REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 wiesia 219
2 kosa76 215
3 magi 207
4 cypek1910 203
5 abel55 202
6 robert77u 194
7 czackikom 193
8 EGON72 192
9 sebalat... 191
10 conrado... 188
REKLAMA
 
TYLKO U NAS! Kaczorowski: "Celem każdego zarządu jest pozytywny wynik finansowy"
 
Piątek, 8. marca 2019, godz. 08:00

W drugiej części rozmowy z prezesem Jakubem Kaczorowskim rozmawiamy m.in. finansach klubu oraz o samodzielności w podejmowaniu decyzji. Zapraszamy.

- Jakiś czas temu klub ujawnił wydatki i wpływy za poprzedni rok. To co zwraca uwagę to relatywnie wysokie koszta jak na tą ligę?
Jakub Kaczorowski:
- Strukturę kosztową, w sensie szczegółów, trzeba przeanalizować, żeby odpowiedzieć tak szczerze i dokładnie. Dzisiaj tego nie wiem, pewnie za dwa, trzy dni taką wiedzę będę miał. Jeśli chce się zbudować drużynę, która będzie w stanie szybo awansować do ligi wyżej, a też zminimalizować ryzyko, że tak się nie stanie. My ponosząc te koszty minimalizujemy ryzyko, że to się nie powiedzie. Dajemy wszystko tej drużynie. Zawodnicy sami się wypowiadają, że organizacyjnie klub jest przygotowany na ekstraklasę. Żeby to ryzyko biznesowe zminimalizować i przygotować wszystkich biznesmenów na to, że warto w ten klub inwestować poprzez kolejne awanse, nie widzę problemu. Natomiast, żeby odpowiedzieć w jakim aspekcie koszty były za duże musiałbym poznać szczegóły. 
REKLAMA

- Jaką ma pan filozofię działania? Skupiamy się na tym, by przychody były jak najwyższe, a liczymy się z tym, że koszta mogą wzrosnąć? Czy jednak dusimy te koszta przede wszystkim?
- Jeżeli porównujemy do budżetu, czy bilansu tak jak jest w firmie, to rentowność sprzedażową organizacji liczymy poprzez dwa faktory, czyli zysk dzielony przez przychód. Z drugiej strony, jeżeli się pojawi jakiś zysk operacyjny w firmie, to może być zmniejszony przez inwestycje. Ale poprzez wyliczenia zwrotów inwestycji wiemy, że jeżeli w innych aspektach firmy nie położymy to będziemy mieli ten zysk większy w kolejnych latach. Załóżmy, że byśmy przeanalizowali stronę kosztową i inwestycje w postaci podpisania kontraktów z zawodnikami o wyższych umiejętnościach sportowych. To jest dla nas inwestycja.

- Czy zawodnika można potraktować jako inwestycję? Nie da się przewidzieć jak będzie… To może być i aktywo, i pasywo. 
- Dlatego komitet do spraw transferów, i wnikliwie przygotowana analiza, w tym finansowa, jest konieczna, żebyśmy mieli pewność, że to będzie aktywo. 

- Dla mnie dziś aktywem Widzewa może być zawodnik młody, którego można wytransferować z zyskiem. Jeżeli jest to piłkarz starszy, to pewnie trenerowi zależy na nim, żeby go mieć tu i teraz, ale takiego zawodnika raczej się nie sprzeda z zyskiem. Nie z drugiej czy pierwszej ligi...
- Z punktu widzenia rozwoju tak, ale też potrzebujemy doświadczonych zawodników do drużyny, którzy pewne rzeczy tym młodym pokażą.


- No tak, ale to jest wydatek, nie inwestycja. Może być tak, że taki zawodnik podpisze długoterminowy kontrakt i stanie się pasywem, gdy przestanie się mieścić w składzie, a trzeba będzie mu płacić. Poprzedni prezes zawierał umowy z opcją automatycznego przedłużenia po awansie. Takie zapisy mieli piłkarze, którzy byli daleko od meczowej kadry. 
- Temat długości kontraktów to jest też temat tej analizy, o której mówiłem. Natomiast sprawdzając element kosztowy, myślę, że to było koniecznie. Zresztą 1,1 mln zysku to nie jest mała kwota. Muszę na to spojrzeć w szczegółach. Widzę, że trzeba ten aspekt przeanalizować. Mam przykład dużego projektu międzynarodowego, w którym była prozaiczna rzecz jak delegacje zagraniczne. Sposób podróży, sposób wynajęcia samochodów służbowych. Do takiej analizy zatrudniamy człowieka, który zarabia na swoją pensję. To była kwestia optymalizacji kosztów. 
REKLAMA

- Kończąc wątek finansów, czy przez radę nadzorczą został panu postawiony jakiś cel? Czy to jest cel finansowy, czy cel sportowy - awans?
- Celem nadrzędnym postawionym przed zarządem jest awans. Celem każdego zarządu jest pozytywny wynik finansowy organizacji. Ja jako osoba do tej pory stojąca z boku, obserwująca futbol w Polsce, pierwszą rzeczą na jaką zwróciłem uwagę, nawet przy decyzji, żeby startować, to było to, żeby nie spowodować, że klub przyniesie jedną stratę i to spowoduje, że zacznie przynosić kolejne. Dzisiaj mamy wynik dodatni z poduszką 1,1 mln. Zarząd ma tak poprowadzić klub, by poduszkę finansową nadal miał i zrobił też awans sportowy. My wszyscy jako kibice tego chcemy. Teraz I liga, w przyszłym roku ekstraklasa.

- W których obszarach widzi pan możliwość powiększenia przychodów? Czy jest to zwiększenie przychodów przez podwyższanie cen? Czy przez szukanie innych źródeł przychodów?
- Podwyższanie cen w rozumieniu tego, że będziemy awansować do wyższych lig musi nastąpić. To nie jest jednak główny cel. Czasem musi nastąpić, bo choćby zmieniają się ceny energii. Głównym celem jest uzyskanie większej przychodowości poprzez różne działania. Nie tylko przez sprzedaż pakietów sponsorskich, ale jak i przez rozbudowę stadionu. To jest metoda. I tak uważam, że jesteśmy w dobrej sytuacji, że udało się zbudować stadion na to 18 tysięcy. Jakby się nie udało to byśmy tu pewnie nie siedzieli. 

- Jeszcze są jakieś pomysły na dodatkowe przychody? 
- W ciągu miesiąca, może półtora, powstanie strategia. Będą zrobione wewnątrz organizacji warsztaty strategiczne, w których te wszystkie elementy będziemy określać. Został przyjęty do pracy Tomasz Jędraszczyk, który ma ogromne doświadczenie. Z mega wiedzą marketingową, także w social media. On wie jakie mam oczekiwania względem niego, ja wiem jakie on ma względem mnie. Myślę, że także z Piotrem Szorem jesteśmy dobrani charakterologicznie. 

- A widzi pan jakieś zagrożenia dla przyszłości Widzewa?
- Z całą pewnością takie rzeczy operacyjne, jak choćby kwestia infrastruktury dla akademii. Jeżeli my tego nie ustawimy w jakimś kierunku to za 3-4 lata nie będziemy mieli kim grać. Nie będziemy mieli swoich młodzieżowców, bo wychowankowie to są wychowankowie. Dzisiaj prawo też nie jest OK dla klubów sportowych. To są zagrożenia, które widzę. Zagrożenie, które jestem przekonany, że się nie pojawi, ale jakbym stał z boku jako kibic, bałbym się, żeby zarząd czegoś nie odwalił. 
REKLAMA

- Niechętni zmianom w klubie zarzucają, że teraz ktoś będzie rządził z tylnego siedzenia. Jak pan się do tego odniesie?
- Jesteśmy zespołem. Również z punktu widzenia rady nadzorczej. Oni, przynajmniej w tym pierwszym okresie, służą nam wsparciem ze względu na tematy, w które byli też zaangażowani. Z ich strony padały także przy rekrutacji jednoznaczne stwierdzenia, że do kwestii operacyjnych i do strategi realizacji planów, oni się nie wtrącają. Właściciel ma prawo, w każdej firmie, do weryfikacji czy nadzoru tego, jak działa zarząd. Tam, gdzie to się nie dzieje, są problemy. To jest naturalna kolej rzeczy, że właściciel będzie miał wgląd w działania zarządu. Ja bym sobie nawet tego życzył. Nie pozjadałem wszystkich rozumów, nie mam pełnej wiedzy zarządczej. Oczywiście, że teraz sobie życzę, by pan Remigiusz, który pełnił obowiązki prezesa, przekazywał mi te rzeczy, ale nie jest to na zasadzie „pan zrobi tak i tak”. 

- Jeśli konsultacja to zgodnie z ładem korporacyjnym z radą nadzorczą, czy jednak ze Stowarzyszeniem, które jest właścicielem?
- To jest tak, że jakbyśmy patrzyli przez pryzmat konsultacji z całym stowarzyszeniem to myślę, że by to nie zadziałało nadzorczo na zarząd. Ciężko jest zebrać 23 osoby. Myślę też, że nie ma takiej potrzeby. Oczywiście ja mam kontakt czasami taki nieformalny z kimś ze stowarzyszenia, kto mi coś fajnego podpowie, ale to nie na zasadzie nadzorczej. Jest ład korporacyjny, jak pan powiedział, i tak będziemy działać. 

 - A znał pan kogoś ze Stowarzyszenia nim zaczął pracować?
 - Osobiście nie znałem nikogo. Osoby, z którymi miałem do czynienia to był pan Klementowski, z racji tego, że był prezesem jak syn grał w akademii, a drugą był pan Krajewski, gdy był dyrektorem akademii. 

- Nim informacja o nominacji stała się powszechna to ktoś z Widzewa wiedział? 
- Nie, nikt. Nawet mój syn miał w styczniu trochę problemów zdrowotnych, więc na treningi nie mogliśmy za bardzo jeździć. Mieliśmy ustalony sposób komunikacji z klubem. Nie chcieliśmy, żeby ta informacja się pojawiła. Też miałem swoje zobowiązania zawodowe. Wiedziała tylko moja żona. Staraliśmy się też w domu niezbyt wiele na ten temat rozmawiać. Wiadomo jak to dzieci, ktoś komuś powie w szkole. Udało się utrzymać tajemnicę. 

I część wywiadu: Kaczorowski: "Skala zainteresowania przez pierwsze dni mnie przeraziła" »

Tomasz Andrzejewski