REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 kosa76 167
2 magi 161
3 robert77u 153
4 wiesia 145
5 EGON72 142
6 cypek1910 140
7 FeelFaza 140
8 Papay 139
9 sebalat... 136
10 tomaszf... 134
REKLAMA
 
Turzyniecki: "Nie powinniśmy być chwaleni za to, że biegamy i walczymy"
 
Niedziela, 10. marca 2019, godz. 09:31

Łukasz Turzyniecki po raz pierwszy od momentu przyjścia do Widzewa zagrał w domowym meczu RTS-u, który niestety nie zakończył się zwycięstwem łodzian. Prawy obrońca po meczu nie krył, że on, jak i cała drużyna, mogli w tym spotkaniu zagrać o wiele lepiej.

- To był twój pierwszy mecz w drużynie Widzewa na stadionie przy alei Piłsudskiego. Jakie masz wrażenia z tego debiutu w Sercu Łodzi?
Łukasz Turzyniecki: - Bardzo długo na to czekałem, bo przed taką publiką to ogromna przyjemność zagrać. Szkoda, że nie był to zwycięski debiut, poodobnie jak to miało miejsce ostatnio w Wejherowie, gdzie miałem mój debiut oficjalny w Widzewie. Tam wygraliśmy, a tutaj niestety to się nie udało i pewnie podobnie jak u kibiców, również u nas jest duży niedosyt, bo mogliśmy zrobić na boisku więcej.

- Co poszło nie tak, że już straciliście bramkę w 20. sekundzie?
- Ciężko tak na gorąco oceniać, co się stało zaraz na początku spotkania. Szczerze powiem, że chyba pierwszy raz w życiu spotkałem się z taką sytuacją, że większość kibiców nie zdążyła jeszcze zająć swoich krzesełek na trybunach, a już przegrywaliśmy 0:1. Nie ma co szukać winnych, wytykać się palcami, któ mógł coś zrobić lepiej w tej sytuacji. Całościowo, jako drużyna, ponosimy za to odpowiedzialność. Dobrze, że udało się wyciągnąć ten mecz na remis. Oczywiście każdy się starał w drużynie, żebyśmy to spotkanie wygrali, ale to nie jest coś, za co powinniśmy być chwaleni, że biegamy i walczymy. Bo to jest normalna rzecz.
REKLAMA

- W pierwszej połowie zagrałeś w ustawieniu 3-5-2 jako taki wahadłowy. W drugiej już w systemie 4-4-2 jako typowy prawy obrońca. Robi ci to jakąś różnicę jeśli chodzi o pozycję na boisku?
- Wszystko zależy od tego, jak trener widzi taktykę na dany mecz i my tylko staramy się jak najlepiej wypełniać jego założenia. Bez względu czy gramy w ustawieniu 3-5-2 czy 4-4-2. Na pewno musimy indywidualnie od siebie wymagać jeszcze więcej, bo tylko wtedy możemy spełnić oczekiwania przede wszystkim sztabu szkoleniowego i kibiców.

- Od początku meczu trochę krwi napsuł obrońcom Widzewa Bartosz Giełażyn, napastnik drużyny z Rybnika. Trudno było wam go powstrzymać?
- Wydaje mi się, że to pytanie bardziej do środkowych obrońców, bo on operował bliżej nich. Ja koncentrowałem się na zawodniku, który biegał bliżej mojej strony boiska. Pewnie cała linia obrony mogła zrobić więcej, bo straciliśmy bramkę. To nie miało prawa nam się przydarzyć. Już nawet nie chodzi o to, że to stało się tak szybko. Po prostu my jako obrońcy jesteśmy rozliczani z tego, czy kończymy mecz na zero czy nie. Tym razem to się nie udało. Pokłosiem tego jest to, że mecz nie kończy się zwycięstwem, bo gdybyśmy zagrali na zero, to ten mecz prawdopodobnie byśmy wygrali. I z tego powodu jest w nas teraz dużo emocji i rozczarowania. Jakby była taka możliwość, to na pewno każdy z nas chciałby jeszcze raz wyjść i zagrać ten mecz, żeby znowu powalczyć o zwycięstwo. Tak się niestety nie da i będziemy musieli czekać na kolejny mecz. Dla sportowców nie ma lepszego sposobu na poprawę tego, co się nie do końca dobrze zrobiło w meczu, żeby wyjść na następny mecz z pełną motywacją, z głową do góry, wypiętą klatą, i to wszystko.

Kamil Wójkowski