sam pisałem, że liczę na jego gola w meczu z ROW, któremu w Rybniku latem strzelił bramkę. Barierę dziwnej długiej niemocy przerwał w 69. minucie kiedy strzelił jako pierwszy łodzianin groźnie i bramkarz z najwyższym trudem sparował uderzenie.
REKLAMA

Przemysław Banaszak – 2. Było go widać, bo jest wysoki i dużo biegał. W polu karnym powinien częściej strzelać, a on w tłoku szuka podaniami kolegów. Pewnie chce udowodnić, że gra zespołowo. A każdy napastnik powinien być większym egoistą.
       
Daniel Świderski – 1. Niby jest ruchliwy, ale niewiele z tego wynika. Jak ktoś chce zobaczyć jak wygląda „gra w dziada” między obrońcami rywali i ambitnie starającym się im odebrać piłkę napastnikiem, to może oglądać mecze Widzewa.
REKLAMA

Marcin Pieńkowski – 4. Doczekał się drugoligowego debiutu. Marzył o tym jeszcze od czwartej ligi jeszcze w drużynie trenera Witolda Obarka. Był jedynym łodzianinem, który grał odważnie do przodu i nie człapał. Był szybszy od gości, wygrywał większość pojedynków „jeden na jednego”. Nie zrażał się niepowodzeniami. Jego asysta była wręcz podręcznikowa. Brak drugoligowego ogrania sprawił, że sam nie strzelił gola, bo po odważnych, indywidualnych szarżach miał kilka okazji.

Marek Zuziak – 1. Zagrał jako zmiennik po przerwie na lewej obronie. Nie potrafił zrobić właściwego użytku z „naturalnej” lewej nogi nie tylko przy wolnych, ale także innych akcjach ofensywnych. Zadziwiająca nerwowość całej drużyny udzieliła się także Słowakowi.

Mateusz Michalski – 4. Po leczeniu urazu w okresie przygotowawczym przez najskuteczniejszego zawodnika Widzewa żartowałem z trenerem Mroczkowskim, że teraz Mateusz „na świeżości” zagra cztery, pięć dobrych spotkań. Toteż byłem zaskoczony, że nie pojechał do Wejherowa. W sobotę jego półgodzinny występ uratował remis. Za faul na kontrującym Mateuszu Bartłomiej Polok ujrzał jedyną żółtą kartkę w tym meczu. Z innymi łodzianami goście radzili sobie bez brutalnych interwencji.
 
Michael Ameyaw – niesklasyfikowany, grał zbyt krótko.  W końcówce zmienił Gutowskiego. Trener gospodarzy liczył, że temu młodzieżowcowi uda mu się zrobić coś szalonego. Nie doczekał się. Najmłodszy łodzianin naśladował starszych.

Bogusław Kukuć